Ostatni, piąty już konkurs na popularne e-dotacje, czyli unijne pieniądze z programu „Innowacyjna gospodarka" na dofinansowanie projektów internetowych nowo powstałych firm, odbył się na zmienionych, zdecydowanie ostrzejszych niż dotychczas zasadach.

Wynikało to stąd, że ministerstwa Rozwoju Regionalnego i Spraw Wewnętrznych oraz Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości chciały wyeliminować tzw. kryterium czasu. To sytuacja, w której o przyznaniu grantu decyduje moment złożenia wniosku, a nie jego wartość merytoryczna. Doszło do niej w poprzednim, czwartym konkursie na e-dotacje, co zaowocowało medialną awanturą pomiędzy młodymi przedsiębiorcami a urzędnikami, głównie z PARP, bo to agencja bezpośrednio rozdziela te środki. Eliminując niewątpliwą patologię, zdecydowano się też na podniesienie poprzeczki dla przedsiębiorców, gdyż urzędnicy i eksperci z firm doradczych narzekali na jakość składanych projektów. O części mówiono, że to tylko e-wydmuszki. Zdarzały się też „arcyciekawe" przedsięwzięcia, jak np. e-msza, czyli usługa polegająca na zdalnym zamawianiu mszy świętej.

Jednak jak wskazują wyniki ostatniego konkursu, urzędnicy aż zanadto utrudnili dostęp do tych grantów. W dotychczasowych naborach zatwierdzano tyle projektów, że zawsze dokładano pieniędzy do pierwotnych budżetów konkursów. A i to nie wystarczało. Teraz przy budżecie 321 mln zł wybrano jedynie 160 z 1850 projektów na kwotę ledwie 74,7 mln zł.

– To pierwszy przypadek, kiedy nie wykorzystano budżetu przy wystarczającej ilości wniosków – wskazuje Danuta Jabłońska, prezes firmy doradczej BDKM, była prezes PARP. – Kiedyś dofinansowywano  projekty niskiej jakości. Teraz kryteria były zbyt ostre. 90 proc. za słabych pomysłów? To zastanawiające. Zawiedli eksperci je oceniający – mówi Jerzy Kwieciński, ekspert BCC. – Poza tym nie możemy wymagać od młodych przedsiębiorców, aby pisali projekty na miarę nowego Google'a. – Cieszą mnie trudne konkursy, bo eliminują patologie, ale w tej sytuacji będzie na pewno wiele odwołań – prognozuje Michał Gwizda z firmy doradczej Accreo Taxand.

– Kryteria obowiązujące w ostatnim naborze premiowały najbardziej innowacyjne projekty, których model biznesowy gwarantuje finansowy sukces – tłumaczy Iwona Wendel, wiceminister rozwoju regionalnego.

– W naszej opinii projekty wybrane do wsparcia mają szansę zapewnienia sobie mocnej pozycji na rynku oraz możliwość realizacji także po zakończeniu okresu zachowania trwałości.

– Liczba projektów, które zostaną wsparte, nie jest duża. Ale to pokazuje, że aby otrzymać dotację, należy wziąć pod uwagę zarówno pomysł na biznes, jak i przemyślane uzasadnienie ekonomiczne – wtóruje Patrycja Zielińska, wiceprezes PARP. Tyle oficjalnie. Nieoficjalnie wiadomo, że wyniki zastanowiły także urzędników.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora a.osiecki@rp.pl