Celnicy zatrzymując sprzęt sprowadzony z USA na lotnisku Ben-Guriona w Tel-Awiwie oficjalnie powoływali się na niedostosowanie produktu do europejskich standardów łączności bezprzewodowej, które przyjął Izrael. Dodatkowo importer musiał płacić ok 12 dolarów dziennie kosztów przechowywania sprzętu w depozycie.

Jednak mało kto w oficjalne wyjaśnienia Ministerstwa Łączności uwierzył. iPady chciała do Izraela sprowadzać spółka iDigital, pośrednio należąca do syna prezydenta Szymona Peresa. - Z interesu nic by nie wyszło, gdyby każdy - od turystów po biznesmenów - mógł iPady sprowadzać - wyjaśnia jeden z izraelskich dziennikarzy. Urzędnicy próbują teraz z twarzą wyjść ze sprawy. Stwierdzili, że po konsultacjach z firmą Apple od dzisiaj Izraelczycy oficjalnie mogą je sprowadzać.

[srodtytul][link=http://www.rp.pl/artykul/131133,458871_iSwiat_wyznawcow_jablek.html]Czytaj też: iŚwiat wyznawców jabłek[/link][/srodtytul]