Reklama

Prof. Zbigniew Lewicki: Grenlandia? USA nie chodzi o bogactwa naturalne ani zdobycz terytorialną

– W sprawie Grenlandii Europa powinna zachować wstrzemięźliwość. Bo po co wkładać palce między drzwi? – mówi prof. Zbigniew Lewicki, amerykanista, przypominając, że Stany Zjednoczone wielokrotnie kupowały terytoria, niegdyś również od Danii.

Aktualizacja: 18.01.2026 11:09 Publikacja: 18.01.2026 10:00

Donald Trump

Donald Trump

Foto: Reuters/Nathan Howard

„Rzeczpospolita”: O co chodzi Donaldowi Trumpowi? 

Prof. Zbigniew Lewicki: O kwestię bezpieczeństwa narodowego, rozumianą w ten sposób, że jeśli Grenlandia nie będzie – mniejsza o formę – pod kontrolą Stanów Zjednoczonych, to albo Chiny, albo Rosja, albo oba te państwa będą mogły wykorzystać Grenlandię, a przynajmniej obszar nad Grenlandią, w celu wykonywania ataków rakietowych czy lotów na terytorium Stanów Zjednoczonych. Grenlandia jest w tej chwili słabo broniona pod tym kątem. Nie ma tam jeszcze ani Rosjan, ani Chińczyków, ale wiemy, że pojawiają się u wybrzeży tej wyspy i mają pomysł – jedni czy drudzy, a może wspólnie, tego nie wiemy – na to, by ten teren uznać za najbardziej dogodny do ataku, a przynajmniej do groźby ataku na terytorium Stanów Zjednoczonych. Alaska nie wchodzi w rachubę, ale Grenlandia ciągle jest – nie powiem, że „słabym podbrzuszem”, bo to za bardzo na północ – ale terytorium, które może być w takiej czy innej formie zaanektowane przez wojska wrogie Stanom Zjednoczonym.

Czytaj więcej

Donald Trump chce Grenlandii. Jak UE i NATO mogą powstrzymać prezydenta USA?

O tym Donald Trump zresztą mówił, że chodzi mu o kontrolę nad Grenlandią, żeby ta nie stała się łupem Rosji albo Chin. 

Pojawiają się głosy, które są w zasadzie śmieszne, że chodzi o jakieś nadzwyczajne bogactwa naturalne. Może są, ale są w tej chwili niedostępne. To jest taki oklepany argument: jak te, że jeśli Wenezuela, to na pewno ropa, chociaż Stany Zjednoczone mają więcej ropy niż potrzebują i ją eksportują. Wszędzie są bogactwa naturalne, ale trzeba umieć do nich dotrzeć. Po drugie, musi być taka potrzeba i fundusze. Nic nie wiadomo na ten temat, by akurat to był główny argument, który powoduje takie a nie inne zachowanie Białego Domu. 

Surowce na Grenlandii

Surowce na Grenlandii

Foto: Infografika PAP

Kreml, ustami Dmitrija Pieskowa już stwierdził, że uważa Grenlandię za terytorium Danii, Chiny z kolei - że ustępstwa Europy wobec Trumpa byłyby katastrofalne w skutkach. 

Tego typu komunikaty Pieskowa – wiemy, co o nim myśleć – czy też Chin wyraźnie wskazują na to, że te państwa są zaniepokojone tą możliwością. Że tego typu interwencja amerykańska uniemożliwia im, czy utrudnia, zrealizowanie własnych planów. Bo niby co Chinom do układów europejsko-amerykańskich, albo co Moskwie do tego? Gdyby to był neutralny obszar, to nie byłoby komentarzy na ten temat. To klasyczny przykład „uderz w stół, a nożyce się odezwą”, to wyraźnie widać. Natomiast trudno powiedzieć, w jaką stronę poszłaby Grenlandia, gdyby była całkiem samodzielna. W tej chwili nie jest, gdyż jest w pewnej formie podporządkowana Danii. Dania to kraj sympatyczny, ale niewielki i niezbyt mocny. Więc ani Dania, ani tym bardziej Grenlandia samodzielnie nie mogą stanowić zapory dla ewentualnych pomysłów czy to Moskwy, czy Pekinu. Proszę pamiętać, co Chiny wyczyniają na Morzu Południowochińskim, gdzie pięć czy sześć innych państw uważa, że to jest także ich akwen, a Chiny odpowiadają, że „on jest nasz”, budują sztuczne wyspy i ogłaszają prawie całe Morze Południowochińskie wodami terytorialnymi. Skoro one mogą tam sobie na to pozwolić wobec takich państw jak Korea, jak Filipiny a także Japonia, to co dopiero wobec właściwie niebronionej Grenlandii? Ani Dania, ani Grenlandia, ani tych kilkunastu żołnierzy europejskich, którzy tam się dzielnie wybierają, nie byliby w stanie obronić wyspy, gdyby Rosja czy Chiny zaatakowały. A dopóki Stany Zjednoczone nie mają nad Grenlandią żadnego formalnego nadzoru – bo o tej jednej bazie nie wspomnę – to nawet nie mogłyby przyjść z pomocą w razie czego, bo na jakiej podstawie? 

