Oznacza to, że „Smoleńsk" nie dostanie państwowej dotacji. Jeśli powstanie, to twórcy będą musieli zadbać o pieniądze sami. Producent wnioskował o 5,5 mln zł, a cały budżet ma wynieść 10 mln zł.
W finałowym etapie produkcję oceniali szefowie wszystkich komisji eksperckich PISF. Tylko jeden optował za przyznaniem dotacji. Był to Sylwester Chęciński, którego scenariusz komisja w pierwszym etapie uznała za obiecujący.
Innego zdania byli pozostali liderzy. Przeciw przyznaniu dotacji głosowali: Anna Kazejak-Dawid, Sławomir Fabicki, Jerzy Skolimowski, Jerzy Stuhr oraz Grzegorz Łoszewski (zastępujący Roberta Glińskiego).
Spośród 16 finałowych produkcji dofinansowanie dostało sześć. Dwa filmy otrzymały listy intencyjne pozwalające starać się o pieniądze w kolejnej sesji, a dwa scenariusze (w tym jeden oceniony jako przeciętny) zostały skierowane do poprawek.
W przypadku „Smoleńska" to właśnie scenariusz wzbudził zastrzeżenia jurorów, jednak nie zdecydowali się dać szansy jego autorom.
– Każdy scenariusz jest traktowany indywidualnie. Tylko w dwóch wypadkach uznano, że warto, by autorzy tego projektu pracowali nad nim dalej – mówi „Rz" Rafał Jankowski, rzecznik PISF.
Liderzy, którzy głosowali przeciw przyznaniu dotacji dla filmu Antoniego Krauzego, w podsumowaniu prac nad produkcją uzasadniają powody swojej decyzji (na dokumencie nie ma podpisu Chęcińskiego, który nie uczestniczył w obradach).
Według komisji film o katastrofie pod Smoleńskiem powinien powstać, a ocena scenariusza nie miała związku z debatą polityczna w Polsce.
„Mimo obiecującego początku scenariusz ma wiele warsztatowych wad. (...) historia rozwija się w sposób bardzo przewidywalny. Przez cały czas jest to fabularyzowana publicystyka, która tonie w dialogach i monologach" – czytamy w podsumowaniu.
Komisję zraziły „patetyczne dialogi i deklaratywne monologi". Za nadużycie uznano przedostatnią scenę filmu. W ujawnionym fragmencie scenariusza czytamy, że w Lesie Katyńskim miałyby się spotkać duchy pomordowanych w 1940 r. oficerów Wojska Polskiego i pasażerów Tu-154M, który rozbił się 70 lat później. Po powitaniu obu grup przy dźwiękach trąbki z lasu miałaby wyjść gęsta mgła.
„Wprowadzenie tak jednoznacznej sceny symbolicznej na koniec scenariusza aspirującego do konwencji sensacji, w dodatku mającej stanowić także film historyczny, razi brakiem spójności gatunkowej" – przekonują eksperci. Ich zdaniem przed autorami „jeszcze wiele pracy nad scenariuszem".
– Dopóki film nie jest zmontowany, scenariusz podlega korektom – przekonuje „Rz" Jan Polkowski z fundacji, która zbiera środki na powstanie filmu.
Jego zdaniem trudno dyskutować o scenariuszu, który nie jest powszechnie znany.
– Dla jednego projektu można kryteria wyśrubować, a dla innego obniżyć – przekonuje.
Reżyser filmu nie chciał odnosić się do decyzji PISF. Z naszych informacji wynika, że film jednak powstanie. Produkcja ma już zagwarantowane kilka milionów złotych.
– Trzeba będzie zrobić korektę wydatków. Tak czy owak i tak musielibyśmy zebrać na niego dodatkowe pieniądze – mówi nam Krauze.