– To właściwy czas, by zacząć głośno mówić o „solidarity windfall tax” w krajach czerpiących ponadprzeciętne zyski ze sprzedaży surowców energetycznych na wsparcie Ukrainy – taka wypowiedź nowej minister finansów Magdaleny Rzeczkowskiej pojawiła się w niedzielę na Twitterze.

To oczywiście pokłosie i próba załagodzenia politycznej afery, jaka wybuchła po niefortunnych słowach premiera Mateusza Morawieckiego. Premier zarzucił Norwegii, że czerpie nadmierne zyski ze sprzedaży gazu, wręcz żeruje na sytuacji wojennej, choć nie intencjonalnie, i powinna się tymi zyskami błyskawicznie podzielić, m.in. z Ukrainą.

– Moim zdaniem wypowiedź premiera to wręcz polityczne chamstwo, bardzo szkodliwe w przeddzień negocjacji z Norwegią w sprawie zakupów gazu – komentuje Wojciech Warski, wiceprezydent Pracodawców RP. – A Ministerstwo Finansów najwyraźniej poczuło się w obowiązku, by jakoś te fatalne słowa premiera przedstawić w bardziej dyplomatycznym opakowaniu – dodaje Warski.

Czytaj więcej

Krzysztof Adam Kowalczyk: Mateusz Morawiecki i huzia na Norwegię!

Minister Rzeczkowska wyjaśniała, że w obliczu napaści Rosji na Ukrainę kraje czerpiące wysokie dochody ze sprzedaży gazu czy ropy naftowej, w ramach szeroko pojętej solidarności międzynarodowej z wyniszczaną Ukrainą, mogłyby część środków z „nadmiarowych” zysków przekazać na wsparcie i odbudowę gospodarki naszego sąsiada. Podkreśliła, że „windfall tax” znalazł się nawet w rekomendacjach OECD z raportu poświęconego konsekwencjom wojny.

Na czym właściwie miałby polegać ten pomysł? Zgodnie z definicją „windfall tax” jest to podatek nadzwyczajny, nakładany przez rządy na firmy lub branże, gdy warunki ekonomiczne pozwalają im osiągać ponadprzeciętne zyski. Celem jest zwykle redystrybucja tych nadmiernych dochodów na ważne programy społeczne. W Polsce za taki podatek można uznać np. opłatę cukrową.

– Rzeczywiście, obecnie trwają rozmowy wśród krajów OECD na temat „windfall tax” w kontekście sytuacji na rynku surowcowym w efekcie wojny – przyznaje Łukasz Bernatowicz, wiceszef Business Centre Club. – Ale są one mało konkretne i już na pewno nikt nie wskazuje palcem, w jakim kraju taka danina miałaby być wprowadzona. Sugerowanie, że miałoby to dotyczyć tylko Norwegii, jest kompletnie nieuzasadnione – podkreśla.

I dodaje, że jeśli już, to taki podatek mógłby dotyczyć konkretnych branż, np. koncernów wydobywających gaz i ropę naftową, których ceny wzrosły kilkakrotnie w efekcie wojny. Tyle że polskie firmy też prowadzą projekty wydobywcze, m.in. w Norwegii, i też na obecnej sytuacji korzystają. Na przykład dla Grupy Lotos oczyszczony wynik EBITDA w segmencie wydobywczym wyniósł w I kw. tego roku 540 mln zł. To aż o 221,4 proc. więcej niż rok wcześniej, właśnie za sprawą istotnie wyższych notowań ropy naftowej i gazu ziemnego. Z kolei Grupa PGNiG w segmencie poszukiwania i wydobycia pochwaliła się w I kw. wzrostem przychodów i poziomu EBITDA odpowiednio o 424 proc. i 527 proc. rok do roku.

Przemysław Pruszyński, dyrektor departamentu podatkowego Konfederacji Lewiatan, zaznacza też, że jeśli już, to „solidarity windfall tax”, o którym mówiła minister finansów, musiałby być tzw. podatkiem globalnym, tj. uzgodnionym i wprowadzonym na forum międzynarodowym. – Jak rozumiem, Polska próbuje wyjść z takim pomysłem do społeczności międzynarodowej, ale trzeba pamiętać, że jest to bardzo skomplikowany proces, wymaga kompromisów i wieloletnich rozmów. Tak było np. z globalnym podatkiem minimalnym CIT czy z podatkiem cyfrowym, które Polska zresztą zablokowała – podkreśla.

Autopromocja
TYLKO U NAS

Ambasador Chin w Polsce Sun Linjiang o nowej ofercie współpracy Pekinu z Warszawą

CZYTAJ

– Poza tym tego typu rozwiązanie mogłoby skończyć się na tym, że musielibyśmy opodatkować także nasze lokalne podmioty, które też są beneficjentami obecnej sytuacji. Na embargu na import węgla z Rosji korzystają przecież polskie kopalnie, a polski sektor paliwowy ma rekordowo wysokie marże – ostrzega Pruszyński. – Dlatego, jako organizacja przedsiębiorców, stoimy na stanowisku, że wprowadzenie kolejnych podatków nadzwyczajnych jest niewskazane, budzi obawy, czy postawione cele zostaną zrealizowane – dodaje.

Tym bardziej że jeśli chodzi o cele nowego „windfall tax”, to są one mocno nieprecyzyjne. OECD mówi o wsparciu gospodarstw domowych dotkniętych wysokimi cenami energii, polski resort finansów – o wsparciu Ukrainy.

– Jeśli mowa o pomocy dla Ukrainy, to swego rodzaju samoopodatkowanie się Europy na rzecz odbudowy tego kraju uważam za pomysł do rozważenia. Razem z konfiskatą rosyjskiego mienia mogłoby to przynieść konkretne wsparcie naszym sąsiadom. Jednak narzucanie ze strony polskich polityków jakichś rozwiązań podatkowych innym krajom jest niedopuszczalne – zaznacza Warski. – Tym bardziej że akurat Norwegia mocno wspiera transformację państw Europy Wschodniej poprzez tzw. fundusze norweskie, których Polska jest największym beneficjentem – podkreśla Warski.