Gość przypomniał, że po decyzji RPP o pozostawieniu stóp procentowych na takim samym poziomie oraz po daniu sygnału, że nawet do 2020 r. możemy nie mieć żadnej podwyżki, złoty zareagował lekkim osłabieniem. - Jednak seria pozytywnych danych z gospodarki spowodowała, że złoty powrócił do najsilniejszych poziomów od początku roku – mówił Serafin.
- W szerszej perspektywie, od początku 2017 r., startowaliśmy z poziomu 4,5 zł za euro. Mało kto to pamięta. Dzisiaj mamy 4,15 i widać tendencję umacniającą, która w perspektywie miesięcy była poprzecinana różnego rodzaju korektami – dodał.
Mocniejszy złoty to kłopot dla eksporterów. - Jednak obecne poziomy nie powodują, że eksporterzy lamentują. Tego typu dyskusje mogły by się pojawić, gdyśmy zaczęli przebijać poziom 4 zł. Rynek nie pamięta takich sytuacji - tłumaczył Serafin.
- Obecnie jest okazja dla importerów, którzy mogą wykorzystywać sytuację silnego złotego. Szczególnie importerów, którzy rozliczają się w dolarach amerykańskich – dodał.
Gość podkreślił, że niespodziewane czynniki mogą spowodować, że kursy walut przemieszczą się w jedną czy drugą stronę. - Wówczas warto mieć w zanadrzu różnego rodzaju instrumenty finansowe, które nas przed tym chronią – ocenił.
Zaznaczył, że w historii istnienia opcji walutowych na rynku polskim, wyceny transakcji opcyjnych są najniższe. - Nawet niższe niż przed kryzysem w roku 2008 r. Bardzo tanio, nawet poniżej 1 proc. wartości nominalnej, można kupić ubezpieczenie od wahań kursu euro-złoty na okres 3 miesięcy - podał Serafin.
- Wydaje się, że warto zdywersyfikować swój portfel instrumentów w kierunku takich ubezpieczeń. Dane NBP pokazują, że przedsiębiorcy stosunkowo rzadko z tego korzystają – dodał.