Reklama

Różowe okulary tracą swoją moc

Producenci, którzy przyjechali w tym roku na największe na świecie targi słodyczy ISM do Kolonii, zastanawiają się, jak długo jeszcze konsumentów będzie stać na osładzanie sobie życia. – Tsunami może dopiero nadejść – wieszczą pesymiści

Publikacja: 06.02.2009 01:10

W tym roku na targi ISM przyjechało 1593 wystawców z 65 krajów.

W tym roku na targi ISM przyjechało 1593 wystawców z 65 krajów.

Foto: Rzeczpospolita, Beata Drewnowska b.d. Beata Drewnowska

W blasku fleszy po wybiegu kroczą modelki ubrane w kostiumy z ciastek i czekoladek. Tłoczący się goście z zachwytem oklaskują czekoladowe stroje przypominające smoka i skorpiona. Wśród nich są aktorka Claudia Cardinale, były piłkarz Lothar Matthäus oraz gitarzysta Scorpions Rudolf Schenker. Impreza firmy Lambertz urządzana w cieniu kolońskiej katedry w trakcie największych targów słodyczy na świecie IMS zawsze budzi emocje.

Waściciel niemieckiego producenta ciastek i pierników Hermann Bühlbecker lubi pokazywać się wśród gwiazd, bo wie, że na drugi dzień napiszą o tym gazety. Robi tak od dziewięciu lat. Jego gośćmi byli wcześniej Linda Evans, aktorka znana z serialu „Dynastia”, były tenisista Boris Becker, modelka Jerry Hall oraz piosenkarz Thomas Anders z Modern Talking.

Tak jak co roku i tym razem gwiazdy i kluczowi klienci zaproszeni przez Lambertza wchodzą po czerwonym dywanie, pozując paparazzi. Alkohole leją się strumieniami. Nikt nie narzeka na skutki kryzysu, wszyscy dobrze się bawią.

[wyimek]Sen z powiek producentom słodyczy spędzają rekordowe ceny ziarna kakaowego. Tak drastycznie wysokie nie były od prawie ćwierć wieku [/wyimek]

Na pierwszy rzut oka podobny nastrój panuje także w zajmujących kilka hektarów halach targowych ISM. Uśmiechnięci odwiedzający przechadzają się pomiędzy stoiskami. Tak jak zwykle różowe jest logo targów w Kolonii – lizak a la kula ziemska. Wystarczy jednak tylko przez chwilę porozmawiać z wystawcami, aby się przekonać, że coraz mniej różowe są natomiast okulary, przez które patrzą na świat pogrążający się w kryzysie.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Mniej gości i wystawców [/srodtytul]

Budzące grozę słowo na „k” nie chce przejść przez gardło Mirosławowi Szaracie, dyrektorowi handlowemu spółki Millano produkującej czekolady Baron. Firma wystawia się na ISM po raz dziesiąty.

– Jaki kryzys? To tylko kolejny etap cyklu koniunkturalnego, który wkrótce się skończy – uspokaja. Przyznaje jednak, że przez moment zastanawiał się, czy nie zawiesić nad stoiskiem firmy transparentu z hasłem: „Czekolada jest najlepszym lekarstwem na stres w czasie kryzysu”.

Już na początku targów Millano udało się nawiązać kontakt z importerem z Meksyku, który chce sprzedawać na tamtejszym rynku czekolady wielkopolskiej spółki. – Nie narzekamy na brak zainteresowania naszą ofertą. Jednak widać, że gości na targach jest mniej niż w poprzednich latach. Mniej osób pyta także o próbki produktów – przyznaje Mirosław Szarata.

Mniejsze zainteresowanie targami dostrzega także Marek Moczulski, prezes giełdowej spółki Mieszko: – Na pierwszy rzut oka widać, że jest mniej gości i wystawców.

Kiedy to mówi, jego pracownicy są zajęci opowiadaniem o ofercie firmy. Wśród ich rozmówców są potencjalni kontrahenci z Grecji.

Reklama
Reklama

Z Polski na 39. targi ISM przyjechało w tym roku 51 firm. W 2008 roku było ich o osiem więcej. W sumie własne stoiska miało 1593 wystawców z 65 krajów świata. Rok temu było ich prawie 1640. Reprezentowali 70 państw.

Christine Hackmann, rzecznik prasowy Koelnmesse, organizatora targów, jest przekonana, że nie należy łączyć liczby wystawców ze spowolnieniem gospodarczym. – Nikt nie zadzwonił do nas, aby powiedzieć wprost: nie przyjeżdżam, bo jest kryzys. To naturalne, że liczba wystawców raz rośnie, a raz maleje. Są małe kraje, z których przyjeżdża np. jeden wystawca i zdarza się, że niekiedy nie zdąży przygotować oferty na czas targów – mówi Christine Hackmann. W tym roku po jednym reprezentancie miały m.in. Kazachstan i Gwatemala.

[srodtytul]Trzeba się pokazać[/srodtytul]

Jak zwykle na ISM nie zabrakło firm ikon, wśród nich prym wiedzie niemiecki Reber produkujący czekoladki z wizerunkiem Mozarta. Ich pełne przepychu stoiska zapierają dech w piersiach. Nie zabrakło też producentów chwalących się nowościami. Przykładem może być belgijska firma Barry Callebaut, która przywiozła ze sobą czekolady korzystnie wpływające na zęby.

