Pierwszy od listopada kontakt telefoniczny obu przywódców został nagłośniony z wyprzedzeniem przez Biały Dom. Chodziło o pokazanie Władimirowi Putinowi, że „sojusz, który nie zna granic”, jaki ogłosił w Pekinie na początku lutego, tak naprawdę jest o wiele bardziej ograniczony.

I rzeczywiście, jak wynika ze sprawozdania chińskich władz, Xi miał oświadczyć Bidenowi, że „ukraiński kryzys nie jest czymś, co akceptujemy”, a Pekin ”zawsze jest przeciwny konfrontacji i działa na rzecz pokoju”.

Wysoka cena

To wpisuje się w kształtującą się już od pewnego czasu linię dyplomatyczną ChRL. Hiszpański minister spraw zagranicznych José Manuel Albares, który w miniony poniedziałek rozmawiał ze swoim chińskim odpowiednikiem Wangiem Yi, powiedział „Rz”, że „Chiny nie chcą być stroną w tym konflikcie, a tym bardziej być z jego powodu objęte sankcjami”. – Powiedziałem mu, że Chiny, wielka potęga, musi działać na rzecz powstrzymania tej wojny. Wysłuchał mnie, rozmawialiśmy. Liczę na pozytywną rolę Chin – tłumaczył naszej gazecie Hiszpan.

Czytaj więcej

Ambasador Chin w USA: Nie dostarczamy Rosji broni i amunicji

Z kolei Fan Xianrong, chiński ambasador w Ukrainie, który teraz urzęduje we Lwowie, zapewnił, że „Chiny nigdy nie zaatakują Ukrainy. Będziemy jej nieśli pomoc, szczególnie gospodarczą”.

Jak rozumieć takie stanowisko? Już kilka dni temu w czasie siedmiogodzinnej rozmowy w Rzymie z Yangiem Jiechi, wysokiej rangi przedstawicielem chińskiego MSZ, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan ostrzegł, że „Chiny poniosą wysoką cenę”, jeśli zdecydują się na wsparcie zbrodniczej wojny Putina. To samo przesłanie przekazał w piątek Xi prezydent Biden. Chodzi o możliwość nałożenia sankcji, których surowość wobec Rosji zaskoczyła Pekin. Z informacji amerykańskiego wywiadu wynika, że Rosja ostatnio zwróciła się do Chin o broń, w tym drony i systemy rakietowe, a także racje żywnościowe dla żołnierzy. Pekin miał wstępnie wyrazić zgodę, jednak bez żadnych konkretów.

Czytaj więcej

Rosjanie szukają swojego Quislinga na Ukrainie. Jedna zbrodnia wojenna za drugą

Amerykanie uważają, że chiński przywódca waży swoje stanowisko i nie chce jasno angażować się po żadnej ze stron. Xi został zaskoczony decyzją Putina o inwazji: uważał, że ostrzeżenia Amerykanów w tym względzie w tygodniach poprzedzających wybuch wojny były „kłamstwem”. Ale Pekin nie może też uwierzyć, jak u progu drugiego miesiąca wojny Rosja słabo radzi sobie w terenie. To stwarza dla chińskiego przywódcy poważne niebezpieczeństwo: w roku, w którym ma rozpocząć sprzeczną z obyczajami partii komunistycznej trzecią kadencję, może być postrzegany jako ten, który postawił na złego konia: Putina. Obaj przywódcy, którzy spotykali się już 38 razy, oficjalnie zawiązali ścisły sojusz.

