„Gabinet osobliwości Guillermo del Toro”, osiem odcinków (Netflix)

Współczesna ikona filmowego horroru, nagradzany Oscarami Guillermo del Toro wyprodukował dla Netfliksa antologię ośmiu średniometrażowych filmów. Wszystkie utrzymane są w specyficznym dla twórczości Meksykanina klimacie gotycko-cyrkowej makabreski. Każdy też rozpoczyna autorski, quasi-wykładowy wstęp del Toro, w którym opowiada, czym były niegdyś tytułowe gabinety osobliwości i jak straszono ludzi (dla rozrywki, rzecz jasna) zanim bracia Lumière nakręcili pierwszy film.

Osiem filmów-epizodów zrealizowały różne zespoły twórców, a całość wpisuje się w tradycję telewizyjnych serii z dreszczykiem z gatunku „Opowieści z krypty”.

Filmowe horrory na VOD

Wśród wysypu „potwornych” nowości i odświeżonych starci warto zwrócić uwagę na dwie premierowe produkcje. Disney Plus pokazał widzom „Barbarzyńców” w reżyserii Zacha Creggera, którzy opowiadają znajomo brzmiącą historię o kobiecie, która wynajmuje pokój, ale okazuje się, że ktoś już w nim mieszka.

Drugi nowy film na platformie Disneya to marvelowski „Wilkołak nocą” Michaela Giacchino z Gaelem Garcią Bernalem w roli tytułowego włochacza. To wystylizowany na kino z lat 30. swoisty wariant „Igrzysk śmierci”, bowiem akcja rozgrywa się w posiadłości, o którą kłócą się spadkobiercy zmarłego patriarchy. Kto zabije kudłatego stwora, zdobędzie Klejnot Krwi i przejmie majątek.

Natomiast jeśli ktoś nie chce ryzykować z nowościami, zawsze może sobie przypomnieć (lub nadrobić) kanon kina grozy. Na HBO Max znajdzie „Lśnienie” (1980), a z nowszych klasyków „Czarownicę: Bajkę ludową z Nowej Anglii” (2016) Roberta Eggersa.

„Erynie”, dwanaście odcinków (TVP VOD)

reżyseria: Borys Lankosz

obsada: Marcin Dorociński, Wiktoria Gorodeckaja, Wojciech Mecwaldowski, Marcin Bosak

Długo trwała produkcja tego serialu będącego adaptacją retrokryminału Marka Krajewskiego i nie obyło się bez perturbacji, ale już jest i można go oglądać na platformie TVP VOD. On również zawiera liczne elementy horrorowego gatunku.

Akcja rozgrywa się we Lwowie, które zagrały – poza samym Lwowem, gdzie także kręcono część zdjęć – Legnica oraz Przemyśl. Znajdujemy się w przededniu II wojny światowej, a na lwowskiej ulicy psychotyczny morderca zabija kolejne kobiety. Oprawca działa w myśl pokrętnej łamigłówki, a policja jest bezradna. Tu potrzeba prawdziwego eksperta od języków martwych (m.in. od języka starohebrajskiego, w którym morderca szyfruje wiadomości) i detektywa z trzeźwym spojrzeniem. Niestety najlepszy śledczy w mieście – Edward Popielski (Marcin Dorociński) zwany też Łyssym nie przestaje pić, a do tego właśnie wyleciał ze służby. Sprawa morderstw zrobi się jednak na tyle poważna, że komendant będzie musiał przeprosić się z kłopotliwym detektywem.

Pierwsze odcinki (na TVP VOD są już trzy z dwunastu) świadczą o tym, że Borys Lankosz nakręcił dzieło nierówne. Świetnie wystylizował świat przedwojennego Lwowa wraz z operatorem Marcinem Koszałką i zespołem scenografów. Szwankuje za to aktorstwo (zwłaszcza na drugim planie) i nie przekonuje humor, który prezentuje się dużo bardziej niezdarnie od tego, który zapamiętaliśmy choćby z debiutanckiego „Rewersu” Lankosza.

„Na zachodzie bez zmian” (Netflix)

reżyseria: Edward Berger

obsada: Daniel Brühl, Albrecht Schuch, Sebastian Hülk, Devid Striesow, Edin Hasanovic

Jeśli ktoś ma dosyć horrorów wyskakujących pod koniec października nawet z lodówki, może zanurzyć się w świat okrucieństwa prawdziwego, niezmyślonego, czyli do I wojny światowej oglądanej oczami frontowych żołnierzy. Dostaliśmy w końcu do rąk długo oczekiwaną adaptację, parokrotnie zresztą już ekranizowanej, powieści Ericha Marii Remarque’a z 1929 r. „Na zachodzie bez zmian”.

Za kamerą stanął Edward Berger, szwajcarski filmowiec, który pracował m.in. na planie takich seriali jak „Patrick Melrose” czy „Terror”.

Jego film to wierna adaptacja powieści, nakręcona w języku niemieckim w europejskich plenerach. Zdążył już zdobyć uznanie krytyków na festiwalu filmowym w Toronto a recenzent „New York Timesa” pisał o obrazie tak: „Twórcy postanowili wstrząsnąć widzem spektaklem nieustannej brutalności”, a „wojna została tu przedstawiona jako wynaturzenie”.