Beatlesi i ich spadkobiercy chcą dokonać kolejnego przełomu: film powinien wywołać w kinach taką reakcję, jak przy oglądaniu serialu na portalach streamingowych – widzowie mają zapragnąć obejrzeć cztery części od razu (tzw. binge-watching).
– Jestem zaszczycony, że mogę opowiedzieć historię największego zespołu rockowego wszech czasów
Pierwsze spostrzeżenie może być takie, że aktorzy, którzy zagrają słynną czwórkę z Liverpoolu w „The Beatles – A Four-Film Cinematic Event”, są z twarzy niepodobni do tych, których mają zagrać. Z pewnością nie jest to takie podobieństwo, jakie w przypadku Timothee Chalameta stało się atutem, gdy zagrał Boba Dylana ostatnio. Ważna będzie oczywiście charakteryzacja, przede wszystkim zaś zdolności do aktorskiej transformacji, a pewnie również wokalne i muzyczne, które akurat wybrańcy Mendesa mają, tak jak wielkie rzesze fanów w sieci.
Filmy o The Beatles. Kto zagra słynnych muzyków?
Można mieć nadzieję, że taki mistrz jak Sam Mendes – autor „American Beauty” oraz dwóch Bondów, m.in. „Skyfall”, wybrał najlepszych spośród najlepszych. To dwóch Anglików i dwóch Irlandczyków. Johna Lennona zagra Harris Dickinson, znanym z filmów „Beach Rats”, „W trójkącie", „Babygirl” oraz z seriali „Trust” i „Morderstwo na końcu świata”; Paula McCartneya - Paul Mescal, znany z serialu „Normalni ludzie”, „Córki” wg Ferrante i niezależnej produkcji „Aftersun” oraz „Gladiatora II”.
W Ringo Starra wcieli się Barry Keoghan, który grał w „Dunkierce” Nolana i „Zabiciu świętego jelenia” Lanthimosa, serialu „Czarnobyl”, a także w „Duchach Inisherin”, zaś w George’a Harrisona – Joseph Quinn, najbardziej znany z serialu „Nędznicy” i „Stranger Things”.
Według „The Hollywood Reporter” cała czwórka aktorów w czasie prezentacji obsady w Los Angeles wyrecytowała słowa piosenki „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” z 1967 roku, a następnie ukłoniła się, przypominając zespół u szczytu Beatlemanii.
Apple Corps Ltd., spółka The Beatles – Paula McCartneya, Ringo Starra oraz rodzin Johna Lennona i George’a Harrisona – przyznała pełne prawa do historii życia i muzyki dla filmu Mendesa, Neal Street Productions i Sony Pictures Entertainment (SPE). Zgodnie z koncepcją reżysera cztery kinowe filmy fabularne będą się przenikać. Takie rozwiązanie znamy m.in. z „Przypadku” Kieślowskiego.
– Jestem zaszczycony, że mogę opowiedzieć historię największego zespołu rockowego wszech czasów – powiedział Sam Mendes.
Beatlesi zawsze kojarzyli się z najlepszymi
Kolejny odcinek serialu o The Beatles jest wpisany w kod genetyczny Paula McCartney’a, który non stop podsyca zainteresowanie liverpoolską czwórką. Całkiem niedawno Beatlesi i ich spadkobiercy otrzymali Grammy za piosenkę „Now And Then”, Lennonowski temat skomponowany już po rozpadzie grupy, którego profesjonalne nagranie Paul rozpoczął jeszcze z George’em Harrisonem, ale dokończył już tylko z Ringo Starrem, używając do rozdzielenia oryginalnie źle zachowanych ścieżek nowych technologii.
Czytaj więcej
"Now and Then”, najnowsza i ostatnia piosenka The Beatles, jest już w serwisach streamingowych. W piątek 3 listopada, ukaże się teledysk promujący...
Trzeba dodać, że Beatlesi zawsze kojarzyli się z najlepszymi. Dlatego „Get Back”, trzyodcinkowy dokument dla Disneya, oparty na taśmach z okresu nagrywania „Let It Be”, zrealizował Peter Jackson, ekranizator „Władcy pierścieni”. Ostatnio, również dla Disneya, dokument o pierwszej wizycie The Beatles w 1964 r. firmował Martin Scorsese.
Jedną z ważniejszych kwestii, jakie będzie musiał rozstrzygnąć Mendes – poza tym, że powinien pokazać różnice między muzykami narastające z latami aż do rozpadu formacji – jest sprawa nawiązania do licznych filmowych produkcji z Beatlesami, co może pośrednio ożywić zainteresowanie nimi.
Liverpoolczycy byli przecież nie tylko królami dużego i małego ekranu, ale też pionierami w świecie teledysków. Wystąpili w filmach „A Hard Day’s Night”, „Help”, byli bohaterami kreskówki „Yellow Submarine” czy telewizyjnej produkcji „Magical Mystery Tour”. Wszystkie teledyski zespołu można obejrzeć na stronie grupy.
The Beatles razem i solo
Powstawały też tytuły poświęcone poszczególnym muzykom – Martin Scorsese stworzył w 2011 r. dokument o „cichym Beatlesie” Harrisonie, zaś Sam Taylor-Johnson udramatyzował wczesne życie Johna Lennona w „Nowhere Boy”. Jest też w biografiach muzyków wiele raf, jak choćby ekscesy Lennona w Hamburgu, czego dotknął tylko Iain Softley w „Backbeat” z 1994 r., pokazując okres, gdy perkusistą był Stuart Sutcliffe.
Z pewnością teatralogia Mendesa jest szansą na to, by chociaż na ekranie zrównoważyć dominację Lennona i McCartneya w historii zespołu, tym bardziej że wciąż powracają tematy, które wskazują, że historia muzyków mogła się potoczyć inaczej.
28 marca fani obchodzili rocznicę bodaj ostatniej sesji Johna i Paula, jakiej byli gwiazdami w 1974 r. w Los Angeles. Są zdjęcia i nagrania bootlegowe „Toot And Snore in’74”, w których brał udział m.in. Stevie Wonder. Niestety, fatalnej jakości.