W 2021 r. polski eksport może sięgnąć 265,2 mld euro, rosnąc w porównaniu z poprzednim rokiem o 13,9 proc. – przewiduje Krajowa Izba Gospodarcza (KIG) w najnowszej, jeszcze niepublikowanej prognozie. To znacznie więcej niż w poprzedniej prognozie zakładającej wzrost eksportu o 7,6 proc. rok do roku. Poprawiają się także przewidywania na rok 2022: zagraniczna sprzedaż polskich towarów powinna zwiększyć się o dalsze 9,1 proc.

Na zwiększenie sprzedaży polskich towarów za granicą będzie wpływać odmrażanie gospodarek, a także realizowana w wielu krajach przebudowa łańcuchów dostaw. Także zmiana modelu dokonywania zamówień, bardziej dostosowywana do potrzeb wynikających z najbliższych tygodni czy miesięcy, a nie np. kwartałów, co sprzyja poszukiwaniu bliższych i bardziej elastycznych dostawców.

Nowe specjalizacje

Kluczowe znaczenie dla polskiego eksportu będzie miała sytuacja w Niemczech. To najważniejszy partner gospodarczy Polski, którego udział w całości zagranicznej sprzedaży polskich towarów stale się powiększa. W pierwszych trzech miesiącach 2021 r. wyniósł 28,9 proc., o 1,1 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Według wyliczeń Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki w I kw. 2021 r. obroty handlowe Niemiec z Polską zwiększyły się o 11,8 proc. – Oznacza to, że Polska wyprzedziła Stany Zjednoczone i stała się trzecim największym eksporterem towarów do Niemiec – podaje Deutsche Welle.

Szansą dla polskiego eksportu okażą się nowe specjalizacje. – Polska nadal będzie beneficjentem rozwoju elektromobilności, który wyraźnie przyspieszył podczas pandemii Covid-19 – twierdzi Łukasz Ambroziak, analityk zespołu handlu zagranicznego PIE. Już teraz jesteśmy największym w UE eksporterem baterii litowo-jonowych, których ubiegłoroczna sprzedaż warta była 4 mld euro i wzrosła w porównaniu z 2019 r. przeszło dwukrotnie. Perspektywę dalszego wzrostu niesie rozbudowa największej w Europie fabryki ogniw LG Energy Solution pod Wrocławiem oraz nowe inwestycje, jak m.in. rozbudowa linii produkujących baterie w zakładach Daimlera w Jaworze czy budowa fabryki baterii szwedzkiej firmy Northvolt w Gdańsku, a także inwestycje w produkcję komponentów firm Johnson Matthey, Umicore, SK ie technology czy Guotai-Huarong.

Mniejszy, niż się spodziewano, wpływ na polski eksport będzie miał brexit. Według PIE dynamika spadków wyraźnie wyhamowała, przedsiębiorcy oswoili się z nowymi warunkami wymiany, a część z nich mogła zmienić rynek brytyjski na inny rynek zbytu.

Według KIG tak dużego popytu na towary nie da się zrealizować przy obecnym poziomie zatrudnienia. – Firmy i branże będą mocno konkurować o pracowników. Oczywiście, by tego dokonać, będą musiały proponować bardzo atrakcyjne warunki pracy – twierdzi Soroczyński.

Rozgrzany przemysł

Autopromocja
Podwajamy subskrypcje

Kup kwartalną e‑prenumeratę, a my przedłużymy okres Twojej subskrypcji

KUP TERAZ

Szybki wzrost popytu zza granicy jest głównym źródłem doskonałej koniunktury w polskim przemyśle. Już w I kwartale wartość dodana w tym sektorze zwiększyła się o 7,3 proc., najbardziej od IV kwartału 2011 r. Bieżący kwartał może być nawet lepszy.

Wskaźnik PMI, mierzący aktywność w polskim przetwórstwie przemysłowym na podstawie ankiety wśród menedżerów logistyki przedsiębiorstw, podskoczył w maju do 57,2 pkt z 53,7 pkt. Tak wysoko w swojej historii, sięgającej 1998 r., jeszcze nie był. Ankietowane firmy zgłosiły m.in. największy od początku 2018 r. wzrost wolumenu zamówień. Jednocześnie wskazały na rekordowy wzrost opóźnień w dostawach komponentów. W rezultacie zwiększyły się ich zaległości produkcyjne, czemu nie zapobiegł dziewiąty z rzędu i największy od pięciu lat wzrost zatrudnienia. – Zwiększanie zatrudnienia sygnalizuje, że w ocenie firm silny wzrost popytu ma charakter trwały, co w znacznym stopniu jest efektem korzystnych dla polskich eksporterów przesunięć w łańcuchach dostaw – ocenia Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Analitycy z banku Pekao podkreślają, że perspektywy dalszego wzrostu popytu w połączeniu z narastającymi zaległościami produkcyjnymi mogą stać się dla firm przemysłowych bodźcem do inwestycji w moce wytwórcze. W krótkiej perspektywie ich reakcją jest jednak podnoszenie cen. W maju ankietowane na potrzeby PMI przedsiębiorstwa zwiększały ceny swoich wyrobów najbardziej w historii badania.

Inflacja daleko od celu

To zjawisko nie ma jeszcze wyraźnego przełożenia na ceny towarów konsumpcyjnych w Polsce. Inflacja wprawdzie przyspiesza, a w maju – jak oszacował wstępnie GUS – sięgnęła 4,8 proc. rok do roku, po 4,3 proc. w kwietniu. Tak wysoka była poprzednio jesienią 2011 r. To jednak w dużej mierze efekt tzw. niskiej bazy odniesienia sprzed roku. Dotyczy to przede wszystkim cen paliw, które wiosną 2020 r., w pierwszych miesiącach pandemii, wyraźnie zmalały, a następnie stopniowo rosły wraz z odbiciem notowań ropy naftowej na globalnym rynku. W rezultacie w maju paliwa były o 33 proc. droższe niż rok temu. Inflację w górę pchają też podwyżki cen administrowanych (np. wywóz śmieci), które również nie mają związku z sytuacją w polskiej gospodarce.

Ekonomiści powszechnie oceniają, że począwszy od maja, inflacja zacznie hamować. Podkreślają jednak, że do końca roku utrzyma się w okolicy 4 proc., czyli nie tylko powyżej celu inflacyjnego NBP (2,5 proc.), ale też górnej granicy pasma dopuszczalnych odchyleń od tego celu (3,5 proc.). Ekonomiści z ING Banku Śląskiego oceniają, że także w 2022 r. inflacja będzie średnio powyżej 3,5 proc., bo do odbicia popytu związanego ze zniesieniem antyepidemicznych restrykcji dojdą efekty realizacji Krajowego Planu Odbudowy oraz Polskiego Ładu, który zwiększy dochody gospodarstw domowych o największej skłonności do konsumpcji. – Na świecie dominuje przekonanie, że duża część obserwowanego obecnie w gospodarce wzrostu cen ma charakter przejściowy, a sytuacja zacznie się normalizować pod koniec roku wraz z odbudową zdolności produkcyjnych, zwłaszcza w kontekście słabości rynków pracy w wielu krajach. W Polsce sytuacja niekoniecznie musi przedstawiać się tak samo, bo sytuacja na rynku pracy jest inna. Palącym problemem, podobnie jak przed wybuchem epidemii, jest brak rąk do pracy. W konsekwencji ożywieniu koniunktury będzie towarzyszyła podwyższona presja płacowa. To z kolei rodzi ryzyko utrwalenia się inflacji na wyższych poziomach – dodaje Adam Antoniak, ekonomista z Banku Pekao.

Paweł Radwański, dyrektor ds. analiz sektorowych w Alior Banku, zwraca jednak uwagę, że ożywienie gospodarcze po pandemii może też uruchomić procesy tonujące inflację. Jednym z nich może być umocnienie złotego. – Odmrożenie gospodarki przyniesie też bardzo wyraźną poprawę w postaci wzrostu produkcji. Relacja popytu i podaży może się zatem zmniejszać, a wraz z nią presja inflacyjna. Wymaga to jednak czasu – tłumaczy.