Podręczniki w Polsce od lat są drogie, cały rynek wyceniany jest na ok. 1 mld zł. Teraz rozmiar kosztów potwierdza Ministerstwo Edukacji Narodowej, które w przyjętym w piątek przez Sejm projekcie ustawy koszty programu dostarczania bezpłatnych podręczników uczniom do 2024 r. określa na ponad 4,2 mld zł.

Sporo na dotacje

Już w tym roku na ich sfinansowanie tylko dla klas pierwszych w projekcie zarezerwowano 73 mln zł, zaś w kolejnych latach mają one systematycznie rosnąć w miarę obejmowania dotacjami kolejnych roczników i klas – najwyższy poziom osiągną w 2022 r., kiedy to na ten cel przewidziano 504 mln zł.

Spadek w kolejnych latach to efekt m.in. coraz mniejszej liczby uczniów z niżowych roczników. Podręczniki mają być także przekazywane kolejnym rocznikom. Jednak mimo to na najbliższą dekadę kwoty i tak są bardzo wysokie.

Największe ograniczenia dotyczą klas I–III – uczniowie dostaną rządowy podręcznik, w pozostałych docelowo będą mogli wybierać, na co otrzymane pieniądze przeznaczyć. Z kolei materiały ćwiczeniowe będzie można powielać za pomocą ksero, zamiast kupowania gotowych.

Projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty wprowadzający dotacje na podręczniki oraz ich centralne opracowywanie przez resort edukacji nie spotkał się z dobrym przyjęciem. Nie dziwi, że najwięcej głosów krytycznych podnoszą wydawcy, ale trudno spodziewać się czegokolwiek innego w perspektywie tracenia przez nich rynku. Dodatkowo przyznawane dotacje mają być niższe niż obowiązujące obecnie ceny podręczników.

– Niektórym ciężko będzie przyznać, że podręczniki da się zrobić taniej, ponieważ to potwierdzenie, że przez całe lata wydawcy zarabiali na rynku duże pieniądze – mówi pracownik jednej z mniejszych firm.

Mało czasu ?na zmiany

Na niekorzyść na pewno działają terminy – wykaz podręczników dopuszczonych do użytku szkolnego w tym roku ma zostać ogłoszony dopiero 10 lipca. – Wydawcy muszą przecież wiedzieć z odpowiednim wyprzedzeniem, co mają drukować. Przesunięcie terminu publikacji list opóźni zamawianie odpowiednich podręczników do sprzedaży, a źle zamówione podręczniki nie sprzedadzą się w przyszłym sezonie podręcznikowym – co może być kolejnym ryzykiem dla funkcjonowania małych księgarni – mówi Mariusz Rutowicz, prezes Księgarni Matras.

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Bezład przestrzenny"

Po co nam nowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym

OGLĄDAJ RELACJĘ

– Nowelizacja ustawy niechybnie wprowadzi chaos na rynku wydawniczym i księgarskim, powodując opóźnienia w dostawie podręczników do finalnego odbiorcy. Do tej pory szczyciliśmy się rekordowo krótkim czasem w dostarczaniu podręczników. Nowelizacja ustawy spowoduje, że mimo najszczerszych chęci może być nam trudno utrzymać wysokie standardy obsługi klienta w nadchodzącym sezonie – mówi Anetta Wilczyńska, prezes Księgarni Internetowej Gandalf.

Pisaliśmy już w „Rz", że poza wydawcami na nowym programie najmocniej mogą stracić małe, lokalne księgarnie, w których obecnie zaopatrują się w podręczniki rodzice. Ten segment rynku jest dla nich niesłychanie ważny zwłaszcza w obliczu systematycznie spadającej sprzedaży książek w Polsce. Dla większości księgarzy właśnie sezon zakupu podręczników – miesiące letnich wakacji oraz wrzesień – to absolutnie kluczowy pod względem obrotów okres.

– Należy zadać pytanie, czy planowany wysokobudżetowy program rządowy propagujący rozwój czytelnictwa ma w ogóle rację bytu, skoro nie będzie księgarni, które, zwłaszcza w małych miejscowościach, były odpowiedzialne za szerzenie idei czytelnictwa – dodaje Anetta Wilczyńska.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora p.mazurkiewicz@rp.pl