„El Conde” na festiwalu w Wenecji. Dyktator jest jak wampir

Z konkursowych filmów różnie odnoszących się do XX-wiecznej historii szczególnie ciekawy okazał się zaskakujący chilijski „El Conde”.

Publikacja: 01.09.2023 03:00

Bohater „El Conde” wzorowany jest na Augusto Pinochecie

Bohater „El Conde” wzorowany jest na Augusto Pinochecie

Foto: Mat. Pras.

Korespondencja z Wenecji
Tegoroczny festiwal miał otworzyć pokaz „Challengers” Luki Guadanino, ale z powodu strajku aktorów wytwórnia MGM i Amazon wycofały film z Wenecji i przeniosły jego premierę na kwiecień 2024 roku. W tej sytuacji dyrektor Albero Barbera zdecydował się zainaugurować festiwal wojennym dramatem „Comandante” Edoardo De Angelisa.

– Ten film przypomina, że wartości etyczne i ludzka solidarność mogą okazać się silniejsze niż nienawiść i brutalna logika protokołu wojskowego – tłumaczył.

Morska opowieść

Jest to prawda. W czasie II wojny światowej włoski okręt podwodny zostaje na Atlantyku ostrzelany przez belgijski statek handlowy, który dowoził zaopatrzenie aliantom, choć teoretycznie powinien być neutralny. W odwecie Włosi zatapiają jednostkę. Część belgijskiej załogi chcąc ocalić życie dostaje się do dwóch szalup. Wtedy kapitan okrętu Salvatore Todaro podejmuje decyzję niezgodną z ogłoszoną przez dowództwo „wojną totalną”: narażając własnych marynarzy, poleca ratować rozbitków. Gdy szalupy rozbija burza, przyjmuje ich na swój ciasny okręt podwodny. Przepełnioną jednostką płynie trzy dni, aby wysadzić belgijskich marynarzy na neutralnej wyspie Santa Maria. Za swój czyn kapitan Todaro otrzymał naganę.

Czytaj więcej

Ostatni film Williama Friedkina, twórcy „Francuskiego łącznika” i „Egzorcysty”

Angelis trafił na ślad tej sprawy w 2018 roku, gdy włoski admirał Giovanni Petorino wspomniał o sprawie z czasu II wojny światowej, zabierając głos w debacie, jak postępować, gdy nielegalni emigranci usiłują dostać się do Włoch drogą morską, niejednokrotnie płacąc za to życiem.

– Chciałem zrobić film o sile. Zwykle w filmach jest ona powiązana z przemocą i gwałtem – przekonuje reżyser. – Chciałem natomiast pokazać, że silny człowiek może pomóc tym, którzy są bezbronni.

Todaro mówi w filmie: „Na lądzie mogą skrytykować moją decyzję i odebrać mi dowództwo. Ale tutaj, na wodzie, ja odpowiadam za swoje decyzje”. Postępuje zgodnie z prawem morza, nie wojny.

Czytaj więcej

Wenecja 2023: „Vive le cinema!”. Festiwal rozpoczęty

Brzmi to dobrze. Sprawa jest tym bardziej ciekawa, ale i trudna, że bohater jest nazistą. Niestety, „Comandante” jest zrobiony nieznośnie. Nie ma tu poza kapitanem znaczących postaci, pierwsza połowa ponaddwugodzinnego filmu ciągnie się bezlitośnie, a wszystko razem zostało utopione w schematycznych komentarzach z offu.

Zupełnie inaczej patrzy na historię Pablo Larrain. Chilijczyk wielokrotnie mierzył się na ekranie z traumami swojego kraju, m.in. w „Tony Manero”, „Post Mortem”, „Nie”. Tym razem w „El Conde” proponuje połączenie czarnej komedii, groteski i politycznej satyry.

„El Conde”. Inspiracja Pinochetem

Bohaterem jest wampir, który zmęczony, po 250 latach postanawia umrzeć. Żerował na swoich ofiarach od Wielkiej Rewolucji Francuskiej, spijał z gilotyny krew Marii Antoniny aż po czasy współczesne, gdy stał się dyktatorem w Chile.

„El Conde” inspirowany jest postacią Augusto Pinocheta, który przejął władzę w Chile w drodze zamachu stanu w 1973 roku, a zmarł w 2006 roku w areszcie domowym, oskarżony o ponad 300 naruszeń praw człowieka w ciągu 20 lat dyktatury.

– Pół życia spędziłem wyobrażając sobie Pinocheta jako wampira, jako istotę, która nigdy nie przestaje krążyć po historii, zarówno w naszej wyobraźni, jak i w naszych koszmarach. Wampiry nie umierają i nie znikają, tak jak zbrodnie i wykroczenia dyktatora, który nigdy nie stanął przed prawdziwą sprawiedliwością. Chciałem więc pokazać brutalną bezkarność, jaką reprezentuje Pinochet – wyjaśnia Larrain.

Czytaj więcej

Festiwal w Wenecji. Dwie Polki rywalizują w jednym konkursie

Reżyser podkreśla, że chciał widzom uzmysłowić, że w Chile i w wielu innych krajach skrajna prawica szuka sposobów, by zdobywać wyborców i sprawować władzę.

Ta krytyka dyktatury ma w przypadku Larraina podwójne dno: jego ojciec był wpływowym politykiem partii postpinochetowskiej. Syn nigdy się z tym nie pogodził.

W utrzymanym w czerni i bieli filmie Pinochet przestaje pić krew, by skończyć swój żywot, ale „El Conde” przypomina, że to tylko gra, że zło może się odrodzić i odradza się w każdej chwili. To film o władzy absolutnej opartej na gwałcie i na strachu podwładnych, będący przestrogą przed odradzającym się faszyzmem. W tym filmie wampir Pinochet lata jak Batman nad Santiago. I nad światem.

Można tę groteskową konwencję filmu Larraina kupić lub nie, ale „El Conde” zmusza widza do refleksji na temat władzy, prawa, współczesnych relacji społecznych.

Korespondencja z Wenecji
Tegoroczny festiwal miał otworzyć pokaz „Challengers” Luki Guadanino, ale z powodu strajku aktorów wytwórnia MGM i Amazon wycofały film z Wenecji i przeniosły jego premierę na kwiecień 2024 roku. W tej sytuacji dyrektor Albero Barbera zdecydował się zainaugurować festiwal wojennym dramatem „Comandante” Edoardo De Angelisa.

– Ten film przypomina, że wartości etyczne i ludzka solidarność mogą okazać się silniejsze niż nienawiść i brutalna logika protokołu wojskowego – tłumaczył.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
„Ród Smoka”, czyli „oko za oko, syn za syna” w drugim sezonie
Film
Polska wieś pokazana bez sentymentów. Grzegorz Dębowski wygrywa debiuty w Koszalinie
Film
Koszaliński Złoty Jantar dla „Tyle co nic” Grzegorza Dębowskiego
Film
Rekomendacje filmowe na weekend: Inni w nas i wokół nas
Materiał Promocyjny
Mapa drogowa do neutralności klimatycznej
Film
„Królestwo zwierząt” Thomasa Cailleya: Ludzie mutują jak po pandemii
Materiał partnera
Największe kino plenerowe w Polsce powraca