Gala Oscarów, najważniejsze wydarzenie filmowe w Ameryce, zignorowała wojnę toczącą się w Ukrainie. Wielki festiwal europejski krzyczy „Chwała Ukrainie!”

Na inauguracyjnej gali było jak w czasach przed pandemią. Tłumy przed Pałacem Festiwalowym, błyski fleszy. Ale na czerwonym dywanie dawało się zauważyć, że wiele gwiazd wybrało na ten wieczór czarne suknie. Przypadek?

Czytaj więcej

Zełenski z przesłaniem do uczestników festiwalu w Cannes. Wspominał Chaplina

Podczas otwarcia festiwalu artyści wielokrotnie manifestowali poparcie dla walczącej Ukrainy. Na ekranie pojawił się Wołodymyr Zełenski. On, aktor, zaistniał w Cannes jako prezydent napadniętego kraju. Do filmowców i widzów zwrócił się z apelem: „Kino nie może milczeć”.

Potrzeba Chaplina

Wygłosił bardzo emocjonalne przemówienie. Odwołał się do filmów, przede wszystkim legendarnego „Dyktatora” Charliego Chaplina o Adolfie Hitlerze, gdzie splatały się losy dwóch łudząco do siebie podobnych osób: dyktatora Adeniuda Hynkela szykującego zagładę Żydom i marzącego o władzy nad światem oraz żydowskiego golibrody, który ucieka z obozu koncentracyjnego. Do historii kina przeszła scena, w której Hynkel-Hitler tańczy z ziemskim globem.

– Najokrutniejsi dyktatorzy świata XX wieku kochali kino – powiedział Zełeński. – Ale filmowcy pokazywali prawdę o nich.

Przypomniał też słowa, jakie padają w „Czasie Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli: „Kocham zapach napalmu o poranku”. Inwazja Rosji na Ukrainę też zaczęła się o poranku – przypomniał. I trwa już ponad dwa i pół miesiąca.

– Potrzebujemy nowego Charliego Chaplina, by udowodnić, że kino nie jest nieme – mówił Zełeński. – Czy kino przemówi? Czy nadal będzie milczeć? Czy to możliwe, by odcięło się od tego tematu?

Prezydent Ukrainy mówił o tragedii Buczy i przypomniał, że teatr w Mariupolu, w którym zginęło kilkuset cywilów, nie różni się tak bardzo od tego, w którym odbywa się zawsze uroczystość otwarcia festiwalu. W swoich przemówieniach podkreśla, że wszyscy jesteśmy obywatelami tego samego świata i mówi o potrzebie solidarności z jego walczącym narodem.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

W canneńskim wystąpieniu prezydenta Ukrainy ani razu nie padło nazwisko Putina. – Jestem pewien, że dyktator przegra. Wygramy tę wojnę – powiedział za to. Został nagrodzony długimi brawami na stojąco. Cannes zrobiło to, na czym dziś Ukraińcom bardzo zależy: sprawiło, że informacje o toczącej walkę o swoją wolność Ukrainę poszły w świat.

Podczas uroczystości wielu artystów przypominało o tragedii rozgrywającej się kilka tysięcy kilometrów od Lazurowego Wybrzeża. Hołd Ukrainie oddał znakomity aktor, przewodniczący tegorocznego jury Vincent Lindon.

Zdobywca honorowej Złotej Palmy za całokształt twórczości Forest Whitaker mówił natomiast o tym, jak ciężki czas dziś przeżywamy: – W ciągu ostatnich dwóch lat wielu z nas straciło swoich bliskich w czasie pandemii. Inni zostali zmuszeni do ucieczki z własnych domów z powodu wojen, takich jak w Ukrainie.

Przypominano, że Cannes popiera sankcje wobec Rosji, ale nie odcina się od rosyjskich dysydentów, sprzeciwiających się reżimowi Putina. W konkursie znalazł się przecież film Kiryłła Sieriebriennikowa „Żona Czajkowskiego”.

Wydarzeniem będą pokazy dokumentu „Mariupol 2” litewskiego reżysera Mantasa Kvedaravičiusa, który zginął w Ukrainie. Nakręcone materiały ocaliła jego partnerka Hanna Bilobrova i zmontowała film. Cannes pamięta, że jego pierwsza edycja, w 1939 roku, została przerwana przez wojnę. Teraz przypomina, że tragedie XX wieku niczego świata nie nauczyły.

Zaskakujący wybór

Show musi jednak trwać. Na rozpoczęcie festiwalu organizatorzy wybrali pokazywany poza konkursem nowy film Michela Hazanaviciusa „Cięcie!”. Wybór nieco zaskakujący. Laureat Oscara za „Artystę” w czasie covidowej izolacji napisał scenariusz filmu, remake japońskiego obrazu z 2017 roku „One Cut of the Dead”.

„Cięcie!” – opowieść o reżyserze, który przez japońską producentkę zostaje wynajęty do zrobienia horroru o zombi – choć zabawna, nie ma w sobie głębi. Hazanavicius, jak w innych swoich filmach, portretuje świat kina i ekipę pracującą na planie. Zabawnie, z pomysłem, samokrytycznie. Jak to w filmie, który ma wywołać uśmiech widza, przypomnieć o tym, że ważne są solidarność i wspólnota i wywołać uśmiech widzów.

Za kilka dni można będzie o „Cięciu!” Hazanaviciusa nie pamiętać. Zwłaszcza gdy w kolejce do nagrody o Złotą Palmę czekają filmy zrealizowane przez tak ważnych twóców, jak bracia Dardenne, Cristian Mungiu, Ruben Ostlund czy David Cronenberg.