Microsoft zapłaci za wyskoki sztucznej inteligencji

Microsoft zapowiedział, że w razie, gdy jego usługi Copilot – a w szczególności wygenerowane przez nią wyniki – naruszą cudze prawa autorskie, zwolni z odpowiedzialności za to swoich użytkowników. W praktyce zatem pokryje koszty sądowe i zapłaci ewentualne odszkodowanie.

Publikacja: 18.09.2023 13:26

Copilot

Copilot

Foto: Adobe Stock

Zapowiedź Microsoft, który chce wesprzeć klientów pozwanych za naruszenie praw autorskich do cudzych utworów, to odpowiedź na galopujący rozwój AI.

Zastosowanie AI wiąże się z prawną niepewnością

Jak zauważa dr Gabriela Bar, radczyni prawna z Kancelarii Szostek_Bar i Partnerzy, samo rozwiązanie nowe nie jest. Zmienia się jednak jego kontekst, bo zastosowanie AI wiąże się z prawną niepewnością. Jak wyglądało będzie to w praktyce – czas pokaże, ale specjalistka przewiduje, że zależy to od konkretnych postanowień zawartych w umowach oferowanych przez Microsoft jego klientom. - Niemniej inicjatywa ta jest ważna, bo w przypadku generatywnej AI nie ma jednoznacznych odpowiedzi, co do praw autorskich i ich naruszeń – zauważa. Podkreśla przy tym, że „sami twórcy takich narzędzi AI nie wiedzą, w jaki sposób dochodzi do wytworzenia konkretnego wyniku”, a one same – działające w oparciu o głębokie sieci neuronowe – stanowią swoiste „czarne skrzynki”.

To nie pierwsze w tej sferze działania technologicznych gigantów, którzy pracują m.in. na odznaczeniami w postaci „znaków wodnych”, mających odróżnić wytwory AI od tego, co wyszło spod ręki człowieka. - W kontekście odpowiedzialności, większe znaczenie mają jednak oznaczenia zakazujące korzystania z materiałów chronionych na potrzeby uczenia systemów generatywnej AI – dodaje radczyni prawna. I ocenia, że jako użytkownicy nie jesteśmy w stanie ocenić, jakie dane AI przetworzyła w celu wygenerowania konkretnego wyniku i czy posłużyła się przy tym takimi, z których skorzystać mogła zgodnie z prawem.

Ekspertka wskazuje, że zapowiedź Microsoftu jest jak najbardziej możliwa do wdrożenia w polskim systemie prawnym. - Z pewnością w każdym konkretnym przypadku doprecyzowania będzie wymagała kwestia, czy to zwolnienie dotyczyć będzie także dalszych użytkowników, np. innych podmiotów z grupy kapitałowej lub użytkowników końcowych – tłumaczy Gabriela Bar. Zastrzega przy tym, że zwolnienie użytkownika z odpowiedzialności uzależnione jest od korzystania przez niego z filtrów, stworzonych celem ograniczenia ryzyka naruszenia praw autorskich. - Jeśli użytkownik je wyłączy, ochrona nie będzie mu przysługiwała - wyjaśnia ekspertka z zakresie prawa nowych technologii. I dodaje, że to samo tyczy się klienta, który celowo spróbuje wygenerować treści naruszające prawo lub wykorzystać materiały, do których prawa autorskie albo licencje mu nie przysługują.

Czytaj więcej

Kto odpowie za szkody wyrządzone przez sztuczną inteligencję?

Microsoft chce przekonać do korzystania z Copilot, pomimo istniejących ryzyk

Na bufory bezpieczeństwa zwraca uwagę również radczyni prawna Monika Kamińska. - W przypadku, w którym klient wyłączy te zabezpieczenia, Microsoft nie przyjmie odpowiedzialności odszkodowawczej. Podobnie, jeżeli klient będzie wykorzystywać materiały mając świadomość, że naruszają one prawa autorskie – precyzuje. Specjalistka również zaznacza, że klauzule odszkodowawcze są standardowo stosowane w tego rodzaju umowach i stanowią jedno z najważniejszych postanowień w nich zawieranych. - W tym przypadku na uwagę zasługuje przyjęcie rozszerzonej odpowiedzialności Microsoft, która obejmuje również dane wyjściowe wykorzystywane przez klienta – zauważa założycielka start-upu Truesty.

W jej opinii źródłem ewentualnych problemów klientów mogą być de facto dane wykorzystane do wytrenowania modelu AI. Podkreśla, że Microsoft chce rozwijać technologię i przekonać tych potencjalnych do korzystania z Copilot, pomimo istniejących ryzyk. Rozszerzenie swojej odpowiedzialności odszkodowawczej jest zatem – jej zdaniem - biznesowo uzasadnione.

„Trenowanie” sztucznej inteligencji, jak tłumaczył na ramach „Rzeczpospolitej” radca prawny Michał Markiewicz, polega na wgrywaniu utworu do programu, który ma go przetworzyć, a następnie – na jego podstawie - stworzyć schematy, wzorce i sposoby rozumowania. To, co w ten sposób się narodzi jest zwykle od razu usuwane, ale algorytm i tak otrzymuje potrzebne mu do „nauki” informacje. Taki sposób działania budzi obiekcje samych autorów. Proces twórcy ChatuGPT wytoczyła już kanadyjska pisarka Mona Awad i jej amerykański kolega po fachu Paul Tremblay. W złożonym do sądu federalnego w San Francisco pozwie zarzucili, że przedsiębiorstwo OpenAI złamało prawa autorskie, bo do „trenowania” technologii wykorzystała treści ich książek. Analogiczny pozew do tego samego sądu trafił niedawno za sprawą m.in. zdobywcy nagrody Pulitzera Michaela Chabona.

Zapowiedź Microsoft, który chce wesprzeć klientów pozwanych za naruszenie praw autorskich do cudzych utworów, to odpowiedź na galopujący rozwój AI.

Zastosowanie AI wiąże się z prawną niepewnością

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Internet i prawo autorskie
"Trening" sztucznej inteligencji: co z prawami twórców dzieł, na których ćwiczy
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Nieruchomości
Jak kwestionować niezgodne z prawem plany inwestycyjne sąsiada? Odpowiadamy
Praca, Emerytury i renty
Krem z filtrem, walizka i autoresponder – co o urlopie powinien wiedzieć pracownik
W sądzie i w urzędzie
Jak otrzymać bon energetyczny? Jest wzór wniosku
Nieruchomości
Większe odległości od działki sąsiada. Jakie zmiany się szykują