Mimo zapowiadanego końca świata Hollywood wydaje się powoli oswajać katastrofizm. Eksponuje go, ale zawsze pozostawia nadzieję i zapewnienie: przetrwamy. W tym roku nie zabraknie końca świata na ekranie, choć od paru lat twórcy szukają innego punktu widzenia. Zamiast inwestować w efekty specjalnie, powoli (lub w zależności od umiłowań reżysera – bardzo powoli) starają się przesunąć akcent na człowieka. Taki zabieg stosuje w „Niemożliwym" Juan Antonio Bayona (premiera 25 stycznia), opowiadając o monstrualnej fali tsunami, która zmiata tajlandzki letni kurort. Historię poznajemy z punktu widzenia rozdzielonej w wyniku katastrofy rodziny.