Reklama

Haszczyński: Radość i lęk Libijczyków

Wygrana bitwa o Bregę poprawiła nastroje we wschodniej Libii, w strefie wolnej od Kaddafiego. Ale nadal ludzie w Bengazi przekazują sobie pogłoski o zbliżających się najemnikach z Czarnej Afryki czy o planach zbombardowania wolnych miast.

Aktualizacja: 03.03.2011 11:24 Publikacja: 03.03.2011 11:20

Jerzy Haszczyński

Jerzy Haszczyński

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Jerzy Haszczyński z Bengazi

Najgroźniej brzmi przekazywana z ust do ust plotka o gazie musztardowym, którego miałby użyć niewątpliwie nie wahający się dokonać każdej zbrodni Kaddafi w obronie siebie i rodziny. — Sprawdziłam, co to jest ten gaz musztardowy — mówiła mi dziś miejscowa Polka. Zastanawia się, czy jednak nie wyjechać.

W środę do późnej nocy w centrum Bengazi świętowano zwycięstwo w bitwie o Bregę. ?W reportażu o bitwie cytowałem rzecznika władz rewolucyjnych Mustafa Geriani: — „Ludzie byli mocno zaniepokojeni, gdy usłyszeli rano o ataku. To, co się stało, to wspaniały sygnał dla rewolucji. Teraz wszyscy czują się tu bezpieczniej. Oczywiście chciałbym, by dyktator padł za kilka godzin. Ale przed nami jeszcze długa droga. Kaddafi i jego ludzie są zdolni do wszystkiego". Tu można przeczytać reportaż „Kaddafi przegrał ważną bitwę".

W Bengazi życie ma wiele oznak normalności. Nadal nie działają jednak banki i kantory, co dla obcokrajowców jest problemem. Jest poważny kłopot z internetem, mam do niego dostęp raz na jakiś czas, najłatwiej jest w nocy. Nie można kupić libijskiej karty SIM, czyli trudno się kontaktować z miejscowymi. Z polskiej komórki można wysyłać do Polski tylko esemesy, dodzwonić się nie ma szans. Z esemesami jest zresztą problem, z Bregi wysłałem ich wczoraj do redakcji całe mnóstwo i przez kilka godzin nie dochodziły.

Pracę ułatwia nam wspaniałe nastawienie miejscowych Libijczyków. Są niezwykle życzliwi i gościnni. Zapraszają na kawę, mocną słodką zieloną herbatę nalewaną z dużej wysokości z przypalonych czajniczków, tak by utworzyła się pianka. Byłem tu też na kilku ucztach obiadowych, na dywanach pojawiały się wielkie tace z baraniną, całymi kurczakami i ryżem z prażonymi migdałami. Nawet w sklepie wczoraj nikt nie chciał od fotoreportera Kuby Kamińskiego pieniędzy za bułki i czipsy. ??Jeżeli kiedyś Libia, po Kaddafim, stanie się krajem turystycznym — a ma po temu wielki potencjał, ze dwa tysiące kilometrów plaż, zazwyczaj piaszczystych i starożytne zabytki — to ta gościnność nie może się utrzymać. Daję jej świadectwo, póki nie zniszczą jej miliony plażowiczów z Europy (co jest swoją drogą dobrą wizją dla przyszłej wolnej Libii).

Reklama
Reklama

Pytanie, ile Kaddafi utrzyma się u władzy w Trypolisie, jest otwarte. Rewolucja jeszcze nie zwyciężyła w całym kraju. To może trwać godziny, dni, miesiące. ??Zryw Libijczyków jest imponujący. Gdy się słyszy jak tłum śpiewa hymn rewolucji „Nigdy się nie poddamy", to ciarki chodzą po plecach. Oby Kaddafi nie miał już siły, by zdławić ten bunt. Oby nie polało się tu już więcej krwi.

Inne reportaże z Libii:

Tu jest już wolny kraj


Wykrzyczeć prawdę o Kaddafim


Reklama
Reklama
Komentarze
Mirosław Żukowski: Trudna radość z olimpijskiej zimy
Komentarze
Bogusław Chrabota: Niefortunny komunikat ambasadora Rose'a
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Koniec New START to zła wiadomość dla Rosji i szansa dla Donalda Trumpa
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Rozmienianie RBN na drobne. Duży błąd Karola Nawrockiego
Komentarze
Bogusław Chrabota: Stygmatyzowanie Włodzimierza Czarzastego jest wbrew prawu?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama