Akcja filmu Tadeusza Króla rozgrywa się w 1989 roku, tuż przed upadkiem komunistycznego ustroju. I jak zapewnia reżyser, oparta została na faktach.
[wyimek][b][link=http://www.rp.pl/galeria/9146,1,583402.html]Galeria zdjęć z filmu[/link][/b][/wyimek]
W kierownictwie MSW panuje nerwowa atmosfera. Jest jasne, że nastąpi zmiana ekipy rządzącej. Szefowie chcą sobie zapewnić bezpieczną przyszłość. Cichcem kopiują materiały z hakami na opozycję.
Nie domyślają się jednak, że dwóch oficerów SB planuje wykraść kopie. Potrzebują jedynie atrakcyjnej dziewczyny, która podszyje się pod agentkę mającą dostęp do skrytki z tajnymi dokumentami. W tym celu jeden z nich, kapitan Andrzej (Robert Więckiewicz), podrywa warszawską prostytutkę Annę (efektowna Joanna Orleańska).
"Zwerbowana miłość" ma niezły początek. Król nie pozostawia wątpliwości, że między szefami MSW a podwładnymi toczy się śmiertelnie niebezpieczna gra o przetrwanie. Pierwsi są jak mafijni bonzowie próbujący zachować resztki władzy. Drudzy ich podgryzają ze świadomością, że jakikolwiek błąd popełniony w tej walce oznacza śmierć.
Król, dotychczas dokumentalista, z wyczuciem sportretował także peerelowski półświatek: panienki lekkich obyczajów, tajniaków i cinkciarzy. Bawią się na dansingach przy muzyce Lady Pank. Jest krzykliwie, kolorowo. Czuć, że nadchodzi kapitalizm w prymitywnym wydaniu.
Niestety, jest jeszcze romans esbeka i zafascynowanej nim prostytutki. W założeniu miał skomplikować intrygę, a okazał się scenariuszowym niewypałem. W filmie brakuje miejsca, by dostatecznie wybrzmiały uczucia bohaterów. Jakby reżyser wpychał ich w konwencję melodramatu bez pomysłu, jak tę relację rozwinąć.
Nieporozumieniem są również punkt kulminacyjny intrygi i finał. Bardziej pasują konwencją do pastiszowej komedii w stylu "Vabanku" Juliusza Machulskiego niż kryminału z grą teczkami w tle.