Doping w sporcie ma długą historię. Już w 1960 roku w czasie rzymskich igrzysk olimpijskich duński kolarz Knud Enemark Jensen podczas wyścigu stracił przytomność. Umarł w szpitalu. W jego organizmie wykryto amfetaminę, którą podawał mu trener. Od tamtego czasu afery dopingowe wybuchają co jakiś czas, ale i dość szybko gasną. Sport to dziś przede wszystkim wielkie pieniądze, a tam gdzie one się pojawiają skrupuły i zasady fair play schodzą na znacznie dalszy plan.

Od 40 lat walczy z dopingiem 80-letni Arne Ljungqvist, profesor medycyny, szef olimpijskiej komisji medycznej. W filmie ujawnia nieznane fakty dotyczące m.in. skandalu Bena Johnsona i firmy BALCO. To właśnie ta ostatnia dostarczała sportowcom erytropoetyny, czyli hormonu pobudzającego wzrost czerwonych krwinek, co z kolei poprawia wydolność organizmu. Brali ją m.in. lekkoatleci Marion Jones i Tim Montgomery oraz sława amerykańskiego footballu Bill Romanowski, a także gwiazda baseballu Barry Bonds.

Światowa Agencja Antydopingowa WADA, z siedzibą w Montrealu, porządkuje zasady walki z dopingiem. Określa również międzynarodowe standardy, które są zarazem elastyczne i kategoryczne. Należy do nich lista substancji zakazanych, aktualizowana każdego roku. Ale świat nie stoi w miejscu i naukowcy szukają coraz doskonalszych środków, których kontrole antydopingowe nie wykryją. Zdrowie sportowców schodzi na dalszy plan, przede wszystkim liczy się skuteczność. Popularną metodą zwiększania wydolności organizmu jest dziś autotransfuzja. Zawodnik oddaje krew, która jest przechowywana w chłodni, a kilka dni przed ważnymi zawodami ponownie wprowadzana do organizmu. Następuje gwałtowny wzrost liczby czerwonych ciałek i sportowiec jest zdolny do większego wysiłku.

- Sport powinien być otwarty, dostępny, uczciwy i oparty na autorytecie zawodników i władz - mówi Sebastian Coe, szef Komitetu Organizacyjnego Igrzysk Olimpijskich Londyn 2012. - Jeśli go nie osiągniemy, stracimy to, co w sporcie najważniejsze zaufanie kibiców, którzy opuszczą stadiony.

Ale czy ma rację? Na Facebooku przeprowadzono ankietę, która miała odpowiedzieć na pytanie, co o dopingu sądzą internauci. Wyniki były szokujące.

Okazało się, że 25 procent uczestników sondy nie ma nic przeciw dopingowi.

- To „pełznące" poparcie. Za jakiś czas 75 procent badanych powie, że doping jest w porządku - komentuje jeden z działaczy sportowych. - Mamy jeszcze parę lat, ale władze sportu już teraz mogą złożyć broń. Niech zawodnicy biorą, co im się podoba.

Tylko nie mówmy już wtedy o sporcie...