Reklama
Reklama

Grenlandia nie przedstawia żadnej praktycznie wartości gospodarczej, ale przedstawia wartość topograficzną

Prof. Zbigniew Lewicki, amerykanista

Czytaj więcej

Putin tłumaczy zakusy Trumpa. "Mają długie korzenie historyczne"

A jak na te pogróżki Donalda Trumpa powinno zareagować NATO? Dotąd nie było podobnej sytuacji w ramach Sojuszu...

Ależ oczywiście, że były. A Turcja i Grecja w kontekście Cypru? Przecież tam prawie doszło do wojny, spór był dużo bardziej zaogniony, może w tej chwili trochę się uspokoił, ale nie do końca, a więc – nie, przynależność do tego samego sojuszu nie wykluczała do tej pory konfliktów dwustronnych. Nie nazwałbym też słów Donalda Trumpa pogróżkami, to są zapowiedzi. Trump ma taki zwyczaj, że zapowiada, co chce zrobić. To dość rzadkie w polityce, bo na ogół politycy chwalą się osiągnięciami, a nie zapowiadają działania, bo wtedy się ich z tego rozlicza. A Trump mimo to zapowiada. Szczerze mówiąc, ogromna większość państw, członków NATO, przyjęła politykę, którą skądinąd znamy, że najlepszym rozwiązaniem jest niezabieranie głosu. Wykorzystanie sytuacji, ale niezabieranie głosu, nieopowiadanie się ani po stronie Stanów Zjednoczonych, ani po stronie Danii – niech tę kwestię rozstrzygną między sobą. To nie jest sytuacja, która zagraża Sojuszowi, to nie jest kwestia, która zagraża bezpieczeństwu innych państw, to jest po prostu zapowiadany ruch amerykański. Zapowiadany z uzasadnieniem. Nie chodzi o zdobycz terytorialną, ale o niedopuszczenie do tego, by położona w bliskim sąsiedztwie Stanów Zjednoczonych wielka wyspa przeszła pod kontrolę wrogiego państwa. Co by się stało, gdyby nagle na Grenlandii pojawiły się wojska rosyjskie? Wyobraźmy sobie taką sytuację, to jest do wyobrażenia. I co wtedy? Wyrażamy głęboki żal z tego powodu, głębokie zaniepokojenie. Kto wtedy powiedziałby Pekinowi czy Moskwie: nie możecie tego zrobić? To, że Stany Zjednoczone robią to wcześniej, znaczy, że są świadome zagrożenia. Grenlandia nie przedstawia żadnej praktycznie wartości gospodarczej, ale przedstawia wartość topograficzną. Swego czasu – to dalekie porównanie, wiem – Amerykanie wyraźnie mówili, że przyjmują Polskę do NATO nie dlatego, byśmy byli jakąś potęgą militarną w latach dziewięćdziesiątych, tylko dlatego, że nasze położenie geograficzne jest takie, że powinniśmy być w NATO, by Moskwa nie wzięła nas ponownie pod swoją kuratelę. Więc położenie geograficzne ma znaczenie. I w tym wypadku uzasadnia politykę amerykańską.

Czytaj więcej

Krzysztof Wojczal o strategii Donalda Trumpa wobec Grenlandii: Nieprzypadkowo temat wypłynął teraz

Czy Unia Europejska zachowa się tak jak NATO? Biorąc pod uwagę znaczenie USA dla bezpieczeństwa naszego kontynentu... 

Nie mamy interesu we wchodzeniu w kolejny konflikt z Waszyngtonem. Dania nie może powiedzieć oficjalnie, że nie zależy jej na Grenlandii. Ale pomijając ten fakt, myślę, że większość przywódców europejskich rozumie powody działań amerykańskich i uważa, że jest to zachowanie z punktu widzenia Waszyngtonu rozsądne i logiczne. Więc Europa, która jest właściwie tożsama z NATO z dokładnością do kilku państw, powinna zachować wstrzemięźliwość. Bo po co wkładać palce między drzwi? Suwerenność terytorialna Danii jako państwa nie jest i nie będzie zagrożona. Bycie w sojuszu nie oznacza, że należy pominąć własne bezpieczeństwo jako motyw postępowania, a Stany Zjednoczone postępują zgodnie z najlepiej przez siebie rozumianą kwestią bezpieczeństwa narodowego. 

Mapa ukazuje Grenlandię oraz bazy wojskowe USA i Rosji w rejonie koła podbiegunowego

Mapa ukazuje Grenlandię oraz bazy wojskowe USA i Rosji w rejonie koła podbiegunowego

Foto: PAP

Reklama
Reklama

Czy sprawę Grenlandii uda się załatwić na drodze dyplomatycznej? Donald Trump powołał specjalnego wysłannika, został nim gubernator Luizjany Jeff Landry, który powiedział, że prezydent USA „poważnie traktuje plan przejęcia kontroli nad wyspą, ale on sam wierzy, że można się dogadać”. 

