Konsumpcja w restauracjach i barach w USA zwiększyła się w styczniu aż o 11,3 proc. rok do roku, bardziej niż wydatki na jakąkolwiek inną kategorię dóbr i usług. Sięgnęła 50,475 mld dol., minimalnie przewyższając rachunki Amerykanów za zakupy spożywcze (50,466 mld dol.).

Jeszcze na początku lat 90. na jedzenie poza domem Amerykanie przeznaczali niewiele ponad połowę tego, co na artykuły spożywcze w sklepach. Różnica ta jednak systematycznie malała.

Styczniowa zmiana wzorców konsumpcyjnych to więc tylko zwieńczenie procesu który trwa od dekad, ale część ekonomistów dostrzegła w niej również dowód na poprawę nastrojów amerykańskich konsumentów. Skoro bowiem częściej decydują się oni na jedzenie poza domem, muszą dobrze oceniać swoją sytuację materialną.

Tę interpretację na pierwszy rzut oka potwierdzają dane. W styczniu bowiem wskaźnik zaufania konsumentów do amerykańskiej gospodarki, obliczany przez instytut Conference Board, wzrósł do poziomu najwyższego od sierpnia 2007 r.

W lutym wprawdzie wskaźnik ten nieco się cofnął, ale za to – jak podał niedawno Departament Handlu - dochody Amerykanów do dyspozycji zwiększyły się w ujęciu realnym o 0,9 proc. miesiąc do miesiąca, najbardziej od ponad dwóch lat. A to dobrze rokuje nastrojom konsumentów w kolejnych miesiącach.

Pod wpisem na Twitterze ekonomisty z Uniwersytetu w Michigan Marka Perry'ego, który jako pierwszy zwrócił uwagę na to, że wydatki Amerykanów na jedzenie poza domem przewyższyły ich wydatki w sklepach spożywczych, szybko pojawiły się alternatywne wyjaśnienia tego zjawiska. Np. takie, że jest to głównie efekt częstszych wizyt Amerykanów w pubach, co odzwierciedla ich frustrację, a nie optymizm.