Rolnicy od ostatniego lipca mają obowiązek ubezpieczać minimum połowę areału swoich upraw. Zrobiło to jednak niespełna 6 proc. z nich.

Najpóźniej w poniedziałek Komitet Stały Rady Ministrów ma się zająć nowelizacją ustawy o ubezpieczaniu upraw rolnych. Celem zmian jest zachęcenie rolników do tych polis przez ich większe dofinansowanie. – Przewidujemy, że nowela wejdzie w życie od września tego roku – mówi Aleksandra Szelągowska, dyrektor Departamentu Finansów Ministerstwa Rolnictwa. Zaznacza jednak, że będzie to wymagać zgody Komisji Europejskiej, jako że Polska zwiększy te dotacje do maksymalnego limitu dopuszczonego w UE.

Projekt zakłada wzrost limitu składek na ubezpieczanie upraw, do których będą możliwe dopłaty z budżetu. Dziś rolnik płaci tylko połowę składki, pod warunkiem że za polisę zapłacił nie drożej niż 3,5 proc. sumy, na którą ubezpieczył uprawy (w przypadku upraw wrażliwych

5 proc.). Nowela proponuje podwyższenie limitu do 6 proc. Inna zmiana ma zwiększyć zaangażowanie państwa w funduszu reasekuracyjnym ubezpieczeń od suszy. Gdy odszkodowania z tego tytułu przekroczą 90 proc. zebranych składek, wówczas budżet zwróci ubezpieczycielom 70 proc. nadwyżki.

– Obecna ustawa jest kulawa i dlatego niewiele gospodarstw decyduje się na ubezpieczenie swoich upraw – tłumaczy Robert Jakubiec z Krajowej Rady Izb Rolniczych. Problemem jest susza, od której rolnicy najczęściej chcą się ubezpieczać. Towarzystwa uważają, że prawdopodobieństwo wystąpienia tej klęski jest bardzo wysokie i windują składki do 10, a nawet 15 procent. Taka cena uniemożliwia otrzymanie dotacji.

Ubezpieczenia upraw oferują trzy towarzystwa: PZU, Concordia i TUW. Wykupują je głównie większe gospodarstwa rolne. – Przeciętna powierzchnia gospodarstwa z taką polisą to 25 hektarów, podczas gdy powierzchnia średniego gospodarstwa w Polsce wynosi około 8 hektarów – zauważa Konrad Rojewski, przewodniczący Komisji Ubezpieczeń Rolnych Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Ubezpieczyciele twierdzą, że niewielu rolników wie o obowiązku ubezpieczenia. Nie przeraża ich też symboliczna kara za brak polisy (2 euro za każdy nieubezpieczony hektar). Straszakiem mogą być przepisy, które wchodzą w życie od nowego roku. O połowę zmniejszają one pomoc z budżetu w przypadku klęsk żywiołowych dla tych, którzy wcześniej nie ubezpieczyli upraw.