Zawiadomienie złożył pełnomocnik ds. ochrony informacji niejawnych w WBH.

Pełnomocnik twierdzi, że historycy zatrudnieni w Wojskowym Biurze Historycznym oraz szefowie instytucji bezprawnie odtajniali dokumenty, by zawarte w nich dane wykorzystywać w pracach i publikacjach naukowych.

Szefem WBH jest Sławomir Cenckiewicz, powołany 4 lata temu przez Antoniego Macierewicz, ówczesnego szefa MON, na stanowisko pełnomocnika ds. reformy archiwów państwowych.

Jej efektem było powstanie WBH, któremu podporządkowane zostały archiwa wojskowe. Zatrudnieni przez Cenckiewicza historycy pracowali głównie na dokumentach noszących klauzule "tajne" i "ściśle tajne" lub "poufne". Zgodnie z ustawą o ochronie informacji niejawnych są one nadawane dokumentom, których nieuprawnione ujawnienie może spowodować szkodę lub poważną szkodę dla kraju - pisze Onet.

Zaczęto je zdejmować, by zawarte w dokumentach informacje można było wykorzystywać w publikacjach.

Tymczasem prawo odtajnienia dokumentów opatrzonych wyżej wymienionymi klauzulami mają jedynie ich wytwórca, jego następca prawny, specjalnie powołana do tego komisja lub SKW.

Podczas likwidacji archiwum wojskowego w Nowym Dworze Mazowieckim jego pracownicy zauważyli klauzule na dokumentach. Zawiadomili o tym wiceszefa WBH Łukasza Cięgotury, który polecił sprawdzić, jakie daty są na dokumentach i uznał je za "stare" i kazał odtajnić.

Polegało to na tym, że ci na poszczególnych teczkach przybijali dwie pieczątki – jedna przekreślała klauzulę tajności, a druga podawała podstawę prawną z ustawy, która nie obowiązuje od 10 lat - precyzuje Onet.

Szef WBH Sławomir Cenckiewicz uważa, że podjęte czynności nie były "odtajnianiem", ale "czynnością materialno-techniczną".

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Proceder ten trwał prawie 4 lata. Zatrudnieni w WBH historycy zlecali odtajnianie wybranych przez siebie dokumentów, ponieważ w swoich pracach naukowych nie mogli powoływać się na materiały opatrzone klauzulami tajności. Wskazane przez nich dokumenty odtajniali zwykle pracownicy magazynu archiwum, którzy zostali wyposażeni w komplet przeznaczonych do tego pieczątek.

Na te działania zwrócił uwagę pełnomocnik ds. ochrony informacji niejawnych w WBH, który poinformował kierownictwo instytucji, że są one bezprawne. W efekcie został przeniesiony do innej jednostki. Jego następca jednak również nie zgadzał się na działania poza prawem i poprosił dowództwa wojsk o przegląd dokumentów i odtajnienie ich zgodne z przepisami. Został przeniesiony do rezerwy kadrowej.

Według informacji Onetu od czterech lat do Centralnego Archiwum Wojskowego trafiają teczki personalne wszystkich starszych stopniem oficerów, które powinny trafić do Wojskowych Komend Uzupełnień. Dopiero po ich przejściu na emeryturę mogą trafić do archiwów. 

Informacje z teczek trafiają nawet do mediów, co potwierdza gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych, który czytał artykuły zawierające informacje z jego teczki .

-  Najgorsze, że dzieje się to w otoczce wendety, bo ujawnianie informacji personalnych dotyczy tych, którzy ośmielą się mieć odmienne niż władza poglądy. Osobiście tego wielokrotnie doświadczyłem - mówi Różański.

Więcej na Onet.pl