Reklama

Szlachetność i kicz. O „Pokłosiu"

Zacznijmy od sceny najmocniejszej – opowieści o zabijaniu Żydów przez polskich sąsiadów, którą wygłasza Robert Rogalski, aktor ponad dziewięćdziesięcioletni - pisze Jarosław Kuisz w Kulturze Liberalnej

Aktualizacja: 12.12.2012 08:29 Publikacja: 12.12.2012 08:19

Zacznijmy od sceny najmocniejszej – opowieści o zabijaniu Żydów przez polskich sąsiadów, którą wygła

Zacznijmy od sceny najmocniejszej – opowieści o zabijaniu Żydów przez polskich sąsiadów, którą wygłasza Robert Rogalski, aktor ponad dziewięćdziesięcioletni.

Foto: Monolith films

Red

Robi to w sposób, który całkowicie odkleił się od fabuły. Co więcej, przesłania aktorskie wysiłki sławnych młodszych kolegów, prowokując pytania dziennikarzy. Kim jest ten starszy pan i dlaczego tak znakomicie zagrał tak trudną scenę?

Dziś już wiemy, iż gra okazała się przetworzonym wspomnieniem z czasów drugiej wojny światowej. Ta właśnie scena pozwala rozgryźć porażkę „Pokłosia", w którym spłaszczenie ambicji przez wymóg „szlachetności" powędrowało ręka w rękę z formalną wtórnością. Przesunięcie dyskusji w rejony pozaartystyczne w żaden sposób nie pozwala uczciwie ocenić ani wyborów reżysera, ani podsuwanego przezeń morału.

O pewnej przypadłości naszych artystów

W 1984 roku Czesław Miłosz zaprezentował swój ostatni naprawdę obrazoburczy tekst. Odczyt pod tytułem „Szlachetność, niestety" został przygotowany dla uczestników konferencji Uniwersytetu Yale. Przynosił ostrą krytykę stanu polskiej kultury z okresu pierwszej „Solidarności" oraz stanu wojennego. Wówczas większość polskich artystów, jak się mogło wydawać, „zdała egzamin" i opowiedziała się przeciwko Złu. Gest Noblisty mógł wydawać się zupełnie niestosowny. Wręcz niesmaczny.

A jednak dla współczesnej polskiej kultury tekst pozostaje jednym z najważniejszych manifestów artystycznych. Oto Miłosz dostrzegł, że nadwiślańscy twórcy ponownie dostosowali się do pozaartystycznych oczekiwań społeczeństwa. W warunkach PRL-u lat 80. oznaczało to akceptację obrazu artysty wysoce pochlebnego w sensie moralnym. Nie tylko znaleźli się „wśród sprawiedliwych", ale także przestali doznawać – poniekąd zawodowego – uczucia odosobnienia w społeczeństwie. „Taka jednak integracja nie obywa się bez kosztów i, rzec można, sprzeczna jest z samą zasadą nieufności sztuki wobec nowoczesnego społeczeństwa" – ostrzegał poeta.

Czytaj więcej w Kulturze Liberalnej

Reklama
Reklama

 

 

 

 

 

 

Reklama
Reklama
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Film
Berlinale 2026: represje dla niepokornych i listy proskrypcyjne
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama