Jeszcze w czwartek wydawało się, że porozumienie dotyczące sporu wokół kopalni Turów jest bardzo blisko. Dlaczego nie udało się go osiągnąć?

Do czwartkowych i środowych rozmów podchodziliśmy z bardzo dobrą wolą i determinacją do znalezienia porozumienia. W mojej ocenie poświęcony czas, licząc od maja, był wystarczający i nie możemy kolejny raz wracać do kwestii, które były już wcześniej uzgadniane. Jeśli mamy wolę polityczną, to strona polska jest w stanie położyć na stole bardzo dobrą propozycję zamknięcia tego procesu. Taką ofertę złożyliśmy. Chcieliśmy zawrzeć porozumienie w miniony czwartek. W ciągu ostatnich godzin negocjacji udało nam się bardzo zbliżyć do podpisania porozumienia. Jednak na „ostatniej prostej" negocjacji strona czeska w odpowiedzi na naszą ofertę zaczęła eskalować swoje żądania. W całym tym procesie przegranym jest lokalna społeczność po obu stronach granicy.

Co zawierała polska propozycja?

Wychodziła naprzeciw oczekiwaniom finansowym strony czeskiej. Była ona korzystniejsza finansowo niż poprzednio – o 5-10 mln euro. Zaproponowaliśmy także ponadstandardowy monitoring środowiskowy.

Czytaj więcej

Kopalnia Węgla Brunatnego Turów
Michał Niewiadomski: Polska w soczewce Turowa

Z relacji czeskiego ministra spraw zagranicznych wynika, że to Polska w ostatniej chwili chciała, aby umowa obowiązywała tylko dwa lata, a sama kopalnia mogła pracować nawet przez kolejne 22 lata...

Nasza propozycja miała obowiązywać do momentu zakończenia działalności górniczej, z możliwością jej wypowiedzenia. Zaproponowaliśmy nawet, aby niektóre zapisy, jak np. te dotyczące monitoringu wód podziemnych, działały także po zakończeniu pracy kopalni.

Czesi obawiali się, że Polska zaraz po podpisaniu umowy będzie chciała ją wypowiedzieć...

Możliwość wypowiadania umów to standard w relacjach międzynarodowych zawieranych przez suwerenne państwa. Pamiętajmy, że ew. wypowiadanie umowy pociąga ze sobą konsekwencje dla obu stron, w tym także, a może przede wszystkim, dla wypowiadającego. Musieliśmy mieć pewność, że umowa gwarantuje możliwość odstąpienia od niej w pewnych określonych okolicznościach w przyszłości. Brak takich rozwiązań mógłby nam grozić powtórką z Gazociągu Jamalskiego. To była odpowiedzialność za państwo, bo to państwo będzie odpowiedzialne za realizację umowy w kolejnych latach. Nie mogło być naszej zgody na podpisanie umowy, która de facto byłaby niewypowiadalna.

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

Czy mamy jeszcze ścieżkę prawną, którą możemy wykorzystać przed Trybunałem Sprawiedliwości UE?

Mamy zasądzone dwa środki tymczasowe. Jeden dotyczy wstrzymania działalności KWB Turów, a drugi środków pieniężnych w związku z dalszą pracą kopalni. Do każdego z nich przysługuje możliwość wskazania na nowe okoliczności. Naszym zdaniem obie decyzje, podjęte arbitralnie, są skrajnie nieproporcjonalne i nie znajdują odzwierciedlenia w faktach. Wyrok powinien bowiem dotyczyć zgodności naszego prawa z europejskim, a nie technicznych aspektów funkcjonowania samej kopalni. Środek tymczasowy idzie zaś dalej niż potencjalny wyrok TSUE.

Czyli?

Zbliża się zima. Mieszkańcy Bogatyni i Zgorzelca korzystają z ciepła, a w przypadku tego pierwszego miasta także z wody pitnej z kompleksu w Turowie. Wyłączenie zakładu oznaczałoby pozbawienie tych ludzi dostaw ciepła. Kto odpowiedzialny zgodzi się na odcięcie 30 tys. mieszkańców od ciepła i wody? Wskazujemy, że środek tymczasowy jest nieproporcjonalny w świetle dostępnych analiz. Przedstawiamy argumenty, które wskazują na potrzeby odwołania tego środka. W połowie września złożyliśmy kolejny wniosek do TSUE. Zaprzestanie pracy kopalni, a w efekcie elektrowni w Turowie, w sytuacji, w której nie pracuje prawie 1000-MW blok w Jaworznie, grozi problemami w dostawach energii elektrycznej. Wniosek nie został jeszcze rozpatrzony.