Elektroniczne spedycje i nadawcy żądają od przewoźników bieżącej informacji o zaawansowaniu realizacji przewozu. Bieżącej informacji potrzebuje także dyspozytor. W rezultacie każda schodząca z taśmy produkcyjnej ciężarówka jest wyposażona w kartę SIM podłączoną od internetu.

Scania w połowie czerwca ogłosiła, że ma już 0,5 mln takich samochodów. Producenci idą dalej i oferują własne systemy telematyczne. Mercedes od lat promuje Fleetboard, podobnie jak konkurencja.

Na rynku dostępne są także systemy telematyczne i do zrządzania flotą niezależnych podmiotów. Liderem na rynku europejskim w sektorze transportu, łącząc ponad 200 000 ciężkich pojazdów użytkowych (HCV) w ramach jednej platformy telematycznej, jest Webfleet.

Ta holenderska firma należy do koncernu Bridgestone. Inna holenderska firma – Transics – jest własnością koncernu ZF. Do tego na rynku są dziesiątki mniejszych oferentów telematyki, jak np. polski GBox należący do Inelo.

Urządzenie GBox pozwala m.in. na: dwukierunkową komunikację z kierowcą, przesyłanie dokumentów z pojazdu, informacje o aktualnych czynnościach kierowcy, rozporządzanie zleceniami, analizę czasu pracy kierowcy, nawigowanie pojazdu i kontrolę stanu paliwa.

Telematyka podnosi efektywność floty poprzez zdalną diagnostykę (od prewencji po szybkie wezwanie pomocy ze wskazaniem źródła problemu), zmniejsza zużycie paliwa.

Systemy telematyczne stają się platformą dla innych rozwiązań, niezbędnych w branży, której marże są cienkie jak papier. – Dzięki telematyce i TMS (transport management system) przedsiębiorcy transportowi zarządzają nie tylko przebiegami pojazdów i czasem pracy kierowców, ale i kosztami delegacji czy dystrybucją zleceń. Cyfryzacja w transporcie to konieczność. Korzystają z niej transportowi giganci, ale przysłuży się też mniejszym firmom, w których dokupienie kilku pojazdów oznacza czasem zwiększenie liczby aut o 100 proc. – tłumaczy ekspert GBox z Grupy Inelo Tomasz Czyż.

Telematyka może informować o stanie opon, zalety ma też podłączenie do systemu kamer. W Polsce, gdzie w ostatnich 12 miesiącach ponad połowa flot zanotowała jedą–pięć kolizji drogowych z udziałem swoich pojazdów, a 32 proc. z nich skończyło się akceptacją roszczeń ubezpieczeniowych. Blisko połowa (45 proc.) polskich fleet menedżerów uważa, że najczęściej wina zdarzających się kolizji z udziałem ich pojazdów leży zarówno po stronie kierowców firmy, jak i innych użytkowników dróg. – Podejmując wewnątrz swoich firm działania ukierunkowane na wzrost bezpieczeństwa, mogą minimalizować wpływ przynajmniej jednej z tych grup ryzyka – ocenia Dariusz Terlecki z Webfleet Solutions.

Zwraca również uwagę na częste przypadki fałszywych roszczeń ubezpieczeniowych, których obawia się aż 68 proc. menedżerów flot. Wiąże się to nie tylko z dodatkowym stresem i koniecznością udowadniania prawdziwej wersji zdarzeń, ale w konsekwencji ma też często negatywny wpływ na wysokość składek ubezpieczeniowych.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