Choć 73 proc. Polaków deklaruje oszczędności na podstawowych zakupach, to jednocześnie chce wydawać pieniądze na dobra trwałe – wynika z badań GfK, które „Rzeczpospolita" opisuje jako pierwsza. Przeprowadzono je w październiku, kiedy inflacja przyspieszyła do 6,8 proc. z 5,9 proc. we wrześniu i 5,5 proc. w sierpniu.

– Konsumenci przewidują, że w praktyce i tak wydadzą więcej pieniędzy, zarówno na codzienne potrzeby, jak i na dobra trwałe. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać sprzeczne, ale wszystko wskazuje na to, że jesteśmy po prostu świadomi tego, że rosnąca inflacja mocno uderzy w nasze portfele – mówi Dominika Grusznic-Drobińska, dyrektor w GfK Polonia.

Wydatki będą rosły

62 proc. badanych zapowiada wzrost wydatków na dobra stałe, z czego aż 29 proc. znaczny, podczas gdy rok temu mówiło tak tylko 8 proc. Przed rokiem więcej wydawać na dobra stałe chciało 29 proc.

Zdaniem ekonomistów to zwykła reakcja na wzrost cen i spodziewane ich dalsze podnoszenie. Konsumenci nie odkładają zakupów na później, aby jeszcze mocniej nie stracić. Z badania Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH wynika, że ponad 88 proc. respondentów oczekuje, iż w najbliższych 12 miesiącach „wzrost cen będzie szybszy" lub „ceny wzrastać będą tak samo" jak obecnie. To najwyższy odsetek od około 10 lat. Przyspieszenia inflacji oczekuje 57 proc. badanych wobec 47 proc. przed kwartałem.

– Doświadczając utraty wartości pieniądza w czasie w trybie przyspieszonym, przypominamy sobie, co dla naszych portfeli oznacza inflacja. Niestety, rośnie nie tylko inflacja, ale też oczekiwania inflacyjne, a to z kolei skłania nas do „uciekania" z pieniędzmi w zakupy towarów i usług, szczególnie tych, których wzrostu cen się spodziewamy – mówi Anna Czarczyńska, ekonomistka z Akademii Leona Koźmińskiego. – Na to nakłada się jeszcze uruchomienie spirali cenowo-płacowej, bo coraz mocniej odczuwamy, że nas nie stać na utrzymanie dotychczasowego poziomu życia, więc rosną nasze oczekiwania płacowe. Możemy spodziewać się także dość znaczącego „uruchomienia" oszczędności gospodarstw domowych i przeznaczenia ich na dodatkowe wydatki – dodaje Anna Czarczyńska, podkreślając, iż to przyczyni się do jeszcze większej dynamiki inflacji.

Sytuacji tej sprzyjają braki niektórych produktów, co wynika z problemów z transportem z Azji, jego wyższych kosztów, jak i braku stali czy półprzewodników.

– Na skutek malejącej siły nabywczej pieniądza konsumenci chcą się go pozbyć, kupując dobra, których wartość nie maleje lub które można konsumować w długim okresie. Tym samym napędzają te sektory gospodarki, które produkują takie dobra trwałe, jak nieruchomości, sprzęt gospodarstwa domowego, samochody – mówi Mariusz Woźniakowski z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. – Finalnie negatywnym skutkiem inflacji z punktu widzenia konsumenta może być redystrybucja siły nabywczej na korzyść emitenta pieniądza: rządu czy podległej mu organizacji, kosztem reszty uczestników rynku. Dlatego inflacja często nazywana jest ukrytym podatkiem – dodaje.

Sklepy walczą o towar

Taka sytuacja to wielkie wyzwanie dla biznesu. – Późną wiosną notowaliśmy nadzwyczajny, choć spodziewany wzrost sprzedaży po lockdownie, następnie uspokojenie popytu w okresie wakacyjnym, kiedy Polacy, inaczej niż w zeszłym roku, masowo wyjechali na urlopy, oraz znaczące ożywienie w sezonie jesiennym – mówi Adam Rosiński, prezes zarządu OBI. – Ostatnie miesiące stoją pod znakiem stałego wzrostu zainteresowania usługami projektowania, w szczególności łazienek i kuchni. Odnotowujemy wysoką sprzedaż materiałów do wykończenia i wyposażenia tych właśnie przestrzeni – dodaje.

W wielu branżach popyt dopiero zacznie się rozkręcać w związku z sezonem świątecznym, zwłaszcza w obliczu nadchodzącego Czarnego Piątku, który na stałe wszedł już do zwyczajów zakupowych Polaków. – Ten rok w branży elektroniki jest wyjątkowy, biorąc pod uwagę utrzymujący się wciąż od pandemii wysoki popyt na nowoczesną elektronikę, przy jednoczesnych problemach w skali globalnej związanych z dostępnością podzespołów i komponentów – mówi Onur Dogay, dyrektor zarządzający ds. handlowych MediaMarktSaturn Polska.

– Widząc, jak zmienia się rynek, podjęliśmy kroki, by dobrze się przygotować i reagować z wyprzedzeniem. Choć nie możemy powiedzieć, że niedobór komponentów już się skończył, to jesteśmy przygotowani, żeby zapewnić naszym klientom szeroki wybór produktów, i dołożymy wszelkich starań, aby nikogo nie zawieść – dodaje Onur Dogay.

Rusza sezon zakupów

Jedynie 10 proc. e-sklepów nie planuje w związku z Black Friday obniżek cen. Jak wynika z badania operatora płatniczego Tpay 26 listopada, Polacy też ruszą na zakupy, a handel mocno się na to szykuje. Black Friday to symboliczny start bożonarodzeniowego sezonu. Rzadko który sklep ogranicza się z promocjami tylko do jednego dnia. 60 proc. organizuje je przez cały weekend, a co piąty przez cały tydzień. Co dziesiąty pod tym hasłem promuje się cały miesiąc. Co drugi sklep rozpoczyna przygotowania na miesiąc wcześniej, a 10 proc. nawet dwa miesiące przed. Tegoroczny sezon zakupowy oznacza jeszcze inne wyzwania dla sprzedawców – w wielu sektorach widać problemy z zaopatrzeniem, jest kłopot z dostępnością transportu, a jego ceny poszybowały.

Janusz Jankowiak główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu

Zawsze gdy pojawia się inflacja, wydatki konsumenckie początkowo rosną, ponieważ kupujący spodziewają się, że ceny będą dalej rosły. Takie zachowania mają oczywiście wpływ na tempo wzrostu cen, choć nie należy oczekiwać, że ten efekt będzie utrzymywał się w nieskończoność. Podczas poprzednich fal pandemii i związanych z nią lockdownów gospodarstwa domowe dokonały już wielu zakupów choćby sprzętu elektronicznego czy różnych domowych akcesoriów. W efekcie należy się spodziewać, że obecne zachowania się zmienią.