Artykuł z archiwum tygodnika "Uważam Rze"
Temat wywołał oczywiście „Lincoln", ale o nim sza, bo koledzy i koleżanki już go na tych łamach opisali z przodu i z tyłu. Na szczęście innych „biopic" (biography picture) – dostatek. Z tym, że co film, to afera. Więc od razu wyjaśnijmy. Takie obrazki kręci się nie po to, by załatwić młodzieży ściągę z historii, lecz by przyciągnąć widza i – w miarę możliwości – wywołać skandal. Więc żadnego streszczania życiorysów jak w ankiecie personalnej, tylko parę zakrętów życiowych plus wywlekanie rzeczy wstydliwych. Filmowy „Amadeusz" (wprawdzie geniusz, ale debil) tyle ma wspólnego z prawdziwym Mozartem, co ja z Beethovenem.