Nie żyje William Friedkin

Reżyser „Francuskiego łącznika” i „Egzorcysty” miał 87 lat.

Publikacja: 07.08.2023 20:37

William Friedkin (1935-2023)

William Friedkin (1935-2023)

Foto: PAP/Abaca

Był legendą kina, twórcą „Francuskiego łącznika” i „Egzorcysty”, ale również bardzo inteligentnym, kulturalnym i ujmującym człowiekiem. Gdziekolwiek się pojawiał, podbijał widzów i dziennikarzy. 

Urodził się 29 sierpnia 1935 roku w Chicago. Mając 16 lat zaczął pracować w telewizji, gdzie szybko awansował, by przez 10 lat realizować programy edukacyjne i filmy dokumentalne. W fabule zadebiutował w 1967 roku robiąc „Good Times”. Największy życiowy sukces odniósł w 1971 roku, gdy jego „Francuski łącznik” zdobył pięć Oscarów (m.in. w kategorii najlepszego filmu roku i za reżyserię). To była historia wojny narkotykowej, brutalnej walki nowojorskich policjantów z handlarzami narkotyków. Friedkin opowiedział ją tak, że „Francuski łącznik” został uznany niemal za rewolucję w amerykańskim kinie policyjnym. Czysty naturalizm, sceny prawdziwe aż do brzydoty, autentyczne plenery Nowego Jorku, celowo chropowaty montaż - takiego stylu narracji nie powstydziłby się niejeden współczesny twórca awangardowy.

Czytaj więcej

William Friedkin w Karlowych Warac

— Często słyszę pytania o złoty okres amerykańskiego kina w latach 70. ubiegłego wieku — mówił mi kiedyś reżyser. — Zawsze odpowiadam, że ja i moi koledzy byliśmy pod wpływem nowej fali europejskiej. Pamiętam, jak w 1967 roku obejrzałem „Pociągi pod specjalnym nadzorem”. Gdzieś podskórnie pewnie tęsknię za tamtym czasem Wtedy dyskutowaliśmy z szefami studiów o ideach. Zastanawialiśmy się: Godard czy Fellini? Filmowy impresjonizm czy dokumentalny realizm? To kino europejskie odbiło się w nas. Nie baliśmy się podejmowania problemów społecznych. Ale mieliśmy w wytwórnianych gabinetach partnerów do rozmów. Dzisiaj siedzą tam buchalterzy, prawnicy, biznesmeni. Przedstawiciele wielkich korporacji myślący w korporacyjny sposób. Interesują ich wyłącznie pieniądze. Nie zastanawiają się, jaki ma być film, tylko jakie wpływy może on przynieść. Kiedy kręciłem „Francuskiego łącznika” nikt nie kalkulował. Robiliśmy sztukę, nie produkt.

Dwa lata później wielkim przebojem kasowym stał się w Stanach jego „Egzorcysta”. Oparty był na powieści Petera Blatty’ego pod tym samym tytułem. Historia opętania dziewczynki przez tajemniczego ducha — Kapitana Howdy’ego też dostała nominację do Oscara. Ale jednocześnie towarzyszyła jej histeria. Dziewczynka na ekranie bluzga krwią i wymiotuje, masturbuje się krucyfiksem, jest winna śmierci wielu osób. W wielu krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, film Friedkina miał duże trudności w przebijaniu się na ekran i na kasety wideo. 

Czytaj więcej

Każdy film mnie spala

Następne lata nie przyniosły mu już tak wielkich satysfakcji. Nakręcony w 1977 roku remake francuskiego thrillera „Cena strachu” został niemal „wymieciony” z kin przez „Gwiezdne wojny”. 

Kolejne tytuły takie jak „Zadanie specjalne”, „Żyć i umrzeć w Los Angeles”, „The Guardian”, „Jade”, „Regulamin zabijania”,  „Fobia” czy „Killer Joe” były przyzwoite, ale i one sukcesu „Ceny strachu” czy „Egzorcysty” nie przebiły.

Jednak William Friedkin nigdy nie czuł się ofiarą nowych czasów. Uważał po prostu, że ze zmianami, jakie nastąpiły w światowej kulturze, trzeba się pogodzić.

— Wszystko jest dziś inne — mówił. — Literatura, sztuka, muzyka popowa i poważna. Ale czy warto się tym zamartwiać? Nikt już dzisiaj nie komponuje tak, jak Beethoven, ale na szczęście muzyka Beethovena została i wciąż możemy jej słuchać.

Czytaj więcej

Złoty Lew dla Williama Friedkina

Miewał dłuższe przerwy w twórczej pracy, ale walczył do końca. W 2017 roku, po kilku latach milczenia, wrócił do tematu egzorcyzmów w dokumentalnym filmie „Diabeł i ojciec Amorth”. Teraz zostawił widzom swój ostatni film „The Caine Mutiny Court-Martial” z Kieferem Sutherlandem w roli głównej. To historia oficera marynarki, który staje przed sądem za bunt i przejęcie dowództwa od kapitana statku, który według niego działał w niestabilny sposób, narażając na niebezpieczeństwo zarówno statek, jak i jego załogę. Friedkin nie doczekał premiery filmu, który ma się odbyć za niespełna miesiąc podczas festiwalu filmowego w Wenecji. 

Był legendą kina, twórcą „Francuskiego łącznika” i „Egzorcysty”, ale również bardzo inteligentnym, kulturalnym i ujmującym człowiekiem. Gdziekolwiek się pojawiał, podbijał widzów i dziennikarzy. 

Urodził się 29 sierpnia 1935 roku w Chicago. Mając 16 lat zaczął pracować w telewizji, gdzie szybko awansował, by przez 10 lat realizować programy edukacyjne i filmy dokumentalne. W fabule zadebiutował w 1967 roku robiąc „Good Times”. Największy życiowy sukces odniósł w 1971 roku, gdy jego „Francuski łącznik” zdobył pięć Oscarów (m.in. w kategorii najlepszego filmu roku i za reżyserię). To była historia wojny narkotykowej, brutalnej walki nowojorskich policjantów z handlarzami narkotyków. Friedkin opowiedział ją tak, że „Francuski łącznik” został uznany niemal za rewolucję w amerykańskim kinie policyjnym. Czysty naturalizm, sceny prawdziwe aż do brzydoty, autentyczne plenery Nowego Jorku, celowo chropowaty montaż - takiego stylu narracji nie powstydziłby się niejeden współczesny twórca awangardowy.

Pozostało 81% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
„Znachor” drugi w Netflixie po niemieckim „Ukochanym dziecku”
Film
Dokument o ludziach, którzy odbudowali spaloną synagogę i przeszli na judaizm
Film
Cannes 2024. Jury uciekło od rzeczywistości
Film
Na potrzeby filmu przeprowadził słynny eksperyment. Nie żyje Morgan Spurlock
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Film
Rekomendacje filmowe: Wspaniały Hirokazu Kore-eda i przebojowy George Miller – czyli co kto lubi
Materiał Promocyjny
Problem sukcesji w polskich firmach będzie narastał