Jednak niektórzy stali goście targów postanowili zacisnąć w tym roku pasa. Wielkim nieobecnym była firma Haribo, która miała zazwyczaj jedno z największych stoisk. Oficjalnie jej przedstawiciele nie łączą swojej decyzji z sytuacją gospodarczą. – Od kilku lat spada frekwencja potencjalnych partnerów biznesowych podczas tej imprezy na rzecz obserwatorów niezawierających kontraktów handlowych – tłumaczy Maria Kochalska, członek zarządu Haribo Polska.

Na udział w imprezie najczęściej decydują się firmy, które nie są w stanie obejść się bez eksportu. – Mimo że na targach nie zawiera się kontraktów, to bywa się tutaj, aby podtrzymać znajomości z kontrahentami i się pokazać – mówi Marek Moczulski. Firma Millano, której przychody w około jednej trzeciej generuje eksport, dla swoich kontrahentów zorganizowała w tym roku nawet przyjęcie.

Reklama
Reklama

Popyt na słodycze w Europie na razie wyraźnie nie wyhamował. – W 2008 roku kryzys finansowy nie miał wpływu na rynek słodyczy. Jesteśmy pewni, że będzie tak także i w tym roku – przekonywał podczas konferencji poprzedzającej targi ISM Uwe Lebens, przewodniczący m.in. Sweet Global Network. Takimi optymistami nie są jednak wszyscy producenci. Wciąż zadają sobie pytanie, jak długo będą omijać ich problemy, które dotknęły już koncerny samochodowe czy firmy budowlane. Brak jasnej odpowiedzi budzi coraz większy niepokój.

– Branża boi się, co będzie dalej. Być może prawdziwe tsunami dopiero nadciąga – martwi się Moczulski. – Jeżeli będzie rosła liczba osób bez pracy, to nie jest wykluczone, że spadnie popyt na słodycze. Nie jesteśmy przecież wyspą odizolowaną od tego, co dotyka całą gospodarkę.

[srodtytul]Eksporterzy nie płaczą [/srodtytul]

Sen z powiek producentom słodyczy spędzają rekordowe ceny kakao. Tak wysokie nie były od prawie ćwierć wieku. – W tak niepewnej sytuacji rynkowej producenci będą z pewnością musieli podjąć decyzję o podwyżce cen – mówi Konrad Mickiewicz, dyrektor do spraw rozwoju w Zakładach Przemysłu Cukierniczego Bałtyk. Nie jest wykluczone, że pokazanie się na targach będzie dla firmy jedną z ostatnich okazji do promowania swoich produktów. – Będziemy przyglądać się kosztom. Nie przeprowadzimy akcji promocyjnej w tak dużej skali jak w normalnym dla branży roku – zapowiada Mickiewicz.

Duży niepokój budzą także wahania kursu walut. – Teraz sytuacja jest korzystna dla eksporterów, ale nie wiadomo, co będzie dalej – zaznacza Konrad Mickiewicz. Przyznaje, że po ostatnim załamaniu światowej gospodarki stracił zaufanie do ekonomistów i analityków.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Chrzest bojowy [/srodtytul]

Marek Kretek, dyrektor generalny spółki Lambertz Polonia, która odpowiada za eksport Lambertza, zwraca uwagę, że największe problemy występują na tych rynkach, gdzie waluta osłabiła się znacznie do euro. – Wstrzymaliśmy dostawy do Rosji. Rubel tak bardzo stracił na wartości, że dystrybutorom przestał się opłacać import – przyznaje Kretek. Dyrektor generalny Lambertz Polonia liczy jednak na to, że w dalszym ciągu popyt na słodycze będzie rósł w krajach, gdzie rynek jeszcze się nie nasycił. W 2008 r. sprzedaż ciastek i pierników Lambertza w Rumunii zwiększyła się o ponad 60 proc. W styczniu tego roku rosła jeszcze szybciej. Sposobem na zwiększanie obrotów ma być dla tej firmy zdobycie także nowych rynków, m.in. w Australii.

Producentom słodyczy na pocieszenie pozostaje fakt, że przeszli chrzest bojowy w 2007 i 2008 r. Zdrożały wówczas znacznie surowce, przez co zostali zmuszeni do podniesienia cen i często także do restrukturyzacji firm. Od połowy 2007 r. do czerwca 2008 r. łączne obroty na rynku słodyczy w Belgii, Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Holandii i Hiszpanii wyniosły prawie 40 mld euro. Były one o 4,8 proc. wyższe niż rok wcześniej. – Tak pozytywny trend zawdzięczamy nie zwiększeniu apetytu na słodycze, ale wzrostowi cen w Europie – komentuje Uwe Lebens, przewodniczący Sweet Global Network.

Firma Nielsen podaje, że wydatki na słodycze wzrosły także w Polsce. Od grudnia 2007 do listopada 2008 r. przeznaczyliśmy na czekoladowe produkty ponad 4,2 mld zł, czyli o ok. 15 proc. więcej niż rok wcześniej.

– To, co się wydarzyło w ubiegłym roku, przygotowało nas do obecnej sytuacji rynkowej – pociesza Kretek. Po cichu przyznaje jednak, że na 100 procent pewny tego nie jest.

Biznes
Rząd rusza z promocją zbrojeniówki, szczyt AI, Ford chce współpracy z Chinami
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Biznes
"Tego przemysłu będzie w Europie coraz mniej". Ważnej branży grozi zapaść
Biznes
Europa stawia na niezależność, Polacy znikają z sieci, podatki dochodowe w UE
Biznes
Od edukacji do transformacji – forum NFOŚiGW
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama