Tym razem nie było wielkiego odliczania, spoglądania co chwilę na wykres i czekania, aż nadejdzie ten moment. W poniedziałek bez wielkich fajerwerków kurs EUR/USD znów zszedł poniżej 1,00. W tym roku taki scenariusz już przerabialiśmy. 14 lipca główna para walutowa również osiągnęła parytet, ale wtedy był to tylko epizod. Czy teraz będziemy mieli powtórkę z rozrywki, czy jednak trzeba się przygotować na to, że dolar silniejszy od euro to nowa rzeczywistość? Co to może oznaczać dla złotego?

rp.pl

Czytaj więcej

Złoty i euro kapitulują przed siłą dolara

Silne argumenty

Chwilowa ulga dla rynków nie trwała więc długo. Znów inwestorzy szukają bezpieczeństwa, a to idealne warunki do tego, aby dolar się umacniał. „Zielony” ma obecnie zdecydowanie więcej argumentów za sobą niż przeciw.

– Słabe euro oraz silny dolar to idealna kombinacja, która powoduje, że notowania pary walutowej zmierzają w jednym kierunku: południowym. Dominujący trend na wykresie eurodolara jest niezaprzeczalny – mówi Łukasz Zembik, analityk TMS Brokers. – Siła dolara ponownie jest więc mocno eksponowana. Główna para walutowa tym samym ponownie znalazła się poniżej psychologicznego poziomu. Dolar zyskuje m.in. ze względu na ostatnie wypowiedzi przedstawicieli Fedu. Euro cały czas jest pod presją kryzysu energetycznego. Na rynku dominuje awersja do ryzyka – mówi Łukasz Zembik.

Dolar ma tak mocne argumenty, że zdaniem ekspertów jego obecna siła wobec euro wcale nie musi się skończyć tak jak ostatnio. Osiągnięcie parytetu wcale więc nie musi oznaczać końca słabości euro.

– Przyjmując czarny scenariusz dla euro, czyli bardzo duże problemy gospodarcze Niemiec tej zimy związane z wysokimi cenami energii i gazu, to kurs EUR/USD mógłby spaść nawet do 0,9000 – prognozuje Daniel Kostecki, dyrektor polskiego oddziału firmy Conotoxia. Jak dodaje, w tym scenariuszu Fed nadal mógłby utrzymywać jastrzębią postawę, a gospodarka Niemiec, ale też i innych krajów strefy euro, mogłaby wpaść w stagflację.

Czytaj więcej

Złoty słabnie po kiepskich danych o gospodarce

– Biorąc pod uwagę przykład Ameryki lat 70., wyjście ze stagflacji mogłoby być bardzo długotrwałe – mówi Kostecki.

– Co więcej, europejskiej walucie przestały pomagać także zapowiedzi podwyżek stóp procentowych w strefie euro, gdzie być może już tej jesieni łącznie stopy wzrosną o 1 pkt proc. Wydaje się więc, że bez rozwiązania problemów energetycznych Europy euro może być pod presją, którą ewentualnie mogłaby zmniejszyć ciepła zima – dodaje.

Rykoszet zabolał

To, co się dzieje z główną parą walutową, odbija się czkawką również złotemu. Nasza waluta znów znalazła się pod presją. W poniedziałek po południu za dolara płacono 4,76 zł, czyli o 0,6 proc. więcej niż w piątek. Euro drożało o 0,2 proc., również osiągając wartość 4,76 zł.

– Po weekendzie złoty tracił względem głównych walut. Trend spadkowy na kursie EUR/USD skutecznie przeszkadza w umocnieniu złotego, jak i innych walut emerging markets – wskazują analitycy XTB.

Złoty pozostaje więc zakładnikiem nastrojów globalnych. Jeśli się poprawią, jest szansa na odreagowanie również naszej waluty, pytanie tylko, jak duże może ono być. Ostatnie dane makroekonomiczne w postaci słabego odczytu PKB mogą blokować drogę do aprecjacji naszej waluty.

Czytaj więcej

Polacy uciekają od złotego. W bankach przybywa depozytów walutowych

Nerwowo było również w poniedziałek na giełdach. W Warszawie główny indeks rynkowy WIG20 w ciągu dnia tracił nawet ponad 2 proc. Rynkom ciążył przede wszystkim problem z gazem.

– Rosja poinformowała, że jedyna działająca turbina w gazociągu Nord Stream przejdzie trzydniową konserwację pod koniec sierpnia. Oznacza to, że i tak już mocno uszczuplony dopływ gazu do UE zostanie jeszcze bardziej ograniczony i utrudni gromadzenie rezerw przed okresem zimowym – wskazują analitycy XTB.

– Ponadto istnieje ryzyko, że przepływy gazu nie zostaną wznowione po trzech dniach, ponieważ Rosja wykorzystuje je do uzyskania przewagi nad Zachodem w sytuacji geopolitycznej – dodają. Jedyne, czego można być pewnym, to podwyższona zmienność na rynkach