Tauron Polska Energia, Polska Grupa Górnicza, ZUS, Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, miejskie spółki komunikacyjne w Kołobrzegu i Bydgoszczy, Łodzi, żywiecki zakład Hutchinson 2 i spółka CPP Prema są wśród pracodawców, którzy w ostatnich tygodniach zderzyli się z presją akcji protestacyjnych i strajków pracowników domagających się podwyżek płac. Wysoka inflacja obniżająca realne wynagrodzenia sprawiła, że presja płacowa rośnie nawet w firmach, które w ostatnich miesiącach podwyższyły wynagrodzenia. Tak jak to zrobił energetyczny Tauron, który na początku roku przyznał 7-proc. podwyżkę inflacyjną.

Aż do skutku

Jednak związkowcy z Tauronu, którzy we wtorek w katowickiej siedzibie spółki rozpoczęli strajk okupacyjny (w środę po południu akcja nadal trwała), argumentowali w mediach, że przy obecnej wysokości opłat, kosztów życia i kredytów ich wynagrodzenia są realnie znacznie niższe niż przed rokiem.

– Zostaniemy tu aż do skutku – mówili dziennikarzom RMF związkowcy z Polskiej Grupy Górniczej, którzy zajęli w poniedziałek katowicką siedzibę spółki. Tam też powodem akcji protestacyjnej są m.in. podwyżki płac.

Czytaj więcej

Rząd będzie rozmawiał z górnikami

Walczą o nie teraz również kierowcy miejskiej spółki komunikacyjnej w Kołobrzegu. Mało brakowało, a strajk ogłoszony przez jeden ze związków zawodowych sparaliżowałby z kolei działalność ZUS, gdzie w poniedziałek udało się zawrzeć porozumienie kończące spór zbiorowy i zapewniające pracownikom podwyżki rzędu 600 zł brutto miesięcznie.

O ile protesty w dużych spółkach z udziałem Skarbu Państwa czy w samorządowych nie są rzadkim zjawiskiem, o tyle na podwyżkowe strajki częściej decydują się także pracownicy prywatnych firm. Zwykle skutecznie, co pokazał zakończony w czerwcu protest w żywieckim zakładzie Hutchinson 2 (branża motoryzacyjna) czy kilkutygodniowy strajk generalny w zakładach Solaris Bus & Coach, który zmusił w marcu zarząd firmy do uznania płacowych żądań pracowników.

Kalendarz wyborczy

Chociaż już wcześniej 93 proc. strajków w Polsce dotyczyło kwestii wynagrodzeń, to presję płacową dodatkowo wzmacnia teraz inflacja. Część tej presji przełożyła się na zwiększoną rotację pracowników. Jak ocenia Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora ds. badań i analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), dwucyfrowy wzrost wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw to w dużej mierze efekt wyższych stawek oferowanych nowym pracownikom, których często trzeba podkupić od konkurencji.

Ci, którzy nie mogą albo nie chcą zmienić pracy, próbują więc walczyć o podwyżkę często z argumentem inflacji. Na razie nie widać większych szans na jej spadek; w czerwcu, według wstępnych danych GUS, inflacja sięgnęła 15,6 proc., a według projekcji analityków NBP na początku przyszłego roku może dojść do 18,8 proc. (gdy rząd nie przedłuży tarczy antyinflacyjnej). W kolejnych tygodniach płacowych protestów zakończonych niekiedy strajkiem może więc przybywać.

Czytaj więcej

Największe związki zawodowe chcą podwyżek dla budżetówki. Grożą strajkami

– Dane o inflacji pobudzą załogi firm i liderów związkowych – ocenia Andrzej Kubisiak, dodając, że strajki mają największą siłę rażenia tam, gdzie są masowe i silne związki zawodowe. Dlatego też Polska, z niewielkim uzwiązkowieniem, jest tu sporo poniżej europejskiej średniej.

Jak przypomina Jacek Męcina, przewodniczący zespołu ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych Rady Dialogu Społecznego, gotowość do strajków ogranicza też w Polsce ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, która przewiduje rozbudowany system rokowań i mediacji z pracownikami i zniechęca do strajków. Strajkujący nie mają prawa do wynagrodzenia, a przegłosowanie strajku nie zobowiązuje pracownika do udziału w nim. Teraz jednak protestom płacowym będzie sprzyjał kalendarz wyborczy. – W takiej sytuacji strajki mają większą siłę oddziaływania – zauważa ekspert PIE.

– Bardzo obawiam się nasilenia spirali płacowo-cenowej, która podwyższy inflację – mówi Jacek Męcina, zwracając uwagę na rosnącą presję płacową w budżetówce. Efektem może być wzrost napięć, bo – jak przypomina Andrzej Kubisiak – zbliżające się spowolnienie gospodarcze, widoczna w badaniach PIE słabnąca kondycja finansowa przedsiębiorstw i coraz wyższe koszty sprawią, że firmom będzie trudno sprostać oczekiwaniom płacowym załóg.

Poparcie dla strajków

Nasilenie inflacyjnych strajków płacowych widać teraz nie tylko w Polsce. Jak zwraca uwagę dziennik „The Wall Street Journal”, takie protesty przetaczają się tego lata przez całą Europę, a rekordowa inflacja jest silnym argumentem dla liderów związkowych. – Płace pozostają daleko w tyle za wzrostem cen, a rolą związków jest zapewnienie, że nadrobią ten dystans – tłumaczył Mick Lynch, szef brytyjskiego związku pracowników transportu, który w czerwcu przeprowadził tygodniowy strajk. Według czerwcowego sondażu serwisu kariery InterviewMe 78 proc. Polaków popiera strajki jako formę protestu, zwłaszcza w przypadku ratowników medycznych, górników i pielęgniarek. 61 proc. wierzy, że strajki mogą być skuteczne, ale tylko 24 proc. brało udział w takim proteście.

Czytaj więcej

W komunikacji miejskiej narastają protesty przez niskie płace