Reklama
Rozwiń
Reklama

iŚwiat wyznawców jabłek

Każdy kolejny gadżet zapowiadany przez amerykańskiego Apple’a jest od razu wyczekiwany na całym świecie. Pokazanie się z iPodem czy iPhonem to i moda, i lans

Publikacja: 09.04.2010 02:04

iŚwiat wyznawców jabłek

Foto: AFP

– Dajcie tu jakąś muzyczkę – krzyknęła wysoka, szczupła studentka, gdy w nocy z piątku na sobotę wraz z grupą czarnoskórych koleżanek wsiadła do metra przy George Washington University. Wyciągnęła z dżinsów iPhone’a i po chwili przy muzyce Lady Gagi dziewczyny zawładnęły dużą częścią wagonika.

Kilkanaście lat temu, wyginając śmiało ciało przy rytmach MC Hammera, Krissa Krossa czy Run DMC, liderka roztańczonej grupki byłaby pewnie jeszcze chudsza. W piątkową noc taszczyłaby bowiem na ramieniu wielki radiomagnetofon. Steve Jobs zafundował jednak rewolucję nie tylko młodszej lub starszej młodzieży, ale też branży technologiczno-rozrywkowej i Wall Street.

[srodtytul]Droga do dominacji[/srodtytul]

Historia producenta słynnych „jabłek” zaczyna się, gdy Steve Jobs i Steve Wozniak w drugiej połowie lat 70. zakładają firmę Apple. Początkowo trzecim udziałowcem był jeszcze Ronald Wayne, ale za 800 dol. odsprzedał swoje udziały w firmie.

Na dobre na rynek Apple wszedł w 1984 r. z komputerem Macintosh. Debiut wielkiego szarego pudła z rewolucyjnym wówczas czytnikiem dyskietek wspierała nawiązująca do Orwella reklama „1984”. Po sporze o to, kto ma rządzić spółką, Jobs odszedł i stworzył własną firmę NeXT Computer. W 1996 r. Apple kupił NeXT i Jobs wrócił na pokład „jabłka”. Zwycięsko wychodząc z zamieszania w zarządzie, został prezesem i zaczął tworzyć produkty, które zrewolucjonizowały sektor technologiczny.

Reklama
Reklama

Dwa lata później Apple wypuszcza na rynek komputer iMac. Dostępny w najróżniejszych kolorach i dopracowany w najdrobniejszych detalach zredefiniował sposób patrzenia na komputerowy design. Trzy lata później rewolucję na rynku muzycznym wywołuje premiera iPoda, który szybko zyskuje miano najlepiej sprzedającego się odtwarzacza muzyki na świecie.

2007 rok. Apple szturmem wchodzi na rynek smartphonów. Świetna akcja marketingowa sprawiła, że ludzie stali przed salonami Apple’a przez kilka dni, żeby znaleźć się w gronie pierwszych posiadaczy takich telefonów. Pozwoliła też ugruntować reputację Apple’a jako firmy produkującej najfajniejsze i najbardziej zaawansowane technologicznie produkty, co pomogło w podniesieniu sprzedaży komputerów z jabłkiem. Kolejne wersje iPhone’a sprawiły, że Steve Jobs zaczął rozdawać karty w branży. W 2009 r. sama tylko sprzedaż telefonów przyniosła firmie ok. 20 mld dol.

[srodtytul]Nowe medium czy iPod na sterydach[/srodtytul]

Spore oczekiwania, chociaż nieporównywalnie mniejsze zyski, wiążą się również z premierą iPada, który w sklepach w USA pojawił się w minioną sobotę. Analitycy szacują, że powinien on przynieść Apple’owi ok. 2,5 mld dol. Te prognozy mogą się jednak okazać zbyt konserwatywne. Tylko pierwszego dnia sprzedaży do klientów trafiło ponad 300 tys. egzemplarzy urządzeń nazywanych przez sympatyków „zabójcami laptopów”. I chociaż krytycy kpią, że iPad jest po prostu większym iPhonem lub „iPodem touch na sterydach”, to według firmy badawczej iSuppli do końca roku Apple może sprzedać nawet 7 mln sztuk nowego gadżetu.

Z nadzieją na iPada patrzą też wydawcy gazet i książek na całym świecie. Wprawdzie już teraz większość najpoważniejszych tytułów ma specjalne wersje na iPhone’a, ale to właśnie nowe urządzenie Apple’a z 9,7-calowym ekranem ma przynieść długo oczekiwane wybawienie dla borykającej się z ciągłymi spadkami sprzedaży branży wydawniczej. Elektroniczne wydania skrojone specjalnie na iPada mają już „Time”, „New York Times” czy „The Wall Street Journal”, a wkrótce dołączą do nich brytyjski „Financial Times”, francuski „Le Monde” czy włoski „Corriere della Sera”.

[srodtytul]Mekka technomaniaków [/srodtytul]

Reklama
Reklama

Gdyby w sobotę, w dniu premiery iPada, przed słynnym przeszklonym wejściem do salonu Apple’a na nowojorskiej Piątej Alei zjawili się specjaliści od uzależnień, mieliby pełne ręce roboty.

– Wiem, wiem. Jestem jabłkoholikiem – przyznaje „Rz” Constantin, około 30-letni Szwajcar mieszkający w Nowym Jorku. –Wystarczy jednak, że Steve Jobs powie: to i to warto mieć, a ja zaraz biegnę do sklepu. Wiem, że to brzmi jak szaleństwo, ale Jobs praktycznie przejął kontrolę nad moim życiem. Jeśli zacznie produkować krzesła, biurka lub toalety, to też tu po to przyjdę – dodaje. I podkreśla, że tylko dzięki firmie Apple naprawdę czuje, że żyje w XXI wieku.

Szaleniec? Po prostu geek. A może istnieje już iKult lub specyficzna iKultura? – Oczywiście, że tak. I ja czuję się jej częścią. Śledzę rozwój Apple’a od połowy lat 90., gdy Jobs wrócił do tej firmy, i mam prawie wszystko, co od tego czasu wyprodukowali. To magiczna firma produkująca najlepsze produkty na świecie. Nie ma co o tym nawet dyskutować – opowiada z iskrami w oczach Dean Vassallo z Long Island. – iPad będzie zaś naprawdę przełomowy. Właśnie dlatego nie pojechałem po niego do najbliższego sklepu, ale tutaj, do mekki Apple’a. Oczywiście wrócę tu też za miesiąc, gdy na rynek wejdzie iPad z 3G – dodaje Vassallo, podkreślając, że żadna inna firma z żadnej innej branży nie ma tak wiernych wyznawców.

Jak wyjaśniają sami fani iMaca, iPhone’a czy iPada, dzielą się oni na dwie główne grupy. Pierwsza to osoby, które uważają, że produkty z jabłkiem pozwalają po prostu na najłatwiejszą obsługę komputera. Druga to profesjonaliści, którzy chwalą zalety systemu operacyjnego Mac OS i tworzą aplikacje na produkowane przez tę firmę urządzenia.

– Przyleciałem tylko po to, żeby kupić iPada. Jest mi potrzebny do tworzenia aplikacji. W AppStore jest już dostępnych 11 moich programów, w tym dwa zaprojektowane specjalnie na iPada – opowiada mi Florian Brunbauer, Austriak, który w tym roku uczy się w Kalifornii w ramach szkolnej wymiany. Ma już m.in. 17-calowego laptopa MacBookPro i iPhone’a. Do tego czapka, T-shirt i kurtka z wiadomym znaczkiem. Firmowych ubrań nie można jednak kupić w salonach Apple’a. Skąd je wziął? – Są dostępne tylko w jednym miejscu na świecie, w siedzibie Apple’a w Cupertino. A ponieważ jestem ich wielkim fanem, to pojechałem tam i kupiłem sobie trochę rzeczy – wyjaśnia 17-letni Florian.

Najmłodsi fani firmy Apple, jakich spotkałem podczas nowojorskiej premiery, to ubrany w żółtą kamizelkę czteroletni Gregory i jego trzyletni brat Glen. Siedząc na pufach, bawili się komputerami tak, jakby najpierw poznali iMaca, a dopiero potem zaczęli chodzić. – Obaj mają iToucha. Bawią się nimi, od kiedy młodszy miał roczek, a starszy dwa latka – opowiada pochodząca z Hongkongu, ale mieszkająca na stałe w Londynie mama chłopaków Maggie Ko. – Jest ogromnie dużo gier dla przedszkolaków, które świetnie stymulują ich rozwój intelektualny. Są w nich naprawdę nieźli i na pewno lepsi ode mnie – śmieje się trzydziestoparoletnia Maggie. Nie ma też wątpliwości, że na świecie rośnie właśnie pokolenie Apple’a. Wielkim fanem produktów tej firmy jest też jej mąż. Ma on już iPhone’a i właśnie kupił iPada, który całej rodzinie ma służyć m.in. do gry w scrabble. Oboje mają też laptopy MacBookPro. – Ten sprzęt jest po prostu sexy. A do tego funkcjonalny i banalny w obsłudze – dodaje Ryan Ko, który podobnie jak wiele osób tutaj czuje się członkiem iKultury.

Reklama
Reklama

Nie trzeba jednak przychodzić do salonu Apple’a, by rozpoznać fanów firmy. Najprostszym na to sposobem są charakterystyczne białe słuchawki dołączone do iPhone’a czy iPoda. – Ludzie widzą je dookoła i w końcu sami też kupują coś od Apple’a. Im więcej ludzi je ma, tym więcej chce je mieć. To samonapędzająca się machina – przekonują mnie wyznawcy produktów z jabłkiem.

[srodtytul]Wyścig z Microsoftem[/srodtytul]

Coś w tym musi być, skoro w ciągu dziesięciu lat wartość firmy Apple wzrosła ponaddziesięciokrotnie. Dziś szacuje się ją na 218 mld dol., a suma ta wciąż rośnie.

Niektórzy analitycy spodziewają się już, że jabłuszka w połowie roku mogą wyprzedzić Microsoft, który jest dziś wart ok. 257 mld dol. Jedna akcja Apple’a, która na początku XXI wieku była warta ok. 10 dol., teraz kosztuje już 240 dol.

Co obecnie ma na warsztacie Jobs? Według „The Wall Street Journal” Apple pracuje teraz nad nowym iPhonem, którego debiut zaplanowany jest na tegoroczne lato. W ten sposób firma będzie kontynuować tradycję wprowadzenia odświeżonej wersji mniej więcej co rok w tym samym czasie. Nowy model ma być cieńszy i mieć szybszy procesor.

Reklama
Reklama

Jak zauważa dziennik, w ubiegłym roku sprzedaż iPhone’ów wzrosła na całym świecie o 83 proc., do 25,1 mln sztuk. Firma Steve’a Jobsa zostawiła więc daleko w tyle konkurencję – sprzedaż wszystkich smartphonów w tym samym czasie wzrosła bowiem zaledwie o 20 – 25 proc.

Analitycy rynku zauważają jednak, że prędzej czy później możliwości utrzymania tak wysokiej dynamiki wzrostu w ramach tych samych operatorów komórkowych się wyczerpią i firma będzie musiała znaleźć nowych partnerów. W Stanach Zjednoczonych na razie wyłączność na sprzedaż ma operator AT&T, który tylko w ostatnim kwartale ubiegłego roku aktywował 3,1 mln nowych iPhone’ów. Inżynierowie z jabłkiem w klapie pracują już jednak nad specjalną wersją telefonu dla firmy Verizon, która z ponad 91 milionami abonentów stanowi dla Apple’a łakomy kąsek.

Analitycy komputerowi spekulują też, że już w przyszłym roku powinniśmy zobaczyć nową wersję iPada. Być może inżynierowie z Apple’a udoskonalą urządzenie uwzględniając głosy części technomaniaków niezadowolonych z braku portu USB, obsługi kart pamięci czy kamerki internetowej. Może to na firmie Jobsa wymusić również zapowiadana na czerwiec premiera tabletu HP Slate, który ma mieć właśnie te wszystkie brakujące w iPadzie elementy.

Gdy skończy się popyt ze strony szalonych geeków i wiernych wyznawców firmy, Apple może być też zmuszony obniżyć cenę. Nie będzie to jednak wielka obniżka, bo żeby utrzymać opinię produktu prestiżowego, jabłuszka muszą się szanować.

[i]Korespondencja z Nowego Jorku[/i]

Reklama
Reklama

[ramka]iPad alternatywą dla papieru

Polską prasę już można czytać na iPadzie. Aplikację do czytania cyfrowych gazet wydawanych na naszym rynku na tym urządzeniu mogło pobrać tylko jednego dnia 200 osób

Zajmująca się sprzedażą e-wydań gazet spółka E-gazety (należąca do Presspubliki) udostępnia aplikację umożliwiającą czytanie ponad 300 gazet i czasopism (w tym "Rzeczpospolitej") na wprowadzonym na rynek w sobotę elektronicznym czytniku Apple’a iPad.

Bezpłatna aplikacja jest do ściągnięcia w AppStore od początku kwietnia. Piotr Żychliński, prezes E-gazet, wierzy, że upowszechnienie iPada może spowodować, że w przyszłym roku większość gazet sprzedawanych przez E-gazety będzie czytana przez użytkowników sprzętu firmy Apple. (ele) [/ramka]

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama