Reklama

Opóźnione lub odwołane loty. Jak zima i geopolityka zdezorganizowały podróże po świecie

Na Okęciu co drugi samolot jest opóźniony. W USA liczba odwołanych lotów jest podobna do czasów pandemii. Jeśli ktoś teraz wybiera się w podróż samolotem, to bez znaczenia w których chce lecieć kierunku, musi liczyć się z perturbacjami. Winne są pogoda i geopolityka.

Publikacja: 27.01.2026 15:10

Opóźnione lub odwołane loty. Jak zima i geopolityka zdezorganizowały podróże po świecie

Foto: Adobe Stock

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jak warunki zimowe wpływają na realizację połączeń lotniczych?
  • Z jakimi problemami borykają się linie lotnicze w okresie zimowym?
  • Dlaczego niektórzy przewoźnicy rezygnują z połączeń na Bliskim Wschodzie?
  • Jakie zmiany w trasach lotów wprowadzają linie lotnicze z uwagi na bezpieczeństwo?

Na warszawskim Lotnisku Chopina we wtorek, 27 stycznia praktycznie co drugi samolot był opóźniony – od 20 minut do pół godziny. I to obojętne, czy leciał z Bliskiego Wschodu, Stanów Zjednoczonych, czy z któregoś z portów europejskich. W operacjach przeszkadzała głównie mgła oraz konieczność odladzania samolotów. I trzeba się liczyć z tym, że te opóźnienia mogą powtarzać się i narastać w ciągu dnia.

Zima uderzyła po raz kolejny po obu stronach Atlantyku

Liczba odwołanych lotów w Stanach Zjednoczonych jest dzisiaj taka sama, jak w czasach pandemii. I nawet jeśli ktoś doleci do Nowego Jorku, Bostonu czy Chicago i tam planuje przesiadkę, musi się liczyć z tym, że jego kolejny lot, już na wewnętrznym amerykańskim połączeniu, został odwołany.

Liczba rejsów, których przewoźnicy nie byli w stanie wykonać od ostatniego weekendu dochodzi już do 20 tysięcy. A linie bardzo powoli starają się je przywracać i ten proces potrwa jeszcze kilka dni. Przynajmniej do końca tego tygodnia.

Przewoźnicy apelują do swoich pasażerów, że jeśli nie muszą lecieć, to byłoby najlepiej, gdyby zrezygnowali z podróży. W przeciwnym razie grozi im koczowanie na lotniskach. Oferują zwrot pieniędzy za wykupione bilety bądź zmianę daty podróży na późniejszy termin.

Reklama
Reklama

Zaognia się sytuacja na Bliskim Wschodzie

KLM i Air France odwołały swoje loty do Dubaju, Rijadu, Tel Awiwu i Dammanu. Lufthansa, Swiss i British Airways odwołały bądź mocno ograniczyły loty nie tylko do Izraela czy Arabii Saudyjskiej, ale także do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru, tłumacząc to pogarszającymi się warunkami bezpieczeństwa operacji. Największy przewoźnik indyjski — IndiGo zawiesił rejsy do Ałmatów, Taszkientu, Baku i Tbilisi, ponieważ zbytnio wydłużyła się trasa przelotu i połączenie stało się nieopłacalne.

A Wizz Air poinformował, że konieczność omijania przestrzeni powietrznej Iraku i Iranu zmusiła go w rejsach z Dubaju i Abu Zabi do międzylądowania w Larnace na Cyprze bądź w greckich Salonikach z powodu konieczności uzupełnienia paliwa.

Jednak większość przewoźników swoje decyzje tłumaczy troską o bezpieczeństwo, w tym także koniecznością omijania przestrzeni powietrznej nie tylko Iranu, ale także Iraku oraz Izraela. „W związku z sytuacją geopolityczną KLM w tej chwili omija przestrzeń powietrzną Iranu, Iraku i Izraela, ale także kilku innych krajów regionu Zatoki” – czytamy w oświadczeniu holenderskiego przewoźnika. KLM przy tym nie wymienia ryzyka, które zdecydowało o podjęciu takiej właśnie decyzji. Wyjaśnia jedynie, że swoje decyzje koordynuje z władzami oraz międzynarodowymi organizacjami zajmującymi się bezpieczeństwem lotniczym. Przed podróżami w ten region, a nawet przesiadkami na tamtejszych lotniskach ostrzegła także polska ambasada w Katarze.

Linie lotnicze omijają „trudne” tereny z powodu obaw przed postawioną w tej chwili w stan gotowości obroną lotniczą w krajach, gdzie panuje w tej chwili napięta sytuacja polityczna. Zaważyła zwłaszcza zapowiedź Donalda Trumpa o flotylli amerykańskich lotniskowców zmierzających w ten region i jego komentarze dotyczące sytuacji w Iranie.

Chodzi o bezpieczeństwo, czy jednak o pieniądze?

Przed lataniem na Bliski Wschód przestrzegła także Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). Ale to ostrzeżenie, wydane 16 stycznia, dotyczy jedynie irańskiej przestrzeni powietrznej.

Swoich połączeń na Bliski Wschód nie odwołał LOT, który lata do Dubaju i Rijadu oraz Tel Awiwu. – Latamy normalnie, omijając przestrzeń nad Iranem – mówi Krzysztof Moczulski, rzecznik LOT.

Reklama
Reklama

– Mieliśmy ostatnio kilka odwołanych lotów, ale tylko do Stanów Zjednoczonych i to z powodu śnieżyc. W regionie nie latamy jedynie do Teheranu – mówi „Rzeczpospolitej” Anna-Sophie Poll, rzeczniczka Etihadu, linii z Abu Zabi. Jak dodaje również przygotowania do planowanego uruchomienia połączenia z Abu Zabi do Krakowa idą pełną parą. Jego inauguracja planowana na 11 czerwca została przyspieszona o tydzień.

Etihad został kilka dni temu ogłoszony najbezpieczniejszą linią lotniczą na świecie. A w pierwszej dziesiątce tego rankingu znalazły się także między innymi Emirates i Qatar Airways, które również nie zawieszają połączeń do Dauhy czy Dubaju.

Nie jest więc wykluczone, że duzi przewoźnicy europejscy zdecydowali się na czasowe zawieszenie połączeń ze względów finansowych. Konieczność omijania dużej części terenów bliskowschodnich to dłuższy czas lotu i większe zużycie paliwa.

Transport
Polski transport z „bezprecedensowym” skokiem. Twarde dane z dwóch dekad
Transport
Wielka umowa Embraera w Indiach. Cios w rosyjskie plany
Transport
Rosjanie zapłacą najdroższy „bilet parkingowy” w historii
Transport
Rząd planuje zmiany w sektorze lotnictwa cywilnego. Zapłacą za nie pasażerowie
Transport
Jozsef Varadi, prezes Wizz Air: Cyberataki na branżę lotniczą są na porządku dziennym
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama