Według najnowszych wstępnych danych NBP wartość inwestycji zagranicznych w marcu spadła w porównaniu z ubiegłym rokiem o 56 proc. Wyniosła 407 mln euro w porównaniu z 926 mln euro, jakie zagraniczni przedsiębiorcy ulokowali w Polsce w marcu 2008 roku. Równie kiepsko wyglądają inwestycje podsumowane przez NBP w ciągu 12 miesięcy, w okresie kwiecień 2008 – marzec 2009: wobec podobnego okresu rok wcześniej zmalały z 15,9 mld euro do 9,6 mld euro, a więc o 40 proc. W sumie pierwszy kwartał tego roku okazał się prawie o połowę słabszy od ubiegłorocznego.

A to nie koniec złych wiadomości: eksperci zakładają, że w drugim kwartale może być jeszcze gorzej. – Odbicie w inwestycjach zależy od tego, czy od dna odbije się cała gospodarka. A gdy spojrzymy na to, co się dzieje np. w Niemczech, to widać, że kryzys się pogłębia – twierdzi wicedyrektor w Dziale Doradztwa Biznesowego PricewaterhouseCoopers Adam Żołnowski.

Te złe prognozy potwierdza struktura inwestycji. Do tej pory blisko połowę ich wartości stanowiły reinwestowane zyski wypracowane przez przedsiębiorców w Polsce. Tymczasem z danych NBP wynika, że ich udział w marcu skurczył się do jednej czwartej łącznych inwestycji (104 mln euro). Zdaniem Żołnowskiego to bardzo niepokojące zjawisko: – Może oznaczać, że zagraniczne firmy zaczynają zabierać zyski do siebie, gdzie są im bardziej potrzebne – mówi Żołnowski. 

Kiepskie prognozy na drugi kwartał mają także specjalne strefy ekonomiczne. Już pierwszy okazał się dla nich fatalny. Deklarowane nakłady inwestycyjne zmalały w tym czasie do 342 mln zł – zaledwie jednej ósmej tych sprzed roku. Strefy wydały też ponad dwa razy mniej zezwoleń inwestycyjnych. Na razie nic nie wskazuje, by sytuacja miała się poprawić. – W pierwszym półroczu ubiegłego roku zebraliśmy 150 milionów euro, teraz uciułamy zaledwie kilkanaście – potwierdza prezes Starachowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Marek Bogumił.

Spółki zarządzające strefami przyznają, że przedsięwzięcia, z jakimi przychodzą zagraniczni inwestorzy, są coraz skromniejsze. Choć Mielecka SSE spodziewa się wydać w drugim kwartale cztery zezwolenia inwestycyjne, tj. o dwa więcej niż w pierwszym, to jednak łącznie będą one warte prawdopodobnie mniej. W Warmińsko-Mazurskiej SSE, liczącej także na cztery inwestycje o łącznej wartości ok. 28 mln zł, w pierwszych trzech miesiącach roku na połowę tej kwoty wystarczył zaledwie jeden inwestor. – Wartość inwestycji maleje, a na duże zagraniczne korporacje nie ma co liczyć – przyznaje dyrektor mieleckiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu Mariusz Błędowski.

Według szefa katowickiej SSE Piotra Wojaczka szansa na przełamanie zastoju może się pojawić w czwartym kwartale. Strefa liczy na inwestycje m.in. w branżach przetwórstwa aluminium i produkcji szkła. Z dużymi inwestorami – Michelinem i Tymbarkiem – negocjuje także Warmińsko-Mazurska SSE, ale rozmowy przedłużają się w nieskończoność. Spółki administrujące strefami zwracają uwagę, że zły klimat inwestycyjny dodatkowo komplikuje ślimacząca się nowelizacja ustawy o SSE, mająca m.in. ułatwić obejmowanie obszarem strefy nowych terenów.

– Inwestorzy źle oceniają taką sytuację. Nie wiedzą, co jest grane – mówi prezes Kostrzyńsko-Słubickiej SSE Krzysztof Dołganow. Na konieczność szybkich zmian w przepisach zwracają także uwagę eksperci Deloitte, którzy zebrali w tej sprawie opinie 400 działających w strefach inwestorów.

O tym jednak, że do przyspieszenia działań mających przekonywać do Polski zagranicznych przedsiębiorców jeszcze daleko, świadczy rezygnacja Ministerstwa Gospodarki z powołania wyspecjalizowanej agencji, która miała promować polską gospodarkę za granicą i zachęcać do inwestowania u nas.

[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora

[mail=a.wozniak@rp.pl]a.wozniak@rp.pl[/mail][/i]