Donald Tusk nie tylko schlebia w ten sposób wyborcom, wraca do platformerskich postulatów sprzed lat (wielu za nimi tęskni), ale na dodatek robi to z gwarancją pełnego bezpieczeństwa. Szansa na zebranie w tej sprawie sejmowej większości jest dosyć nikła, jeśli nie bliska zeru.
Śmiało więc można grać pod publiczkę tego typu hasłami, bez zagrożenia, że status quo istotnie się zmieni. Nie chcę być zgryźliwy i sugerować – śladem posłów Błaszczaka, czy Hofmana – że premier znów cynicznie sięga do arsenału piarowskiego; całkiem możliwe, że Donald Tusk, podobnie jak piszący te słowa rzeczywiście jest przeciwnikiem obciążania kosztami działania partii politycznych podatnika. Ta hipoteza jest zresztą dość prawdopodobna , bo trudno, by Donald Tusk nie miał świadomości, że jego własna partia, wciąż partia władzy, ma ułatwione możliwości korzystania ze składek obywateli, czy dotacji ze strony biznesu. Zapewne jest w tej kwestii w znacznie lepszej sytuacji, niż Prawo i Sprawiedliwość, czy PSL.