Stany Zjednoczone kilkakrotnie w swojej historii powiększały swoje terytorium drogą „dealu”, jak w przypadku zakupu Luizjany, czy w konkluzji wojny z Hiszpanią zapłacenie temu krajowi wyrównania za przejęcie Guam, Filipin i Portoryko. Nie mówiąc już o Alasce. Zresztą od Danii też w drugiej dekadzie XX w. kupiono wyspy Duńskich Indii Zachodnich. Sam zakup terytorium nie jest dla Stanów Zjednoczonych niczym nadzwyczajnym i traktują to jako kolejną taką sytuację. Niektóre z tych zakupów dochodziły do realizacji, inne pozostawały w sferze oferty. Również z punktu widzenia Danii – bo, jak powtarzam, swego czasu sprzedała nieduże wyspy Stanom Zjednoczonym. To nie jest zagarnięcia terytorium przez wrogie państwo, to oferta zakupu – jak się nie uda z zakupem, to zobaczymy, co dalej – przez państwo zaprzyjaźnione z państwem, które ma w tej chwili prawo do dysponowania Grenlandią, co zresztą też można podać w wątpliwość. Te czasy, kiedy państwa kolonialne miały posiadłości, już minęły. 

Czytaj więcej

Ile warta jest Grenlandia? Gdyby Dania zdecydowała się na sprzedaż, byłyby kolosalne trudności z wyceną

Donald Trump użył tego argumentu, mówiąc, że „to, że Duńczycy wysłali tam pięćset lat temu jakąś łódź, nie znaczy, że ten ląd jest ich”. 

Tak się zakładało kolonie. Jeśli jakieś terytorium nie było zajęte przez kogoś innego, to taki czy inny odkrywca deklarował to terytorium jako własność swojego monarchy. Natomiast, nie oszukujmy się, Donald Trump nie cieszy się popularnością wśród europejskich polityków i oni wykorzystują każdą możliwość, także tę, by dokuczyć, podważyć, podać w wątpliwość politykę tego prezydenta. Nie odstąpią od tego, bo trafił się łakomy kąsek. Przecież nikt nie będzie się zastanawiał nad tym, dlaczego właściwie Dania mówi, że Grenlandia jest jej. Trumpowi tak mówić nie wolno. A Danii wolno? Malutki kraj, bez istotnych sił zbrojnych kolonizuje wielką wyspę. Nie ma nic nadzwyczajnego w postępowaniu Trumpa. 

Czytaj więcej

Po spotkaniu w Waszyngtonie. Czy Europa może obronić Grenlandię

Czy eskalowanie poczucia zagrożenia, straszenie wybuchem wojny to jest coś, co przystoi prezydentowi kraju, który dotąd był określany mianem „światowego policjanta”?

To dobre pytanie, tylko czy w ogóle jest sens je zadawać? Całkiem niedawno świat dwubiegunowy stał się światem jednobiegunowym. Wtedy prezydent George Bush senior ogłaszał „nowy porządek świata”, tylko nie potrafił tego zdefiniować i idea poszła w zapomnienie, ale to właśnie on wprowadził ten termin do języka polityki. Porządek świata ulega zmianom. Zamiana świata dwubiegunowego w jednobiegunowy, dodatkowe ambicje Chin, wielka wojna w centralnym punkcie Europy, pełnowymiarowa, ogromna wojna z wielką liczbą ofiar. To jest clou obecnej polityki, a nie kwestia Grenlandii. Byłoby najlepiej, gdyby tę sprawę pozostawić, przynajmniej na tym etapie rządom w Waszyngtonie, Kopenhadze i Nuuk. Niech tę sprawę rozstrzygną między sobą. Nie sądzę, by doszło do jakichś działań militarnych. Może to kwestia zakupu, może formuły, w jaki sposób miałoby się to stać – czy własności czy jakichś specjalnych uprawnień. Myślę, że nie ma po co wysyłać tam kilkunastu europejskich żołnierzy z kilku państw europejskich. Zresztą Europa, która nie była w stanie wypracować wspólnej strategii militarnej ani stworzyć prawdziwych wspólnych wojsk poza samym dowództwem, nagle udaje, że jest w stanie w solidarny sposób opowiedzieć się po stronie jednego z członków NATO. Jest wiele innych pól, na których solidarność państw europejskich powinna się była objawić.

Strategiczna Arktyka

Strategiczna Arktyka

Foto: Infografika PAP

Dyplomacja
Radosław Sikorski mówi o możliwości otwarcia polskiego konsulatu na Grenlandii
Dyplomacja
Dania otrzymała wsparcie od parlamentarzystów z USA. „Zwycięży zdrowy rozsądek”
Dyplomacja
Kraje Europy wysyłają swoich żołnierzy na Grenlandię. Polska tego nie zrobi
Dyplomacja
Czy Polska przyjęłaby uchodźców z Węgier? Radosław Sikorski odpowiada
Dyplomacja
Donald Trump: Władimir Putin gotów na porozumienie. Przeszkodą jest Wołodymyr Zełenski
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama