Dwa z sześciu testowanych samolotów wrócą do Seattle z Południowej Dakoty i Kalifornii po zyskaniu przez producenta zgody od urzędu lotniczego FAA.
Rzeczniczka koncernu Lori Gunter oświadczyła, że nie podjęto jeszcze decyzji o terminie wznowienia próbnych lotów. - Zanim to nastąpi, musimy zakończyć postępowanie wyjaśniające i ocenić, czy są potrzebne jakieś zmiany projektowe. Do tego czasu Boeing nie może komentować ewentualnego wpływu tego incydentu na opolny harmonogram programu — dodała.
- Każdy dzień bez latania oznacza odroczenie o dzień terminu certyfikacji — wyjaśnia z kolei analityk z Gleacher & Co, Peter Arment. — A dodatkowo trzeba zastanowić się, co jeszcze należy zrobić w tym samolocie. Za wcześnie jednak moim zdaniem na mówienie o większych zmianach w prognozie dla Boeinga.
Do 30-sekundowego pożaru panelu kontroli zasilania w tylnym przedziale wyposażenia elektronicznego doszło 7 listopada podczas podchodzenia samolotu do lądowania w Laredo w Teksasie. Samolot wylądował awaryjnie i bezpiecznie. Po tym incydencie Boeing uziemił wszystkie 6 testowanych maszyn.
Federalny urząd lotniczy FAA zezwolił na przelot dwóch maszyn do Seattle, gdzie będą poddane dodatkowej kontroli i analizie. Urząd musiał potwierdzić, że B787 był bezpieczny, a na pokładzie w czasie pożaru przebywali pilot i inżynier od systemów pokładowych. Następnie musi zaakceptować dokonane naprawy i wszelkie zmiany projektowe,zanim zezwoli na wznowienie próbnych lotów.