Czego oczekuje się w Kijowie od kontaktów Joe Bidena z Władimirem Putinem?

Podobnie jak wiosną liczymy na to, że to pomoże rozładować napięcie na granicy ukraińsko-rosyjskiej. Rosyjska armia stoi przy naszych granicach i najważniejsze jest to, by zmniejszyć ryzyko wybuchu wielkiego konfliktu.

Czytaj więcej

Raman Pratasiewicz wciąż w rękach KGB. „Śledztwo utknęło w martwym punkcie”

A czy Rosja nie doprowadziła do eskalacji po to, by zmusić zachodnich przywódców do rozmów o przyszłości Ukrainy?

Nie mam co do tego wątpliwości. Trwa próba szantażowania Bidena, naciskania. Putin chce ustępstw w sprawie Ukrainy i rozmawia z pozycji siły. Nie sądzę, by Biden uległ. To byłoby dla niego zbyt ryzykowne, biorąc pod uwagę sytuację polityczną wewnątrz USA.

Rosyjscy dyplomaci rozdają zachodnim politykom wydruki z treścią zawartych w 2015 r. porozumień mińskich przez przywódców Ukrainy, Rosji, Niemiec i Francji. Czemu od tamtej pory stoją w miejscu?

Ówczesny prezydent Ukrainy Petro Poroszenko zgodził się na kilka punktów tych porozumień, których wykonanie na Ukrainie nie jest możliwe. Nie jest możliwe nadanie tak zwanego specjalnego statusu tymczasowo okupowanym częściom obwodów donieckiego i ługańskiego oraz wpisanie tego do konstytucji Ukrainy. Nie będzie na to zgody potrzebnych 300 deputowanych Rady Najwyższej, bo większość polityków na Ukrainie jest temu przeciwna.

Dlaczego?

Bo to oznaczałoby przywrócenie wpływów Rosji na Ukrainie. Specjalny status tych regionów będzie oznaczał, że formalnie będą częścią Ukrainy, ale de facto będą sterowane przez Rosjan. Poprzez to Rosja mogłaby wpływać zarówno na wewnętrzną, jak i zagraniczną politykę naszego kraju. Zablokować integrację z UE, a już tym bardziej z NATO. Ale nie tylko. Gdyby władze w Kijowie dały na to polityczną zgodę, mogłoby to wywołać ostry kryzys w kraju i skończyć się kolejnym Majdanem. A wtedy Rosjanie wprowadziliby swoją armię do kolejnych regionów Ukrainy pod pretekstem obrony rosyjskojęzycznej ludności.

To dlaczego Poroszenko zgodził się w 2015 r. w Mińsku na takie porozumienia?

Możemy tylko przypuszczać, że został postawiony pod ścianą. W lutym 2015 była bardzo trudna sytuacja na froncie w rejonie miejscowości Debalcewe. Ukraińskie jednostki znalazły się w okrążeniu. Putin wprost szantażował wojną na dużą skalą. Poroszenko chciał powstrzymać wojnę, zrobić przerwę, nawet kosztem złożenia deklaracji, które nie były do przyjęcia. Próbował spełnić obietnice, ale pod koniec 2015 r. doszło do starć z policją pod Radą Najwyższą, trzy osoby zginęły i ponad 100 zostało rannych. Więcej do tego tematu nie powracał. Jego następca Wołodymyr Zełenski od początku mówił o potrzebie skorygowania tych porozumień.

A tymczasem w Moskwie szacują, że do końca roku w Donbasie będzie już 1 mln obywateli rosyjskich.

Na razie nie wygląda na to, by Rosja szukała kompromisu

Dzisiaj mamy już do czynienia z pełzającą aneksją wschodniej części Ukrainy. Jedyne, w sprawie czego można jeszcze się porozumieć, to całkowite zawieszenie broni i zamrożenie konfliktu.

Scenariusz gruziński? W Tbilisi separatystów z Abchazji i Osetii Południowej nie uznają, ale życie toczy się dalej.

Może być gruziński. Nie można też w przyszłości wykluczyć, że Donbas stanie się takim drugim Naddniestrzem i jakieś kontakty, np. handlowe, zostaną wznowione bez żadnego uznania politycznego. Ale to bardzo optymistyczny wariant przyszłości. Na razie nie wygląda na to, by Rosja szukała kompromisu. A nam chodzi o to, by nie dopuścić do wielkiej wojny, której nie chcą ani Ukraina, ani Europa, ani USA.