Gość skomentował dane wzrostu PKB w I kw., który osiągnął 4 proc., jednak inwestycje wypadły słabo.
- Niepokojące byłoby, gdyby ten trend się utrzymał, że inwestycje nie są motorem wzrostu. Spodziewamy się, że w kolejnych kwartałach będą już do wzrostu gospodarczego dodawały - mówił Adamiak.
Zaznaczył, że największa fala i strumień inwestycji publicznych przejdzie przez gospodarkę w 2018 r. - Już w 2017 r. od II kw. będzie widoczna coraz większa kontrybucja do wzrostu – prognozował.
- Inwestycje są konieczne, bo dzięki nim będzie się zwiększała konkurencyjność polskiej gospodarki – dodał.
Przyznał, że na razie gospodarka jest ciągnięta przez konsumpcję. - Żeby konsumpcja miała miejsce ludzie muszą mieć z czego konsumować i muszą chcieć konsumować – tłumaczył.
Adamiak zaznaczył, że szybko rosną płace, istotnie rośnie zatrudnienie i ogół pieniędzy, który pozostaje w kieszeniach Polaków jest coraz większy. - Do tego dochodzi program 500+ - mówił.
- Czy ludzie chcą wydawać wiąże się z poczuciem pewności pracy. Czują się pewni o swoją przyszłość i wydają pieniądze – dodał.
Adamiak prognozował, że paliwem wzrostu w kolejnych kwartałach nadal będzie konsumpcja. - Będzie to odrobinę wygasało, bo np. zmniejszy się efekt 500+ - tłumaczył.
Przyznał, że w końcu pałeczkę wzrostu zaczną przejmować inwestycje. - O inwestycje publiczne można być spokojnym. W 2018 r. mamy wybory samorządowe, więc samorządy spinają się, żeby wiele inwestycji zakończyć – tłumaczył.
Zaznaczył, że nie najmocniejsze są inwestycje prywatne. - Są one miernikiem optymizmu przedsiębiorców i ich wiary w przyszłość – mówił.
- Ogólnie nie jest źle. W małych i średnich przedsiębiorstwach widać istotny, 10 proc. wzrost leasingu. Jest to odzwierciedlenie wydatków inwestycyjnych, bo leasing w taki sposób jest finansowany – dodał.
Ocenił, że w większych firmach przedsiębiorcy potrzebują więcej czasu, żeby przekonać się odnośnie perspektyw. - Muszą inwestować też dlatego, że na rynku pracy robi się coraz ciaśniej, więc przedsiębiorcy będą myśleli o automatyzacji produkcji – mówił.
Złoty
Adamiak prognozował, że złoty pozostanie mocy, ale trochę się osłabi.
- Waluty rynków wschodzących istotnie są skorelowane z dolarem. Kiedy dolar rośnie to odciąga nieco pieniędzy z rynków wschodzących i te waluty się osłabiają. Ostatnio inwestorzy trochę mniej wierzą w dolara i sceptycznie podchodzą odnośnie podwyżek stóp procentowych w USA – tłumaczył.
- Jednak amerykański bank centralny nie zawaha się co najmniej 2 razy w tym roku podnieść stopy procentowe – dodał.
Gość zaznaczył, że zbyt mocny złoty wcale nie jest błogosławieństwem, bo przeszkadza eksporterom.