W niedzielę USA ponownie alarmowały, że Rosja może najechać Ukrainę w każdym momencie. Waszyngton ostrzega, że Rosja może wykreować niespodziewany pretekst do interwencji (oficjalnie Moskwa zaprzecza, jakoby - pomimo skoncentrowania w pobliżu granic Ukrainy ponad 100 tysięcy żołnierzy - zamierzała zaatakować sąsiada).
Rosja ostrzeżenia płynące z Zachodu określa mianem "histerii" i "dezinformacji".
Pieskow w rozmowie z RIA stwierdził, że obecnie istnieją kanały dialogu Rosji z USA, a pozytywną rzeczą jest to, że prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent USA Joe Biden utrzymują kontakty (ostatnią rozmowę telefoniczną odbyli w sobotę). Rzecznik Kremla dodał jednak, że pomimo tego relacje między USA a Rosją pozostają napięte.
Czytaj więcej
Prezydenci Francji i USA Emmanuel Macron i Joe Biden rozmawiali w sobotę z Władimirem Putinem ws. sytuacji na Ukrainie. Nie przyniosły one przełomu...
- Głowy państw prowadzą dialog, dialog toczy się też na innych polach - powiedział Pieskow. - To plus, ponieważ w ostatnich kilku latach było zero dialogu, nie było takich kontaktów w ogóle - dodał.
- Ale, jeśli chodzi o resztę, w dwustronnych relacjach można mówić tylko o zjawiskach negatywnych. Są na bardzo, bardzo niskim poziomie. W rzeczywistości są na dnie - ocenił rzecznik Kremla.
W ostatnich kilku latach było zero dialogu, nie było takich kontaktów w ogóle
Rosyjska armia bierze obecnie udział w dużych ćwiczeniach wojskowych na Białorusi - w manewrach "Sojusznicza stanowczość 2022" brać udział ma ok. 30 tysięcy rosyjskich żołnierzy. Ćwiczenia odbywają się w pobliżu granicy Białorusi z Ukrainą.
Jednocześnie na Morzu Czarnym, w ćwiczeniach w pobliżu anektowanego przez Rosję w 2014 roku Krymu (społeczność międzynarodowa nie uznaje tej aneksji), bierze udział ponad 30 rosyjskich okrętów.