Początek nowego roku znów przydusza kulturę, a do precedensowego przypadku obrony przed zakażeniami doszło w Belgii, gdzie tuż przed świętami premier ogłosił, że kina i teatry w tym kraju zostają zamknięte z powodu nasilenia zachorowań wywołanych przez omikron. Producent teatralny Mathieu Pint wystąpił jednak do sądu, gdzie orzeczono, że „rząd nie przedstawił dowodów, iż placówki kulturalne są specjalnie niebezpieczne dla ludzkiego życia i zdrowia i że powodują rozprzestrzenianie się koronawirusa”. W związku z tym ograniczona została tylko liczba widzów w salach – do maksimum 200 osób w pełni zaszczepionych i noszących maseczki.

W Norwegii i Islandii z kolei publiczność na wszelkich wydarzeniach kulturalnych nie może przekraczać 50 osób.

Festiwale i nagrody

Cierpią też festiwale, bo restrykcje i lęk przed piątą falą robią swoje. Przynajmniej do połowy stycznia pozostaną zamknięte kina w Holandii, co organizatorów słynnej filmowej imprezy w Rotterdamie zmusiło do zmiany formy na online’ową.

Omikron mocno dotknął USA. Organizatorzy Sundance – najważniejszego przeglądu kina niezależnego, odbywającego się w stanie Utah – początkowo mocno ograniczyli liczbę widzów na seansach, a potem ogłosili, że festiwal odbędzie się wyłącznie w sieci. Całkowicie odwołali swoją imprezę szefowie przedoscarowego festiwalu w Palm Springs.

W Niemczech restrykcje obowiązują wszędzie poza kinami – w tej sytuacji dyrektorzy Berlinale Mariette Rissenbeek i Carlo Chatrian wciąż przygotowują swój lutowy festiwal jako imprezę „na żywo”. Ale organizatorzy targów, towarzyszących berlińskiej imprezie, właśnie ogłosili, że przenoszą wydarzenie do sieci.

W ostatnich dniach pojawiła się też lawina oświadczeń, odwołujących wręczanie dorocznych nagród. Omikron uderzył nawet w Amerykańską Akademię Filmową. Data gali oscarowej – 23 marca – pozostaje na razie bez zmian, jednak 15 stycznia nie odbędzie się uroczystość, podczas której Akademia miała fetować Samuela Jacksona, Elaine May i Liv Ullman nagrodzonych honorowymi Oscarami oraz Danny’ego Glovera, laureata Jean Hersholt Humanitarian Award za pracę na rzecz równości ekonomicznej, dostępu do opieki zdrowotnej i edukacji w USA i Afryce. Nowy termin tej imprezy jest na razie nieznany.

W ubiegłym tygodniu została odwołana styczniowa edycja gali muzycznych nagród Grammy. Wstępnie mówi się o przeniesieniu jej na kwiecień lub maj. Szefowie Critics Choice Association wydali oświadczenie, że ogłoszenie laureatów ich wyróżnień, które miało odbyć się 9 stycznia, zostało przesunięte. „Pozostajemy w kontakcie z departamentem zdrowia Los Angeles i próbujemy ustalić datę, w której gala mogłaby się odbyć stacjonarnie. Najważniejsze pozostaje dla nas zdrowie uczestników uroczystości”.

Z powodu ataku omikronu swoją imprezę, pierwotnie zaplanowaną na 11 stycznia, przełożyła też National Board of Review.

Premiery znów przesuwane

Coraz częściej pojawia się pytanie, jak obecna sytuacja wpłynie na frekwencję w otwartych nawet kinach. „Spider-Man: Bez drogi do domu” stał się wielkim przebojem, w czasie pandemii zarobił już blisko 1,4 mld dolarów, ale eksperci przypominają, że film skierowany jest do bardzo młodych widzów, którzy choroby się nie boją, a chcą się zabawić. Jednak wyniki najnowszego „Matrixa” czy spielbergowskiego „West Side Story” są już rozczarowaniem.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Producenci przekładają więc daty premier – zwłaszcza tytułów, z którymi wiążą duże oczekiwania. Firma Sony zapowiedzianego na styczeń „Morbiusa” przeniosła na kwiecień. Ten film z Jaretem Leto w tytułowej roli ma wyjątkowego pecha, pierwotnie miał trafić do widzów 31 lipca 2020 roku. „John Wick: Chapter 4” z Keanu Reevesem wejdzie na ekrany dopiero w marcu 2023 roku, mniej więcej w tym samym czasie co „The Marvels” Nii DaCosta. W Wielkiej Brytanii kina są otwarte i nie ma w nich żadnych obostrzeń poza noszeniem maseczek, ale i tutaj producenci boją się spadku frekwencji. I tak np. Universal przeniósł musical Joe Wrighta „Cyrano” z 14 stycznia na 28 lutego.

Czytaj więcej

Szukając nadziei w horrorze

Produkcja filmów na razie nie ucierpiała zbytnio, ale okres zimowy jest czasem, gdy liczba pracujących ekip bywa stosunkowo niewielka. Natomiast informacje o zawieszeniu zdjęć do seriali telewizyjnych nadchodzą codziennie.

W ostatnich dniach przerwane zostały prace na planach kolejnego sezonu brytyjskiego „The Crown” czy amerykańskich cykli „Chicago Fire” (dla stacji NBC) i „Agenci NCIS” (dla stacji CBS). Ponad 50 zakażeń wykryto właśnie w liczącej 450 osób ekipie serialu „Star Trek: Picard”. Coraz częściej też zdarza się, że aktorzy odmawiają pracy z niezaszczepionymi kolegami.

A w Polsce?

U nas sale kinowe mogą być wypełnione w 30 proc., ale nie wlicza się w tę liczbę osób zaszczepionych, ozdrowieńców, dzieci. W sytuacji, gdy zaszczepienie deklaruje się przy kupnie biletu, a bileterzy nie mogą sprawdzać paszportów covidowych, ten limit jest fikcją.

Grudniowy box office jest jednak w naszym kraju dość cherlawy. W 2019 roku w ostatnie tygodnie grudnia przeboje takie jak „Gwiezdne wojny: Skywalker” czy „Futro z misia” zbierały od 150 do 400 tys. widzów w ciągu weekendu. Pod koniec grudnia 2021 roku sukcesem jest wynik 50 tys. widzów, a w dziesiątce przebojów tygodnia mieszczą się tytuły z dwutysięczną frekwencją.

Pierwszą filmową „ofiarą” czwartej fali stał się więc Pedro Almodovar ze swoimi „Matkami równoległymi”, których premiera została przesunięta z końca grudnia na 18 lutego. Z kolei na 18 marca Best Film przełożył datę wejścia na ekrany edukacyjnego dokumentu „Animal”, licząc, że wtedy będą otwarte szkoły. Wprowadzać film do kina czy nie, wraz ze wzrostem zachorowań, może stać się znów problemem.

Sezon dużych festiwali rusza w Polsce dopiero na przełomie kwietnia i maja. Co będzie z nimi też na razie trudno przewidzieć.