Już teraz około 12 mld urządzeń jest podłączonych do internetu. W ciągu najbliższych sześciu lat liczba ta ma wzrosnąć do 50 mld. To problem tzw. internetu rzeczy, który zakłada kontakt z siecią nie tylko gadżetów elektronicznych, ale i przedmiotów codziennego użytku. To także wyzwanie z punktu widzenia ochrony danych osobowych.
– W przyszłości pojawi się możliwość przewidywania zachowań ludzkich na podstawie gromadzonych danych na ich temat – mówił Arwid Mednis z Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z prelegentów konferencji „Prywatność i jawność: bilans 25-lecia". – W Stanach Zjednoczonych już teraz przewiduje się z 70-proc. dokładnością, jaki w sprawie zapadnie wyrok, w zależności od składu orzekającego.
Internet przedmiotów zaczyna wchodzić do sprzedaży detalicznej.
– Będziemy korzystać z nowych rozwiązań nie z rzeczywistej potrzeby, ale dlatego, żeby pochwalić się, jak żyjemy – twierdzi Wojciech Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych.
Z jakich? Na przykład z soczewek dla cukrzyków mierzących poziom cukru. I wskazał, w jakim kierunku może pójść przyszłość prawa do prywatności, bo obecne przepisy nie odpowiadają na te zagrożenia. Jak wyjść im naprzeciw?
– Części podstawowych danych osobowych, takich jak imię, nazwisko, numer telefonu, e-mail, nie da się ochronić. Jest to skazane na niepowodzenie – twierdzi Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.
Jego zdaniem w Polsce można się wzorować na modelu amerykańskim, w którym takie podstawowe dane nie są chronione. Surowa kara grozi za to za ich psychiczne, prawne lub ekonomiczne wykorzystanie przeciwko właścicielowi.
– Inny problem stanowią duże zbiory danych, tzw. big data. Trzeba mieć na uwadze, że kiedy firma bankrutuje, to często jej jedyną wartością są dane osobowe – przypominał Iszkowski.
Konferencję zorganizował dziekan WPiA UW i GIODO. Patronat medialny objęła „Rzeczpospolita".