Pekin nie chce też zbyt otwarcie angażować się po stronie Moskwy, bo jego interesy gospodarcze są inne. W połowie lat 90. gospodarki obu krajów miały podobną wielkość, ale dziś chińska jest dziesięciokrotnie większa niż rosyjska. To pokazuje, o ile bardziej Chiny korzystają z liberalnego porządku gospodarczego zbudowanego przez Amerykę i dlaczego w żadnym wypadku nie chcą znaleźć się w takiej izolacji, jaka jest dziś udziałem Rosji. Kreml inaczej: poza brutalną siłą nie pozostaje mu wiele więcej, aby wykazać, że wciąż jest wielką potęgą. Wbrew nadziejom Putina nie ma więc sygnałów, aby Xi wykorzystał zaangażowanie Waszyngtonu w konflikt ukraiński dla podjęcia inwazji Tajwanu.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Zgłoś swój projekt w konkursie dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Osłabiona Rosja

Groźba Bidena nałożenia sankcji na Chińczyków w razie wsparcia przez nie Putina oznacza radykalnie odejście od sformułowanej pół wieku temu przez Richarda Nixona polityki, zgodnie z którą w trójkącie USA–Chiny–Rosja to Moskwa musi pozostać izolowana, a nie Waszyngton. Xi nie może tego odebrać inaczej niż jako wyraz głębokiego zaangażowania amerykańskiego przywódcy w ukraiński kryzys. Dla chińskiego przywódcy to nie jest coś złego, bo utrudnia Amerykanom udział w najważniejszej, zdaniem Chińczyków, rozgrywce XXI wieku: między USA i ChRL.

Ta linia myślenia skłania więc z kolei Xi do cichego kibicowania Putinowi. Załamanie Rosji pod wpływem sankcji, które czekałyby też Chiny w razie inwazji na Tajwan, oznaczałoby upadek wizji świata, jaką chiński przywódca podziela ze swoim rosyjskim odpowiednikiem: porządek oparty na strefach wpływów, w którym Pekinowi przypada kontrola nad Azją Południowo-Wschodnią, Kreml ma weto w sprawach bezpieczeństwa europejskiego, a Waszyngton ogranicza swoje zainteresowanie do obu Ameryk.

Amerykanie spodziewają się więc, że w nadchodzących miesiącach, przez jakie będzie trwał konflikt w Ukrainie, Xi będzie balansował, czekając, kto weźmie w nim górę. Być może najlepszą dla niego opcją jest uratowanie reżimu Putina, ale bez wielkiego zwycięstwa Rosji. Wówczas osłabiona Moskwa byłaby skazana na swojego chińskiego sojusznika i gotowa w znacznie większym niż do tej pory stopniu na spełnienie jego żądań. Stany w szczególności obawiają się, że to doprowadzi do przekazania przez Rosjan zaawansowanej technologii uzbrojenia jądrowego Chinom. Xi chciałby też uzyskać dostęp do portów wzdłuż północnych wybrzeży Rosji. Chodzi o przebicie nowego szlaku handlowego i strategicznego przez Ocean Arktyczny, korzystając z ocieplenia klimatu. Chińczycy mogliby też wprzęgnąć Kreml w forsowanie ich własnych interesów bezpieczeństwa w Azji Południowo-Wschodniej, np. wymuszając wstrzymanie rosyjskiego wsparcia wojskowego dla takich rywali Chin jak Wietnam. Z pewnością liczyliby na ograniczenie wpływów Rosji w postsowieckich republikach Azji Środkowej na rzecz Chin.

Czytaj więcej

Były doradca Jelcyna: Putin jest w stanie wcisnąć przycisk nuklearny

Wyjątkową okazję do kapitałowego zaangażowania Chin w strategiczne branże rosyjskiej gospodarki stwarza wycofanie się z nich zachodnich koncernów. Najbardziej spektakularnym przykładem jest przejęcie miejsca pozostawionego w przemyśle naftowym przez BP i Shella. Ale znaczące jest też wejście chińskich koncernów na miejsce Amerykanów na rynku telekomunikacyjnym. Przykładem jest Xiaomi, który przed wybuchem wojny miał już 40 proc. rosyjskiego rynku smartfonów. Po wycofaniu się z Rosji Apple’a i Samsunga ten udział może znacząco wzrosnąć.