Tym razem się udało. Depesze gratulacyjne dla Emmanuela Macrona pojawiły się w niedzielę na koncie twitterowym Andrzeja Dudy o 22.44 i Mateusza Morawieckiego o 22.56, podczas gdy Władimir Putin poczekał z tym do poniedziałku. Jesienią 2020 r., gdy polskie władze również postawiły na złego konia i liczyły na wygraną Donalda Trumpa, depesza z Warszawy nadeszła do Waszyngtonu tego samego dnia co z Moskwy.
Była też niejednoznaczna; zawierała pochwałę udanej kampanii Joe Bidena, nie jego wygranej. Tym razem ton przesłania okazał się wyraźnie cieplejszy niż to, co napisał rosyjski przywódca. Podczas gdy ten ostatni życzył Francuzowi sukcesów w misji publicznej, która go czeka, a także dobrego zdrowia, polski prezydent stwierdził, że „bardzo się cieszy, że będziemy mogli kontynuować dialog”. Premier pozostawał natomiast bardziej wycofany: „czas na wspólną pracę. Przyszłość Europy jest w naszych rękach”.