Reklama

Marcin Zieliński: Turystyka zakupowa to impuls rozwojowy dla obszarów przygranicznych

Rząd powinien przede wszystkim nie przeszkadzać w handlu przygranicznym. Tym bardziej, że to wpływy podatkowe dla państwa - mówi Marcin Zieliński, prezes Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Marcin Zieliński, prezes Forum Obywatelskiego Rozwoju

Marcin Zieliński, prezes Forum Obywatelskiego Rozwoju

Foto: FOR

Jakie znaczenie dla rozwoju gospodarczego naszego kraju, szczególnie terenów przygranicznych, ma lokalny handel z zagranicą?

Całkiem spore. Regiony przygraniczne, zwłaszcza graniczące z Niemcami na zachodzie Polski, ale też przy pozostałych granicach z krajami unijnymi i Ukrainą. Wydatki cudzoziemców w województwach sąsiadujących z Ukrainą odpowiadają ok. 3 proc. PKB. Wydatki obcokrajowców przyjeżdżających z Niemiec odpowiadają prawie 2,5 proc. łącznego PKB województw zachodniopomorskiego, lubuskiego i dolnośląskiego. Dolnośląskie dodatkowo sąsiaduje z Czechami, więc jeśli doliczylibyśmy ruch z Czech, to byłoby jeszcze więcej. Ogólnie handel ma dla obszarów przygranicznych całkiem spore znaczenie, aczkolwiek nie aż tak duże jak przed pandemią.

I pewnie nie takie jak w latach dziewięćdziesiątych XX wieku?

Danych z tamtych lat nie mamy, ale to były zupełnie inne czasy. Wtedy ten handel był czasami nielegalny, np. sprzedaż papierosów do Niemiec, a teraz Niemcy mogą przyjechać i kupić, co chcą. Co ciekawe, na zachodniej granicy dalej ważnym towarem są papierosy. Główny Urząd Statystyczny (GUS) szacuje, że w 2024 r. obcokrajowcy wydali na zakup papierosów w Polsce 3,5 mld zł – z czego 2,8 mld zł to podatki, które zasiliły budżet państwa. A przecież kupują oni też inne wyroby akcyzowe jak alkohol i paliwa.

Jak już wspomniałem, na turystykę zakupową mocno wpłynęła pandemia i towarzyszące jej ograniczenia w przemieszczaniu się. Po pandemii handel przygraniczny już nie wrócił do takiego poziomu jak w 2019 r. Wynika to też z wojny na Ukrainie, której efektem jest zamknięcie ruchu na granicy z Rosją i Białorusią, ale nawet jeśli pominąć ten fakt, to znaczenie i tak jest mniejsze, niż było.

Skoro mówimy o papierosach, to kontynuując ten wątek – jakie towary dominują w handlu przygranicznym?

Tu ujawnia się problem z zestawieniami GUS-u. GUS dzieli wydatki na cztery kategorie. Pierwsza to żywność i napoje bezalkoholowe. Druga to wyroby tytoniowe i napoje alkoholowe. I tu można jeszcze znaleźć dane z rozbiciem osobno na papierosy i alkohol. Trzecia kategoria to towary nieżywnościowe, w której mieści się wszystko inne, np. meble, paliwo, narzędzia itd. Wreszcie czwarta to usługi. Największe znaczenie mają towary nieżywnościowe. To jest bardzo szeroka kategoria i tak naprawdę nie wiemy, na które z nich obcokrajowcy wydają najwięcej. Jesteśmy trochę skazani na informacje z różnych mediów, które piszą na temat tego, co przyjeżdżają kupować ludzie z zagranicy. Struktura tych zakupów się zresztą zmienia. W zależności od kursu walutowego, konkretnej sytuacji, pewne towary mogą nabierać znaczenia w wymianie przygranicznej, a inne je tracić.

Na pewno, zwłaszcza przy granicy zachodniej, spory udział w wydatkach na towary nieżywnościowe mają paliwa. Widać to w relacjach z tamtejszych przygranicznych gmin, gdzie wciąż powstają nowe stacje paliw. Niemcy przyjeżdżają tankować swe auta, co wynika z tego, że mamy paliwo o kilkanaście do dwudziestu proc. tańsze niż w Niemczech. Wynika to z tego, że mamy niższą akcyzę, bo cena paliw bez podatków jest wyższa w Polsce niż w Niemczech.

Reklama
Reklama

W przypadku usług, jak wskazuje GUS, dominują noclegi i wyżywienie.

Czy uprawnione jest stwierdzenie, że handel przygraniczny daje Polsce dodatkowy impuls rozwojowy?

Na pewno daje, bo to dodatkowe możliwości dla regionów przygranicznych i dodatkowe wpływy do budżetu. Wspomniałem o papierosach, bo one są najbardziej znaczącym przykładem. Nie tylko GUS przedstawia szacunki na temat papierosów legalnie kupowanych w Polsce i wywożonych za granicę. Raporty na ten temat przygotowuje też KPMG. Według KPMG ponad 17 proc. papierosów sprzedanych detalicznie w Polsce trafia za granicę. To się przekłada na dodatkowe dochody państwa z akcyzy, co pozwala na zmniejszenie deficytu.

Mówił Pan, że po pandemii znaczenie handlu przygranicznego jest mniejsze niż kiedyś. A jak zmienia się struktura wydatków cudzoziemców w Polsce?

Rośnie udział usług. W stosunku do PKB usługi są jedyną kategorią, która nie traci na znaczeniu. To są wydatki m.in. noclegi i wyżywienie, a więc jest to impuls dla rozwoju turystyki, hotelarstwa, gastronomii.

Pewnie na wznoszącej są też usługi medyczne, a nasi sąsiedzi, i nie tylko, przybywają do Polski w ramach turystyki medycznej?

Turystyka medyczna na pewno jest jednym z takich potencjalnie obiecujących obszarów. Jest to też obszar nie do końca zbadany. Istnieją jednak szacunki, że w 2021 r. cudzoziemcy wydali na nią w Polsce 700 mln zł.

Spora kwota.

Co istotne, jest to szybko rosnący rynek na całym świecie. Są kraje, które przyciągają osoby na różne, konkretne zabiegi. Na przykład Turcja słynie z przeszczepów włosów.

Pewnie w przypadku turystyki medycznej z Niemiec wiąże się to ze starzeniem się tamtejszego społeczeństwa?

W ogóle europejskie społeczeństwo się starzeje, w tym niemieckie. W puli tych turystów na pewno są Niemcy, ale jest to też turystyka medyczna z różnych innych krajów, bo też przybywają oni do nas samolotem. Przylatywać z daleka i robić zakupy przy granicy za kilkaset złotych się nie opłaca. W przypadku turystyki medycznej może to wyglądać zupełnie inaczej. Można w ten sposób przyciągać cudzoziemców z innych krajów, nie tylko z państw ościennych, nie tylko z Niemiec, ale też z innych krajów Unii Europejskiej. Prywatne kliniki są na wysokim poziomie. Tutaj potencjalnie Polska może, przez to, że ma tańsze usługi medyczne, konkurować poziomem cen, przy usługach nieodbiegających jakościowo od świadczonych w innych krajach.

Reklama
Reklama

A jakie są zagrożenia, bariery dla handlu przygranicznego?

Na pewno sporym utrudnieniem jest to, że mamy kontrole graniczne na wewnętrznej granicy Unii Europejskiej – z Niemcami i Litwą. To wydłuża czas, jaki trzeba poświęcić na zakupy, przez co maleje opłacalność takich wyjazdów.

Ponadto stopniowo obserwujemy też konwergencję poziomu cen w Polsce do poziomu unijnego. Przez ostatnie 10 lat poziom cen w Polsce dosyć szybko rósł względem średniej unijnej.

Biorąc pod uwagę to, że w zakupach cudzoziemców duże znaczenie mają towary akcyzowe, konieczna jest przewidywalna i rozsądna polityka akcyzowa.

Pomocna mogłaby być też demonopolizacja rynku paliw. Jak już wspomniałem, mamy w Polsce paliwo tańsze niż w Niemczech, ale wynika to z faktu, że mamy niższe podatki, bo cena paliwa bez podatku w Polsce jest wyższa.

Barierą jest oczywiście zakaz handlu w niedziele. Cudzoziemcy, żeby zrobić zakupy w Polsce, muszą pokonać nawet kilkadziesiąt kilometrów. Taka podróż jest wygodniejsza do odbycia w weekendy, a przez zakaz handlu w niedziele liczba dni weekendowych, w których można zrobić zakupy, spadła o połowę.

Szkodliwe są też próby ograniczania sprzedaży alkoholu, zarówno w zakresie punktów sprzedaży, jak i godzin sprzedaży.

Reklama
Reklama

A czy w kontekście wspomnianej konwergencji cen potencjalne przyjęcie euro przez nasz kraj, do czego oczywiście wciąż daleko, też mogłoby być przeszkodą dla handlu?

Nie sądzę. Na pewno fakt posiadania przez Polskę własnej waluty może być z perspektywy sprzedawców na terenach przygranicznych atutem, gdy złotówka się osłabia, bo wtedy ceny dla cudzoziemców stają się niższe, ale jest też problemem, gdy złotówka się umacnia, bo wtedy ceny są wyższe. Na pewno jednak przyjęcie przez Polskę euro nie oznaczałoby wzrostu poziomu cen. Np. od 2009 r., gdy Słowacja przyjęła euro, skumulowana inflacja wyższa była w Polsce niż u naszych południowych sąsiadów.

Mimo to wiele osób straszy, że przyjęcie euro mogłoby doprowadzić do wielkich podwyżek cen.

Statystyki tego nie potwierdzają. Gdzieś tam zdarzały się jednorazowe, anegdotyczne wręcz przykłady tych podwyżek, ale gdy badany jest ogólny poziom cen, to tego nie widać.

Na koniec pytanie retoryczne – Polska powinna wspierać handel przygraniczny?

Uważam, że polski rząd powinien nie tyle go wspierać, ile nie utrudniać. To ważny element gospodarki lokalnej i istotne źródło dochodów budżetowych. Rząd nie powinien więc przeszkadzać. Ale nie powinien też handlu przygranicznego faworyzować. Polityka wobec handlu przygranicznego powinna być taka sama jak wobec wszystkich podmiotów prowadzących w Polsce działalność gospodarczą.

Czyli jaką?

Chodzi np. o przewidywalną politykę podatkową – w przypadku handlu przygranicznego chodzi w szczególności o podatek akcyzowy, ale problem jest o wiele szerszy i dotyczy całego systemu podatkowego. Nie należy też wprowadzać niepotrzebnych, utrudniających funkcjonowanie sprzedawcom regulacji – ale to też dotyczy całego kraju, a nie tylko regionów przygranicznych. A jeśli chodzi o aktywne działania, to powinny one skupiać się na identyfikowaniu i eliminowaniu barier. W przypadku szeroko rozumianej turystyki zakupowej takim obszarem mogą być usługi medyczne, o których wspominałem.

Eksport
Jak o rynki eksportowe dla żywności walczą inne państwa?
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Eksport
Arabia Saudyjska to priorytetowy rynek dla polskiego eksportu
Eksport
Eksport żywności do Chin będzie prostszy
Eksport
Arabia Saudyjska - to nie jest kraj dla wilków stepowych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama