Korespondencja z Wenecji

Pedro Almodóvar ma w stosunku do festiwalu w Wenecji dług wdzięczności. Gdy przed laty zaczynał karierę, impreza w Cannes odrzuciła jego „Kobiety na skraju załamania nerwowego" i to Wenecja wyciągnęła do niego rękę.

Wyjechał stąd w 1988 roku z nagrodą za scenariusz do tego filmu. Jednak Hiszpan marzył o Cannes i potem pojawiał się tam z każdym niemal kolejnym filmem. Wywoził z Lazurowego Wybrzeża różne nagrody, nigdy jednak nie dostał Złotej Palmy.

Wenecjanie cierpliwie czekali. Dwa lata temu przyznali Almodóvarowi Złotego Lwa za całokształt twórczości. Teraz, gdy zdecydował się swój nowy film przywieźć właśnie tutaj, też specjalnie go uhonorowali, pokazując jego „Madres paralelas" na inaugurację imprezy. Trafili w dziesiątkę, bo hiszpański mistrz jest w bardzo dobrej formie.

Filmy Almodóvara często ocierały się o operę mydlaną. Były w nich wielkie namiętności i małe romanse, zdrady i rozpacz. W panteonie jego bohaterów odnajdziemy gwiazdy porno, zakonnice, transseksualistów, prostytutki i szaleńców.

Przede wszystkim jednak Almodóvar pokazywał matki. Kłaniał się bezinteresownej miłości macierzyńskiej w „Volver", także we „Wszystko o mojej matce", nawet w chłodnej opowieści o zemście „Skóra, w której żyję". Pokazywał meandry tego uczucia. Teraz bohaterkami jego „Madres paralelas" są dwie kobiety, które poznały się na oddziale położniczym.

Dwie matki

Obie zaszły w ciążę przypadkiem, obie będą musiały swoje dzieci wychowywać same. Ana to nastolatka przerażona tym, co ma się za chwilę wydarzyć. Janis – znana czterdziestokilkuletnia fotografka, czekająca na dziecko z utęsknieniem. Obie urodzą w tym samym momencie córki.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Almodóvar towarzyszy im potem przez dwa lata. I jak to u niego – nic nie jest proste. Fotografka odkrywa, że córeczka o „wenezuelskiej" urodzie nie jest jej biologicznym dzieckiem. Po porodzie w szpitalu źle dziewczynki zarejestrowano. Zamiana? To byłoby zbyt proste.

Nie mogę za dużo zdradzić, ale Pedro Almodóvar przygląda się moralności, opowiada o najgłębszych uczuciach, potwornym bólu, życiowej uczciwości. Każda postać ma tu swoją historię: matka Any, dla której zawsze najważniejsza była aktorska kariera, kochanek Janis, który znika z jej życia. Jest w tym filmie również opowieść o rodzinie, korzeniach, poszukiwaniu tradycji. A wreszcie o inności i samotności.

Czytaj więcej

Kadr z filmu „Żeby nie było śladów” Jana P. Matuszyńskiego
Film o Przemyku w Wenecji

Jest ponadto coś, czego dotąd w filmach tego twórcy nie było: polityka i próba spojrzenia wstecz na wojnę, z którą do dzisiaj Hiszpanie się nie rozliczyli.

Naprawdę piękne i mądre są te filmy Almodóvara, nawet jeśli czasami balansują na granicy kiczu. W najnowszym znów fantastyczną kreację tworzy Penélope Cruz, której dzielnie dotrzymuje kroku nowe odkrycie reżysera, 24-letnia hiszpańska aktorka Milena Smit.

Historia Grzegorza Przemyka

„Madres paralelas" znalazły się w konkursie obok 20 innych tytułów. Dla nas ważne, że o Złotego Lwa będzie w tym roku walczyć film Jana P. Matuszyńskiego „Żeby nie było śladów" – historia Grzegorza Przemyka, syna opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, który w maju 1983 roku został zakatowany przez milicjantów. To także opowieść o manipulacjach rządu i SB, by zataić szczegóły zbrodni, skompromitować i zastraszyć kolegę Przemyka – jedynego świadka tych wydarzeń.

Film „Żeby nie było śladów" powstał na podstawie książki Cezarego Łazarewicza pod tym samym tytułem, a jego producentami są Aneta Hickinbotham i Leszek Bodzak z Aurum Film.

Są też w konkursie m.in. nowe tytuły Jane Campion („The Power of the Dog"), Paolo Sorrentino („The Hand of God"), znakomitej Iranki Any Lili Amipour („Mona Lisa and the Blood Moon"), Michela Franco („Sundown"), Xaviera Giannoli („Illusions Perdus") czy Maggie Gyllenhaal („The Los Daughter").

Na specjalny pokaz „Dune" Denisa Villeneuva przyjedzie plejada gwiazd amerykańskich z Timothee Chalametem na czele. Organizatorzy spodziewają się też Javiera Bardema, Adama Drivera i wielu innych aktorskich sław kina. Ale jednocześnie z powodu obostrzeń pandemicznych, podobnie jak w ubiegłym roku, przed Pałacem Festiwalowym stanął wysoki, tymczasowy mur. Po to, by przed czerwonym dywanem nie gromadzili się fani.

Pandemicznych obostrzeń jest zresztą na festiwalu dużo. Akredytację dostało jedynie co druga osoba. Bilety rezerwuje się z 74-godzinnym wyprzedzeniem. Maseczki trzeba nosić nie tylko w sali, lecz również na zewnątrz, na całym terenie festiwalu.

Tuż obok Casina stoją namioty Czerwonego Krzyża, gdzie można zrobić test. Karabinierzy wciąż jeszcze przy wejściach przeglądają plecaki i torby, ale czuje się, że dziś wrogiem numer jeden nie jest tu terroryzm, tylko wirus, który może unosić się w powietrzu.

Jednak wszyscy spragnieni są poczucia wspólnoty – spotkań z artystami i z przyjaciółmi ze świata, nawet jeśli na powitanie można tylko przybić piątkę. Wszyscy stęsknili się za kinem. I filmami, z których część powstawała jeszcze przed pandemią, ale większość była już kręcona w czasie rozmaitych obostrzeń, przez zapaleńców wierzących, że sztuka filmowa żyje.