Sorrentino mówi, że film „To była ręka Boga” nakręcił dla swoich dzieci. - Pomyślałem, że dzięki tej historii zrozumieją lepiej może nawet nie tyle mnie, co błędy, jakie popełniam - stwierdził.

Robił filmy o Andreottim i papieżu, w dokumencie opowiadał o swoim Neapolu. Teraz wrócił tam, gdzie się wychował. Włoch wrócił do rodzinnego miasta, proponując widzom historię o dojrzewaniu młodego chłopca, swojego alter ego. Bardzo to „włoski” obraz: jest tu rozległa rodzina, kościół, miejscowy gangster, marzenia o seksie, faceci wpatrzeni w ciało pięknej kobiety, wreszcie futbol. No i oczywiście sam Neapol. Choć kiedy pytam Sorrentino, co najpierw przychodzi mu do głowy, gdy myśli „Włochy”, reżyser odpowiada: „To kraj, gdzie jest najlepsze na świecie jedzenie”.

Ale jest tu również ów chłopiec, który traci oboje rodziców i w szpitalu dostaje ataku furii, gdy lekarze nie chcą mu pokazać ciał. To historia samego Sorrentino. Jego życiowa tragedia, ale też początek drogi do reżyserii i kina.

Czytaj więcej

Pablo Larrain i Kristen Stewart
Wenecja 2021: Diana raz jeszcze, ale inaczej

Sorrentino wspomina, że scenariusz napisał jak w transie. W 48 godzin. Nie zastanawiał się, czy powstanie z tego film. Od dawna chciał tę historię z siebie wyrzucić. Potem doszedł do wniosku, że przetrawienie wszystkich emocji na planie filmowym, pomoże mu jeszcze lepiej zrozumieć własną drogę.

Fabietto, główny bohater „To była ręka Boga” ma siedemnaście lat i wszystko przed sobą. Na razie chłonie świat, poddaje się prawom rodziny i marzy. Także o tym, by spotkać Diego Maradonę, który właśnie przyjechał do Neapolu, by występować w barwach klubu Napoli. To wielkie wydarzenie dla miasta. A oprócz tego są rodzinne posiedzenia, przyjęcia, kąpiele w rzece Volturno. Rodzice – zamożni przedstawiciele klasy średniej. Po latach wciąż mają w stosunku do siebie wiele serdeczności, a jednak los przyniesie im ogromny kryzys. Rozpacz matki, która dowie się, że jest zdradzana i oszukiwana przez lata. A gdy lata spędzone razem okażą się zbyt silne, by rozbić rodzinę, przyjdzie to najgorsze. Awaria gazu, ciężkie zatrucie. Szpital, w którym żaden z lekarzy nie potrafi powiedzieć Fabietto, że rodzice nie żyją. I potworny krzyk chłopca, gdy nie chcą mu pokazać ciał matki i ojca. To zdarzyło się w życiu Sorrentino naprawdę. Jest też w filmie niekonwencjonalna ciotka Patrizia. Pełna seksu, świadoma swojej siły, nieco oddzielna. Patrizia potrafi prowokować opalając się nago na oczach wśród dyskretnych, ale pełnych pożądania spojrzeń męskiej części rodziny, ale i ona kryje swoje tajemnice: bezpłodność, agresję zazdrosnego męża, własną niestabilność psychiczną. To w niej kocha się Fabietto, to z nią będzie się chciał pożegnać.

A Maradona? „Pochodzę z rodziny, w której nikt nie miał inklinacji artystycznych – mówi Sorrentino. – Jako dziecko nie nasiąkłem kinem, literaturą, fotografią. Jedyną inspiracją stał się dla mnie Maradona. Właśnie dzięki sile i kreatywności, jakie znalazłem w nim, miałem odwagę, by pójść własną drogą - podkreśla.

I dodaje, że „...ręką Boga” chce dodać siły dzisiejszym nastolatkom.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