Minął czas wyznaczony przez władze krajowe Platformy Obywatelskiej na zgłaszanie się potencjalnych kontrkandydatów Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Wyglądało na to, że nikt się nie zgłosił. Prawybory były pomyślane jako wielki medialny spektakl, który miał rozwiązać dwa problemy. Pierwszy dotyczył całej PO: publiczne debaty kandydatów miały się stać świętem wewnątrzpartyjnej demokracji, co wobec coraz lepiej radzącej sobie w Sejmie Lewicy pokazałoby wszystkim, że to Platforma jest hegemonem po stronie opozycji. Drugi był problemem Grzegorza Schetyny – prawybory odwlekały wewnątrzpartyjne rozliczenia i dawały przewodniczącemu cenny czas na przygotowanie się do wyborów przewodniczącego.