Rosyjscy parlamentarzyści nie będą publikować informacji o dochodach. W domenie publicznej pozostaną jedynie dane o tym, ilu posłów i senatorów złożyło stosowne dokumenty i czy zawierały one naruszenia. Zmiany te zostały utrwalone przez zmiany w przepisach.

Wcześniej Putin swoim dekretem zezwolił wojsku i osobom pracującym na ukraińskich ziemiach, bezprawnie zawłaszczonych przez Rosję, na nieskładanie oświadczeń majątkowych. Rzecznik reżimu Pieskow wyjaśnił później, że chodzi tylko o tych, którzy pracują na „nowych terytoriach”.

Czytaj więcej

Ile faktycznie Rosja traci na pułapie cenowym na swoją ropę?

Oświadczenia majątkowe rosyjskich elit od dawna były przedmiotem żartów. Ludzie ze zdumieniem czytali o wysokości zarobków prezydenta, premiera czy ministrów, o tym, jak starymi samochodami jeżdżą i w jak małym mieszkanku się gnieżdżą.

Pomimo tego w publicznych deklaracjach były też informacje dające pogląd na rzeczywisty rozmiar bogacenia się władzy - np. o tym, który minister posiada najwięcej akcji i jakich, kto odsprzedał udziały i w jakim koncernie nagle się wzbogacając. Czyja leciwa teściowa z zabitej dechami syberyjskiej wsi stała się posiadaczką wielkiego jachtu, a czyja żona jest prawdziwą krezuską z milionami na koncie, pomimo że pracuje jako skromna urzędniczka na państwowej posadzie.

Teraz obywatele federacji i tego się nie dowiedzą. Po części danych gospodarczych, które Kreml utajnił po napaści na Ukrainę, teraz to samo stało się z majątkami kremlowskiego dworu.

Krok po kroku rosyjski reżim utajnia coraz więcej danych z życia obywateli i funkcjonowania państwa.