Kwietniowa podwyżka stóp procentowych o 1 pkt proc. była ruchem, który miał pokazać determinację RPP w walce z inflacją po jej gwałtownym przyspieszeniu. W maju nie była już potrzebna tak drastyczna zmiana, bo determinacja RPP jest jasna. Jednocześnie za mała podwyżka mogłaby zostać odczytana na rynkach jako zapowiedź końca cyklu, a RPP nie chciała wysyłać takiego sygnału - mówił w piątek prezes NBP Adam Glapiński, tłumacząc czwartkową podwyżkę stopy referencyjnej NBP o 0,75 pkt proc., do 5,25 proc. Ta decyzja była sporą niespodzianką dla ekonomistów i inwestorów, z których większość spodziewała się powtórki kwietniowego ruchu.

Czytaj więcej

Stopy procentowe znów pójdą w górę. A to dopiero połowa podwyżek

Prezes NBP podkreślił, że cykl nadal trwa i nie należy zakładać, że kolejne podwyżki będą mniejsze od majowej. Z jego wypowiedzi można jednak wywnioskować, że czekają nas jeszcze tylko dwie podwyżki: w czerwcu i w lipcu. To jest spójne ze scenariuszami tych ekonomistów, którzy oczekują wzrostu stopy referencyjnej do około 6-6,5 proc.

Jak wstępnie oszacował GUS, w kwietniu inflacja wyniosła 12,3 proc. rok do roku, po 11 proc. w marcu. Prezes NBP podkreślał, że tak szybki wzrost cen to w dużej mierze efekt napaści Rosji na Ukrainę, której konsekwencją jest wzrost cen surowców energetycznych i rolnych. Krajowa polityka pieniężna nie ma na to dużego wpływu. Dlatego, jak przekonywał Glapiński, inflacja nie byłaby dzisiaj niższa, gdyby RPP zaczęła podnosić stopy wcześniej niż w październiku ub.r. Jak tłumaczył, podwyżki stóp nie mają na celu ograniczenia bieżącej inflacji, bo to niemożliwe. - My działamy po to, żeby inflacja się nie utrwaliła, gdy znikną te czynniki podażowe - wyjaśniał.

Glapiński powiedział, że RPP będzie podnosiła stopy tak długo, jak długo będzie przyspieszała inflacja. Warunkiem zakończenia cyklu jest stabilizacja lub nawet spadek inflacji. Nie wystarczy jednak jeden taki miesiąc. Potrzebne będą, jak tłumaczył prezes banku centralnego, dwa albo trzy odczyty wskazujące na to, że wzrost cen już przyspiesza, a podobne zjawisko musi być widoczne też w innych krajach. W innym momencie długiego wystąpienia (trwało niemal 2 godziny), prezes Glapiński podkreślał, że wciąż aktualne są oczekiwania, że inflacja wyznaczy szczyt w czerwcu lub w lipcu. To sugeruje, że do tego czasu stopy procentowe będą niemal na pewno podnoszone. W sierpniu RPP nie spotyka się na decyzyjnym posiedzeniu. Wrzesień może zaś być już drugim miesiącem spadku inflacji, co może wystarczyć, aby RPP zakończyła cykl zacieśniania polityki pieniężnej. Tym bardziej, że prezes Glapiński kilkakrotnie dawał do zrozumienia, że choć Rada jest zdeterminowana, aby w średnim terminie sprowadzić inflację do celu, to jednocześnie chce to robić tak, aby jak najmniej zaszkodzić gospodarce i rynkowi pracy.

Czytaj więcej

O ile wzrośnie rata kredytu hipotecznego po majowej podwyżce stóp procentowych

To, a także wyjaśnienia szefa NBP, dlaczego majowa podwyżka stóp była mniejsza od kwietniowej, sugeruje, że powrotu do zmian o 1 pkt proc. już nie będzie. Patrząc z tej perspektywy, w lipcu stopa referencyjna osiągnie maksymalnie 6,75 proc. - Jesteśmy zdecydowani działać aż do opanowania inflacji. Nie jest powiedziane, że podwyżki będą coraz mniejsze i zaraz się skończą. Ale dużo już ze stopami przeszliśmy – mówił prezes NBP. Pytany o docelowy poziom stopy referencyjnej, ocenił, że analitycy bankowi „krążą blisko prawdy”. Większość ekonomistów zakłada zaś, że główna stopa NBP dojdzie do około 6-7 proc. W innym miejscu Glapiński powiedział, że „część drogi cierniowej mamy już za sobą, to już kotwiczy inflację”.

Adam Glapiński, którego pierwsza kadencja na czele NBP kończy się w czerwcu, a kolejna nie jest jeszcze przesądzona (głosowanie w Sejmie na wnioskiem Prezydenta RP o powierzeniu mu tej funkcji na kolejnych sześć lat może się odbyć za tydzień), uspokajał kredytobiorców, że wzrost stóp procentowych jest przejściowy. Choć nie chciał deklarować, kiedy przyjdzie czas na ponowne rozluźnienie polityki pieniężnej, oceniał, że może to być możliwe już pod koniec 2023 r. lub na początku 2024 r. Taki scenariusz wyceniany jest też w kontraktach na WIBOR.

- Konferencja Glapińskiego potwierdziła, że kolejne decyzje RPP będą zależały od bieżących danych ekonomicznych. Tak długo jak inflacja pozostaje w trendzie wzrostowym, zacieśnienie polityki pieniężnej będzie kontynuowane. Jeżeli nie mylimy się, że inflacja osiągnie szczyt w czerwcu na poziomie ok. 14 proc., wówczas, naszym zdaniem, kolejne decyzje polityki monetarnej powinny kształtować się następująco: podwyżka stopy referencyjnej o 0,75 pkt proc. w czerwcu oraz o 0,50 pkt proc. w lipcu, kończąca cykl podwyżek na poziomie 6,5% proc. W sierpniu nie ma posiedzenia decyzyjnego RPP, a po wakacjach pogorszenie koniunktury gospodarczej będzie już wyraźnie widoczne w danych wraz ze spadającą inflacją – napisał w komentarzu po piątkowym wystąpieniu Glapińskiego Piotr Bielski, ekonomista z Santander Bank Polska.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Czytaj więcej

Wyścigi podpalaczy. Budżety domowe kredytobiorców dostały się w imadło