W ostatnich dniach z udzielania kredytów hipotecznych w euro wycofał się PKO BP, a od początku stycznia zrobi to także Kredyt Bank.
– Bank podjął tę decyzję w związku z utrzymującą się niepewnością na rynkach finansowych oraz towarzyszącymi jej znacznymi wahaniami kursu tej waluty, co przekłada się na rosnące koszty finansowania akcji kredytowej w euro – tłumaczy Agnieszka Nachyła z departamentu marketingu kredytów hipotecznych Kredyt Banku. Dodaje, że klienci, którzy obecnie rozważają ofertę kredytu hipotecznego w euro i złożą w banku kompletny wniosek kredytowy do końca roku, będą mogli go uzyskać.
Podobnie swoje decyzje o rezygnacji z udzielania pożyczek w euro uzasadniają inne banki.
Taniej, ale ryzykownie
– Sytuacja rynkowa, z którą mamy do czynienia obecnie, wskazuje na wysokie ryzyko finansowania walutowego, zarówno dla banku, jak i dla konsumenta. Zdecydowanie bezpieczniejsze są te kredyty, które spłaca się w walucie, w jakiej się zarabia – tłumaczy Mariusz Dymowski, dyrektor departamentu finansowania klientów indywidualnych PKO BP. Deutsche Bank PBC, który jako jeden z kilku na rynku nadal oferuje kredyty w euro, wkrótce zaostrzy jednak kryteria ich udzielania.
– Z uwagi na obecną sytuację na rynku wymiany walut oraz zgodnie z realizacją rozpoczętej w ubiegłym roku strategii zwiększania udziału kredytów złotowych w portfelu hipotecznym na początku roku wprowadzimy częściowe ograniczenie dostępności tych kredytów w euro – zapowiada Sabina Salamon z DB PBC.
Z kolei mBank i MultiBank zdecydowały, że będą sprzedawać te kredyty tylko we własnej sieci, rezygnując z oferowania ich przez pośredników. W przypadku Kredyt Banku, podobnie jak mBanku i Multibanku, kredyty w euro stanowiły około 50 proc. nowo udzielanych, natomiast w PKO BP ten udział był zdecydowanie mniejszy i nie przekraczał 10 proc.
– Kredyty w euro są niżej oprocentowane niż te w złotych. Różnica w racie nowo zaciąganego kredytu na kwotę 300 tys. wynosi średnio około 400 złotych miesięcznie na korzyść kredytu w tej walucie – wylicza Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.
Jednocześnie kredytobiorca bierze na siebie ryzyko walutowe, które po wybuchu kryzysu finansowego, wraz z osłabieniem złotego, odczuły tysiące osób zadłużonych we frankach szwajcarskich i euro. W zasadzie wszystkie banki wycofały już z oferty kredyty w szwajcarskiej walucie. Ma je tylko Nordea Bank, ale udziela ich na bardzo wyśrubowanych warunkach – minimalny dochód wynosi 15 tys. zł.
Nowa rekomendacja
Od przyszłego roku zmieniają się zasady udzielania kredytów hipotecznych, także złotowych. Zgodnie z zaleceniami Komisji Nadzoru Finansowego banki będą liczyć zdolność kredytową klientów maksymalnie na 25 lat, nawet jeśli kredyt będzie zaciągany na dłużej.
Krótszy okres spłaty to wyższa rata, a na comiesięczne spłaty można przeznaczyć nie więcej niż połowę dochodów (w przypadku osób zarabiających nie więcej niż średnia krajowa) i 65 proc. dla uzyskujących wyższy dochód. Takie limity wprowadziła już wcześniej wydana przez KNF rekomendacja T.
Zalecenia, które wchodzą w życie od stycznia, wprowadzają dodatkowy limit dla kredytów walutowych, bo miesięczna rata nie będzie mogła przekroczyć 42 proc. dochodów. Jak wskazują statystyki, blisko 2/3 kredytów hipotecznych to zobowiązania na 25 lat i więcej.
Z ostatnich danych Związku Banków Polskich wynika, że w portfelu nowych kredytów udzielanych w III kw. 2011 r. 78,4 proc. wartości stanowiły pożyczki w złotych. W tym czasie odnotowano minimalny spadek udziału kredytów denominowanych w euro (11,8 proc. w porównaniu z 14,1 proc. w poprzednim kwartale) oraz wzrostu w CHF – do 9,8 proc. w porównaniu z 7,5 proc. w poprzednim kwartale. Całkowite zadłużenie Polaków z tytułu kredytów mieszkaniowych przekroczyło 312 mld zł.