Reklama
Rozwiń
Reklama

Słabszy jen kolejnym motorem hossy

Interwencja światowych potęg gospodarczych, aby zahamować aprecjację jena, zwiększa jego atrakcyjność jako waluty wykorzystywanej do finansowania inwestycji w ryzykowne aktywa. To może się stać kolejnym motorem wzrostu ich cen, tak jak latem ub.r. ilościowe łagodzenie polityki pieniężnej w USA – twierdzą analitycy

Aktualizacja: 28.03.2011 14:48 Publikacja: 28.03.2011 14:41

Słabszy jen kolejnym motorem hossy

Foto: Bloomberg

W połowie marca banki centralne państw G7 podjęły skoordynowane działania na rzecz osłabienia japońskiej waluty. Udało im się zbić jej kurs wobec dolara do poziomu sprzed trzęsienia ziemi i fali tsunami, która 11 marca spustoszyła północno-wschodnie wybrzeże Honsiu. Po tym kataklizmie jen w ciągu kilku dni umocnił się wobec dolara o ponad 5 proc. W pewnym momencie za dolara można było kupić niespełna 77 jenów, najmniej w powojennej historii. Obecnie dolar kosztuje około 82 jeny.

- Inwestorzy powinni zapomnieć o sile jena – uważa Mansoor Mohi-uddin, strateg walutowy z banku UBS. Według niego, kurs jen nie będzie się umacniał nie tylko dlatego, że nie pozwoli na to G7, ale także ze względu na luźną politykę pieniężną Banku Japonii, który do podnoszenia stóp procentowych przystąpi jako ostatni z głównych banków centralnych.

Jeśli inwestorzy uwierzą w ten scenariusz, jen może powrócić do łask jako waluta finansująca transakcje typu carry trade. W szerokim rozumieniu polegają one na pożyczaniu kapitału w kraju, gdzie stopy procentowe są niskie a walucie nie grozi aprecjacja i lokowaniu go w ryzykowne aktywa za granicą.

Transakcje carry trade z wykorzystaniem jena były popularne przed wybuchem kryzysu finansowego, który spowodował wzrost awersji inwestorów do ryzyka. Wycofywanie się przez nich z tych transakcji przyczyniło się do tego, że od upadku banku Lehman Brothers 15 września 2008 r. japońska waluta wobec amerykańskiej o 30 proc.

- Nadchodzi kolejna fala płynności na rynkach finansowych, tym razem pochodząca z Japonii. Ta płynność nie pozostanie na rodzimym rynku i podbije ceny aktywów gdzie indziej – ocenił na łamach „Financial Times" Hans Redeker z banku BNP Paribas.

Reklama
Reklama

Jak przypomniał, ostatnia gwałtowna zwyżka cen aktywów, klasyfikowanych jako ryzykowne (akcje, surowce, waluty państw wschodzących) rozpoczęła się latem ub.r., gdy Rezerwa Federalna przygotowywała się do drugiej rundy ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej (QE), czyli skupu obligacji skarbowych.

- Tym razem to jen będzie finansował pęd ku światowym aktywom. My agresywnie kupujemy aktywa ryzykowne i spodziewamy się deprecjacji jena – mówi Redeker.

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama