Reklama

Rekomendacje filmowe na weekend: Kino francuskie w świetnym wydaniu

Wchodzącej na ekrany „Diuny 2” nie trzeba reklamować. Radzę jednak zwrócić uwagę na dwa filmy francuskie. „Anatomia upadku” to jeden z najlepszych tytułów minionego roku, „Vincent musi umrzeć” – propozycja dla amatorów wyrafinowanych thrillerów

„Anatomia upadku”

Reż. Justine Triet. Wyk.: Sandra Huller, Samuel Theis.

Reklama
Reklama

Ta bolesna, superinteligentna wiwisekcja współczesnej rodziny dostała Złotą Palmę w Cannes i 5 Europejskich Nagród Filmowych, teraz ma pięć nominacji do Oscara. „Anatomię upadku”  można nazwać kryminałem lub dramatem sądowym. Ale taka etykietka byłaby krzywdząca. To znakomite, niepokojące kino, głęboka opowieść o współczesnej moralności. Triet pyta czym jest prawda i czy jesteśmy w stanie do niej dojść.

Dom we francuskich Alpach. I rodzina. Sandra jest z pochodzenia Niemką, odnoszącą sukcesy pisarką. Samuel – muzykiem i niespełnionym pisarzem. Jest też ich dziesięcioletni syn, który w wypadku stracił wzrok. Właśnie on wracając ze spaceru z psem, znajduje przed domem ciało ojca, który wypadł z okna na poddaszu. I nic się nie zgadza. Ślady krwi, położenie ciała, ogromny uraz głowy. Problem w tym, że w chwili tragedii nie było w domu nikogo poza Samuelem i Sandrą. A więc wypadek? Samobójstwo? Zbrodnia?

Czytaj więcej

Diuna 2: Arcydzieło na pustyni

Kobieta zostaje oskarżona o morderstwo. Na sali sądowej dochodzi do wiwisekcji związku. Wychodzą na jaw zdrady Sandry, jej biseksualizm, ale też rodzi się pytanie czy nie ukradła ona kiedyś całych fragmentów nigdy nie dokończonej powieści męża? Rodzą się kolejne pytania: czy Samuel próbował już kiedyś popełnić samobójstwo? A przecież jest jeszcze Daniel, kompletnie przygnieciony rodzinną tragedią. Dużo zależy od jego zeznań. Widz nigdy prawdy nie pozna. Sam będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, jak doszło do tragedii.

Reklama
Reklama

„Anatomia upadku” jest realizacyjnie skromnym filmem. Dwie główne scenografie – dom w górach i sala sądowa. I non-stop rozmowy. A przecież rzadko zdarza się w kinie tak stopniowane napięcie. To też ogromna zasługa Sandry Huller. Jako główna bohaterka jest na ekranie rewelacyjna. Coraz bardziej nerwowa, zdeterminowana, a jednocześnie nieprzenikniona. Ten film na długo zostaje w widzu. 

„Vincent musi umrzeć”

Reż.: Stephan Castang. Wyk.: Karim Leklou, Vimala Pons.

Tytułowy Vincent, pracownik korporacji, jest bardzo zwyczajnym facetem, który prowadzi bardzo zwyczajne życie. Aż do chwili, gdy w pracy stażysta rzuca się na niego i próbuje go zamordować wymierając cios komputerem w głowę. Od tej pory ciągle ktoś go atakuje, życie staje się koszmarem. Vincent rozumie, że agresji ludzi winne jest „złe spojrzenie”. Tylko jak go uniknąć? Po tego stronie staje spotkana w barze kelnerka. „Agresja była zawsze, zawsze ludzie ze sobą walczyli. Ja chciałem opowiedzieć historię miłosną, która wydarzyła się w pełnym przemocy świecie. Zwykle w kinie tłem dla ekranowych romansów jest świat pełen dobrych uczuć. Ale przecież większość z nas musi stawiać czoła trudnym sytuacjom. I właśnie w tym niełatwym świecie tęskni za uczuciem”. 

Castang zaproponował połączenie czarnej komedii z kinem apokaliptycznym i thrillerem, dopisując do tego współczesną opowieść o wszechogarniającej społeczeństwa agresji i nietolerancji.  

Film
„Pan Nikt kontra Putin”: narastająca propaganda reżimu obejmuje nawet dzieci
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Film
Renate Reinsve w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Dziewczyna z małej wioski
Film
Rok Andrzeja Wajdy rozpocznie się 6 marca
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Film
Berlinale 2026: Złoty Niedźwiedź dla „Yellow Letters”
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama